Efekt cieplarniany czyni Arktykę łatwiej dostępną. Otwiera się szansa eksploracji zasobów naturalnych, na co wielką ochotę ma Rosja – również ze względu na jej duże już doświadczenie w prowadzeniu wydobycia surowców w ekstremalnych warunkach.
W tym celu Rosjanie budują bazy wojskowe na Dalekiej Północy i prowadzą prace badawcze, których głównym celem jest udowodnienie światu, że należy do nich znaczna część Arktyki – niemal połowa.
Teraz rozważają kolejny pomysł, który może im ułatwić podbój mroźnych obszarów. Wpływowa grupa rosyjskich deputowanych chce, by północnymi regionami Rosji bezpośrednio zarządzał rząd federalny w Moskwie, w tym między innymi portami oraz obszarami wydobycia gazu i ropy.
- Ich znaczenie dla naszego państwa jest bardzo duże – tłumaczył ostatnio dziennikarzom ten pomysł Aleksiej Didenko, szef komisji ds. struktury Federacji Rosyjskiej w Dumie. – Tymczasem tam prawie nie ma mieszkańców, ani rozwiniętej infrastruktury, dochody władz lokalnych są mizerne, nie mają więc środków, by poradzić sobie z poważnymi obowiązkami – mówił.
Te środki ma rząd federalny w Moskwie. Kiedy więc zacznie bezpośrednio zarządzać północnymi regionami Rosji, program podboju Arktyki może przyspieszyć. Będą na to pieniądze.
Czytaj więcej: Duńczycy siedzą na ogromnych złożach. Mrozi ich nowy wyścig mocarstw o Arktykę
Trzeba zmienić konstytucję
By daleka północ znalazła się w bezpośrednim zarządzaniu rządu w Moskwie potrzebne są jednak stosowane zmiany w rosyjskiej konstytucji. Z tym, jeżeli tylko takie będzie życzenie Kremla, nie powinno być dużego problemu.
Po pierwsze dlatego, że akurat w Rosji trwają prace nad solidnym przepisaniem konstytucji – rozpoczęły się w styczniu na polecenie Putina myślącego powoli o jakiejś formie emerytury i zainteresowanego zabezpieczeniem siebie i swoich ludzi, również poprzez zmiany w najważniejszym dokumencie państwowym.
Po drugie, pomysł wsparcia podboju Arktyki podoba się licznej i wpływowej grupie deputowanych zaangażowanych w prace nad jej zmianą.