Boris Johnson pisze list do Donalda Tuska. Chodzi o brexit. Chce negocjować nienegocjowalne

Boris Johnson wysłał do szefa Rady Europejskiej oficjalny list w sprawie tak zwanego irlandzkiego backstopu. Ten zapis był główną przeszkodą w przegłosowaniu umowy brexitowej, którą była premier Theresa May wynegocjowała z UE. Wygląda na to, że obecny premier Wielkiej Brytanii ciągle próbuje zmienić ustalenia, których Bruksela zmieniać nie ma zamiaru. Donald Tusk już mu odpowiedział.

Premier Wielkiej Brytanii ma propozycję dla Unii Europejskiej. Chciałby zastąpić tak zwany irlandzki backstop innymi rozwiązaniami. Wysłał w tej sprawie list do Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej.

Brexit. Boris Johnson ma propozycję dla Donalda Tuska

W oficjalnym piśmie czytamy, że Boris Johnson chciałby usunięcia zapisu o backstopie z umowy brexitowej między Wielką Brytanią a UE (tej samej umowy, którą Theresa May negocjowała przez kilkanaście miesięcy i którą brytyjski parlament odrzucił trzy razy, co doprowadziło do odejście premier ze stanowiska).

"Backstop należy zastąpić zobowiązaniem do wprowadzenia [alternatywnych ustaleń] w miarę możliwości przed końcem okresu przejściowego, jako część przyszłych relacji. Zdaję sobie sprawę, że konieczna będzie pewność co do tego, co by się stało, gdyby te ustalenia nie weszły w życie w pełni na koniec okresu [przejściowego]" - napisał brytyjski premier. Nie podaje jednak konkretów co do tego, jak owe alternatywne rozwiązania miałyby wyglądać.

Boris Johnson twierdzi, że jeśli backstop zniknie, umowa zostanie przyjęta przez Izbę Gmin. To by oznaczało uniknięcie tak zwanego twardego brexitu, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy. Taki scenariusz chaotycznego wyjścia uważany jest za potencjalnie bardzo szkodliwy dla gospodarki brytyjskiej. W poniedziałek do mediów brytyjskich wyciekł tajny rządowy raport o zagrożeniach - Londyn spodziewa się to między innymi problemów w dostawach żywności, leków i paliw. Twardy brexit zapewne uderzyłby też i w inne unijne kraje, choć Bruksela zapewnia, że jest na niego gotowa, mimo, że wolałaby go uniknąć.

>>>Czytaj też: Brexit jeszcze się nie zaczął, a PKB Wielkiej Brytanii spada. Pierwszy raz od 2012 roku

Wielka Brytania. W co gra premier?

Premier Johnson podtrzymuje, że Wielka Brytania wyjdzie z UE zgodnie z planem, czyli 31 października. Stawia w ten sposób pewne ultimatum: jeśli zgodzicie się na mój pomysł, twardego brexitu nie będzie. Bruksela od miesięcy powtarza, że nie ma możliwości powrotu do negocjacji w sprawie samej umowy, a jedynie dołączonej do niej deklaracji politycznej. Mówił to już Donald Tusk, powtarzali inni europejscy politycy, a tuż przed tym, zanim Boris Johnson wysłał swój pierwszy list do szefa Rady Europejskiej, usłyszał to samo od premiera Irlandii Leo Varadkara, z którym rozmawiał przez telefon. W tym tygodniu premier Wielkiej Brytanii ma zaplanowane spotkania z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

Szef Rady Europejskiej odniósł się do listu we wtorek w południe. "Backstop to ubezpieczenie, by uniknąć twardej granicy na wyspie irlandzkiej, o ile i dopóki nie zostanie znaleziona alternatywa. Ci, którzy są przeciwko i nie proponują realistycznej alternatywy, w rzeczywistości popierają przywrócenie granicy. Nawet jeśli tego nie przyznają" - napisał Donald Tusk na Twitterze.

Brytyjski rząd uważa, że UE powinna pokazać, że jest skłonna do pewnej elastyczności w rozmowach z Londynem. Ale opozycyjni politycy uważają, że list Johnsona pokazuje, że Downing Street tak naprawdę nie ma żadnej strategii negocjacyjnej. Tak twierdzi na przykład Keir Starmer z Partii Pracy, który w ramach jej gabinetu cieni odpowiada za brexit.

Być może list premiera skierowany jest bardziej do jego wyborców niż do Donalda Tuska. Boris Johnson podkreślał, że umowa wynegocjowana przez Theresę May nie jest dobra, należy ją zmienić, a on zamierza doprowadzić brexit do końca.

>>>Zobacz też, co robił Boris Johnson, zanim został brytyjskim premierem:

Zobacz wideo

Irlandzki backstop - o co chodzi?

Tak zwany irlandzki backstop to mechanizm zabezpieczający wymyślony po to, by po brexicie nie powstała twarda granica między Irlandią a Irlandią Północną. Miałby zostać uruchomiony w przypadku braku umowy w sprawie przyszłych relacji między Wielką Brytanią a UE. Części brytyjskich polityków, w tym eurosceptycznemu skrzydłu rządzącej Partii Konserwatywnej, zapis ten bardzo się nie podoba. Argumentują, że jeśli mechanizm wejdzie w życie, Wielka Brytania będzie musiała pozostać w unii celnej, co oznaczałoby de facto powiązanie z UE na długi czas, a w brexicie nie o to chodzi. Granica między brytyjską Irlandią Północną a Republiką Irlandii została zniesiona w ramach porozumienia pokojowego z Wielkiego Piątku (Good Friday Agreement), które miało na celu rozwiązanie konfliktu w Irlandii Północnej.