Z najnowszych danych ZUS wynika, że już ok. 280 tys. Polaków pobiera emeryturę niższą od ustawowo minimalnej (ta w 2019 r. wynosi 1100 zł brutto). Co więcej - ta liczba będzie rosnąć w zastraszającym tempie. Prognozy Federacji Przedsiębiorców Polskich wskazują, że w 2025 r. emerytury niższe od minimalnej będzie otrzymywać ponad 500 tys. osób, a w 2030 r. 630 tys. osób.
Warunkiem do otrzymania emerytury minimalnej jest odpowiedni "staż" w opłacaniu składek ZUS - w przypadku kobiet 20 lat, dla mężczyzn 25 lat. Nawet jeśli komuś z odprowadzanych przez całe życie składek nie "wychodziłaby" emerytura na poziomie minimalnej gwarantowanej ustawowo, to jest ona podwyższana do tej wysokości osobom z odpowiednim "stażem składkowym". Jeśli ktoś takiego stażu nie ma, a z tego, co "uzbierał" w ZUS ze składek i kapitału początkowego (czyli ze środków sprzed reformy emerytalnej w 1999 r.) wychodzi świadczenie w wysokości np. 800 zł, 300 zł czy nawet 2 albo 4 groszy - bo i takie sytuacje się zdarzają - właśnie taką emeryturę otrzymuje.
>>>Paweł Borys: "Polski system emerytalny to bomba z opóźnionym zapłonem" - zobacz nasz materiał wideo:
Jak wskazuje Federacja Przedsiębiorców Polskich i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej, lawinowy wzrost liczby osób z emeryturą niższą od minimalnej sprawi, że zdecydowanie bardziej obciążony będzie system podstawowej pomocy społecznej. Wydatki na ten cel mogą w ciągu najbliższych sześciu lat wzrosnąć o 2,6 mld zł, czyli ponad 145 proc. wobec obecnej sytuacji.
Skąd bierze się lawinowy wzrost liczby emerytur niższych od minimalnej? Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.
Jedną z nich jest praca na umowach "śmieciowych". Przed długie lata umowy o dzieło w ogóle nie były oskładkowane, a w przypadku kilku umów-zleceń składki były naliczane tylko od pierwszej. W takiej sytuacji osobie do stażu składkowego (który jest kluczowy dla emerytury minimalnej) liczyło się tylko tyle, ile jej wynagrodzenie na ozusowanej umowie stanowiło w stosunku do płacy minimalnej w kraju. Przykładowo, w 2011 r. płaca minimalna w Polsce wynosiła 1386 zł. Jeśli ktoś na pierwszej ozusowanej umowie-zleceniu miał kwotę 138,60 zł, to do jego stażu składkowego nie liczył się cały rok pracy, ale tylko 1/10 roku.
Ale przyczyn bardzo niskich emerytur jest więcej. To także wysokie bezrobocie pod koniec lat 90. i początku XXI wieku, uniemożliwiające "uzbieranie" odpowiedniego stażu składkowego, czy dłuższe okresy bez pracy u kobiet opiekujących się dziećmi (m.in. ze względu na brak żłobków czy przedszkoli).
Z drugiej strony, u części osób otrzymujących dziś niskie emerytury jest to kwestia życiowego wyboru, a nie problemów na rynku pracy. Dane ZUS wskazują, że niemal połowa osób, które w 2018 r. przeszły na emeryturę i okazało się, że nie mają prawa do emerytury minimalnej (czyli nie mają stażu 20-25 lat), nie przepracowała od 1999 r. ani jednego dnia na podstawie oskładkowanej formy zatrudnienia, choćby symbolicznej umowie zlecenia.
Czytaj więcej: Lawinowy wzrost "głodowych" emerytur. Czkawką odbija się bezrobocie i śmieciówki
FPP apeluje: Potrzebne doliczenie okresów składkowych
W opinii Federacji Przedsiębiorców Polskich, problem emerytur "niższych od najniższych" częściowo można rozwiązać doliczając okresy składkowe osobom, które pracowały na umowach śmieciowych. Wówczas w prawdzie w perspektywie kilku czy kilkunastu lat wydatki z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na emerytury mocno wzrosną, ale z drugiej strony, nie byłoby tak istotnego wzrostu wydatków państwa na pomoc społeczną.
Tym bardziej, że FPP postuluje także oskładkowanie wszystkich umów-zleceń czy umów o dzieło (dziś składki ZUS są odprowadzane tylko do wartości wynagrodzenia minimalnego), co przynosiłoby do FUS ok. 3 mld zł rocznie. Pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych jest także w planach rządu - ujęto go w "Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2019-2022 r.". W tym dokumencie zaznaczono, że reforma miałaby obowiązywać od początku 2020 r.
Czytaj więcej: Rząd chce oskładkować umowy zlecenia. Zarobimy mniej "na rękę"?