Sankcje? I co z tego. Putinowi udało się zbudować monetarną i fiskalną twierdzę

Putin w ciągu kilku ostatnich lat, przy pomocy uzdolnionych technokratów, opracował strategię, jak przetrwać sankcje Zachodu i kryzysy. Działa teraz. Są wątpliwości, czy będzie też tak w przyszłości.

Od 2014 roku, jak przypomina Sam Fossum, dziennikarz CNN, Rosja zgromadziła rezerwy walutowe wartości pół biliona dolarów – czwarte na świecie. Spłaciła też zagraniczny dług, zdewaluowała rubla, co ułatwia utrzymać jej konkurencyjność eksportu, zmniejszyła rolę dolara w transakcjach zagranicznych, dzięki czemu może mniej korzystać z amerykańskiego systemu finansowego i zrównoważyła budżet. Nieźle, jak na państwo karane przeróżnymi sankcjami przez praktycznie cały świat Zachodu.

Zrównoważenie rosyjskiego budżetu było możliwe między innymi dzięki temu, że Rosjanom udało się podwyższyć efektywność wydobycia ropy i gazu. Teraz wystarczy, by baryłka ropy kosztowała na rynkach 40-50 dol. i Rosja już zarabia na eksporcie węglowodorów.

Tak na marginesie, to mówiąc o eksporcie przez Gazprom i inne rosyjskie firmy gazu i ropy, warto jeszcze dodać, że wielu powtarza mit, że Rosjan może bardzo zaboleć utrudnienie im eksportu gazu. Nieprawda. Z każdego dolara, które zarabiają na sprzedaży ropy i gazu, 80 centów przypada na pierwszy z tych surowców, tylko 20 proc. na błękitne paliwo. 

>>> Łukasz Schreiber tłumaczy, dlaczego sprowadzamy węgiel z Rosji i Mozambiku. Zobacz materiał wideo: 

Zobacz wideo

Twierdza Rosja

Sam Fossum twierdzi, że Putinowi udało się zbudować monetarną i fiskalną twierdzę – idealną na czas kryzysu lub dla państwa, które toczy spory niemal ze wszystkimi i jest jeszcze obłożone sankcjami. Rosyjski prezydent zrobił to z pomocą zdolnych technokratów, takich jak np. Elvira Nabiullina, szefowa Banku Rosji, której brytyjski magazyn "The Banker" dał nie przypadkiem tytuł najlepszego szefa banku centralnego w 2017 roku, i o której wcześniej z dużym uznaniem pisał "Forbes".

Istotą rosyjskiej polityki w czasach kryzysu i trudnych relacji z Zachodem jest pewne, nazwijmy to, świadome hamowanie. Sprowadza się do założeń "inwestujmy mniej, rozwijamy się wolniej, konsumujmy mniej, ale przy tym cały czas powiększajmy rezerwy, dzięki czemu możemy dalej prowadzić agresywną politykę". Tak widzi to Anders Åslund z Atlantic Council specjalizujący się w badaniach nad rosyjską polityką gospodarczą.

Taką strategię Kremla potwierdzają podstawowe liczby – PKB Rosji od 2014 roku rośnie w tempie 1-2 proc., realne wynagrodzenia Rosjan praktycznie stoją w miejscu, a dług rosyjskich konsumentów niemal się podwoił.

Czytaj więcej: Ekspert: Putin może wywołać nowy kryzys gazowy. Nord Stream 2 na sprzedaż?

To nie jest idealna polityka

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Putin, prowadząc taką politykę gospodarczą, osiąga co chce, rozgrywając Zachód jak chce. Nie do końca.

Zdaniem Christophera Millera, profesora z Tufts University, strategia gospodarczej twierdzy jest dobra teraz, ale w dłuższej perspektywie już nie – Rosja przegrywa długodystansową rywalizację z państwami, które rozwijają się szybciej.

No i rośnie ryzyko, że w końcu rosyjski człowiek się zbuntuje. Może on znieść wiele, ale nie wszystko. Pokazują tu choćby ostatnie letnie protesty uliczne, do których na dużą skalę doszło w Moskwie.