Rząd planuje schłodzić rynek nieruchomości? Przepisy mogą wejść w życie "tylnymi drzwiami"

Rząd rozważa wprowadzenie regulacji, które utrudnią zaciąganie kredytów hipotecznych - wynika z nieoficjalnych ustaleń "Rzeczpospolitej". Gazeta przytacza argumenty, które mają świadczyć o tym, że rynek nieruchomości osiągnął zbyt wysoką temperaturę.

>>> Zobacz także: Wielka płyta odżywa. Polacy coraz częściej decydują się na kupno mieszkań w starszych blokach

Zobacz wideo

Z informacji, do których dotarła "Rzeczpospolita", wynika, że możliwe jest wprowadzenie obostrzeń dotyczących kredytów hipotecznych. Niewykluczone, że przepisy zostaną wprowadzone niejako "tylnymi drzwiami", bo w ustawie będącej podstawą nowego startu programu "Mieszkanie Plus". Pracuje nad nią resort rozwoju kierowany przez Jadwigę Emilewicz.

Nie ma pewności, czy w rządzie panuje jednomyślność co do konieczności schładzania rynku. Nie wiadomo też, jak konkretnie nowe regulacje miałyby wyglądać. Realnym scenariuszem, jak pisze "Rz", wydaje się wydanie odpowiedniej rekomendacji przez Komisję Nadzoru Finansowego, chociaż KNF stwierdza, że nad żadnymi przepisami w tym zakresie nie pracuje.

Czytaj też: Nieznajomi skrzykują się i zrzucają na mieszkanie. Czerniak: Idealne warunki, by powstała bańka

Mieszkania drożeją na potęgę

Co miałoby przemawiać za potrzebą schłodzenia rynku nieruchomości? Spory wzrost cen mieszkań. W trzecim kwartale 2019 r. ceny lokali mieszkalnych wzrosły o 9 proc. rok do roku, czyli w porównaniu z trzecim kwartałem 2018 r. W dłuższej perspektywie czasowej ta różnica jest jeszcze wyraźniejsza. W trzy lata w największych miastach Polski ceny wzrosły o 30 proc.

W Warszawie metr kwadratowy mieszkania w 2014 roku kosztował na rynku pierwotnym średnio 7,44 tys. zł. Dziś to 8,93 tys. zł. W Gdańsku cena na rynku pierwotnym zmieniła się z 5,84 na 8,28 tys. zł za metr. W Krakowie pięć lat temu płacić trzeba było 6,2 tys. zł. dziś to 7,77 tys. zł. Nieco mniej gwałtownie ceny podskoczyły w Poznaniu - z 5,96 na 7,06 tys. zł, Wrocławiu (z 5,92 na 7,43) i Łodzi (4,66 na 5,85 tys. zł) - podaje portal Domiporta.pl.

Schładzać, czy nie schładzać. Opinie podzielone

I chociaż ten wzrost cen wydaje się być gwałtowny, eksperci powodów do paniki nie widzą. Z analiz HRE Think Tanku wynika, że mieszkania w Polsce wciąż mogą drożeć, a sytuacja i tak długo jeszcze nie będzie przypominać tej z 2007 roku. - Lokale musiałyby jeszcze zdrożeć o ponad 70 proc., aby pensja przeciętnego Polaka wystarczyła dziś na zakup tak samo skromnej powierzchni jak u szczytu ostatniej hossy - wyjaśnia Michał Cebula, prezes Heritage Real Estate Think Tank.

Tymczasem, opierając się na szacunkach NBP, można stwierdzić, że dziś Polacy za średnią pensję mogą kupić ok. 0,8 metra kwadratowego mieszkania w dużym mieście. W 2007 roku zarobki pozwalały kupić na niespełna 0,5 metra kwadratowego.

"Warunki do narastania bańki"

Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych opublikowało raport, w którym stwierdza, że "obecnie panują u nas idealne warunki dla narastania bańki cenowej". Zdaniem ekspertów, obecnie jesteśmy w fazie charakteryzującej się dużym wzrostem cen, co jest wynikiem "irracjonalnego entuzjazmu". W tym okresie wzrosty utwierdzają kupujących i sprzedających w zbyt optymistycznych oczekiwaniach co do dalszej sytuacji na rynku. 

Czytaj też: Planujesz kupić mieszkanie? Marże kredytowe w banku są najwyższe od 9 lat. Rosną też inne opłaty

Dr Adam Czerniak, ekonomista, uważa, że o narastającej bance na rynku nieruchomości świadczy jeszcze coś. Według najnowszych badań "Finansowego Barometru ING" 79 proc. Polaków uważa, że ceny nieruchomości w jego okolicy wzrosną albo bardzo wzrosną. Rok temu uważało tak 64 proc. osób, trzy lata temu zaledwie 47 proc. 

O popularności kredytów hipotecznych świadczą też działania banków. Obecnie większość z nich utrzymuje marże na najwyższym od lat poziomie. Preferuje też kredytobiorców z wysokim wkładem własnym - właśnie oni mogą liczyć na mniejsze odsetki.

Więcej o: