Losy ustawy związanej ze zlikwidowaniem limitu 30-krotności składek na ZUS to istny rollercoaster. Po wyborach współrządzące Porozumienie ogłosiło, że tematu nie ma, a posłowie Prawa i Sprawiedliwości jakby nie zważając na te deklaracje i tak złożyli projekt w Sejmie. Wywołało to falę prawdziwego oburzenia w koalicyjnych ławach, co ostatecznie skończyło się wycofaniem wniosku. Tuż przed głosowaniem nad poparciem premiera Mateusza Morawieckiego.
W Sejmie nie ma obecnie woli, by znieść limit 30-krotności składek na ZUS. Dlatego podjęto decyzję o wycofaniu projektu. Można się też zastanowić nad tym, czy zasadnym byłoby zniesienie tego limitu, ale biorąc pod uwagę sytuację w parlamencie i tak nie ma ku temu woli
- skomentował na łamach serwisu wPolityce.pl Paweł Lisiecki z PiS.
Nie oznacza to jednak, że losy 30-krotności limitu składek na ZUS są przesądzone. Anita Czerwińska, rzecznik PiS, zapewniła na antenie TVN24, że "w związku z tym, że sprawa wywołała taką bardzo dużą, szeroką dyskusję, to PiS uznał, że należy przeprowadzić szerokie konsultacje na ten temat".
Z kim? Na przykład z "Solidarnością". Wiadomo jednak, że związki zawodowe dziś "majstrowania" przy 30-krotności nie chcą.
Konsultacje zapowiedział też premier Mateusz Morawiecki. Szef nowego rządu, że zniesienie limitu jest konieczne w imię przywracania sprawiedliwości polskiego systemu podatkowego.
"Ja uważam akurat, że 30-krotność tworzy taką sytuację, że mamy w Europie niesprawiedliwy, jeden z najbardziej degresywnych systemów podatkowych. Dlatego po raz drugi próbowaliśmy wnieść to pod obrady wysokiej izby i optujemy za tym, żeby tę degresywność zlikwidować" - powiedział Morawiecki cytowany przez portal 300polityka.
Zapowiedź powrotu do tematu limitu 30-krotności składek na ZUS może mieć zupełnie inne przyczyny. Być może PiS nie chce przyznać się do porażki. Dziś nic bowiem nie zapowiada zmiany nastawianie do projektu nawet wewnątrz Zjednoczonej Prawicy.
Kamil Bortniczuk, poseł Porozumienia, na antenie Polskiego Radia stwierdził, że zniesienie 30-krotności oznaczałoby, że ZUS musiałby wypłacać nieograniczone w swojej wysokości emerytury i było to zagrożenie dla całego systemu. Czy możliwe, by koalicjant PiS za jakiś czas przestał uznawać pomysł PiS za niebezpieczny? To zależy od tego, czy w sprawie uda się wypracować kompromis.
Limit 30-krotności składek na ZUS funkcjonuje w Polsce od lat 90. Polega na tym, że jeśli osoba zarobi w ciągu roku więcej niż 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, to nie musi płacić składek na ZUS.
W 2019 r. limit ten wynosił 142 tys. zł rocznie, czyli 11 912 zł brutto miesięcznie. Zgodnie z przewidywaniami w 2020 r. wzrósłby on odpowiednio do 157 tys. zł i ponad 13 tys. zł brutto miesięcznie, gdyż przeciętne wynagrodzenie ma wynieść 5227 zł. Według szacunków rządu dotyczy to w tym momencie 370 tys. Polaków.