Wątpliwości co do specustawy "koronawirusowej" dotyczą m.in. artykułu 11. Mówi on, że premier - na wniosek wojewody - może wydawać polecenia przedsiębiorcom. Co więcej, zgodnie z projektem ustawy polecenia, te nie wymagałyby uzasadnienia i miałyby podlegać natychmiastowemu wykonaniu. Mogłyby być wydawane także telefonicznie czy ustnie. O jakie polecenia może chodzić? Trudno powiedzieć, bo ustawa precyzyjnie nic o tym nie mówi, a zapis jest bardzo szeroki. Można sobie wyobrazić, że władze państwowe mogłyby wydawać polecenie zgodnie z którym odpowiednie służby miałyby prawo użyć aktywów firm (sprzęt, pomieszczenia, auta) do walki z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa.
Do wydawania i wykonywania poleceń nie byłaby potrzebna umowa między przedsiębiorcą a wojewodą. Konkretnie - powinno nastąpić podpisanie umowy, ale ewentualna odmowa przedsiębiorcy na nic by się nie zdała, bo wówczas polecenie zostałoby wydane na podstawie decyzji administracyjnej.
Przedsiębiorcy i prawnicy zwracają uwagę na mocno niedookreślone reguły wynagradzania przez Skarb Państwa strat i wydatków związanych z działaniami administracji publicznej i wykonywaniem jej poleceń przez przedsiębiorców. Teoretycznie w projekcie zapisano, że wykonywanie zadań poleconych przez premiera jest finansowane z budżetu (ze środków, którymi dysponuje wojewoda), ale żadnych konkretów co do zasad tego rozliczenia nie ma. Co więcej, ustawa wyraźnie mówi, że prace planistyczne związane z przygotowaniami do realizacji zadań poleconych przez premiera miałyby być finansowane ze środków własnych przedsiębiorcy.
Choć artykuł 228 Konstytucji RP mówi, że ustawa wprowadzająca stan nadzwyczajny "może określić podstawy, zakres i tryb wyrównywania strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela" - w specustawie "koronawirusowej" ustawodawca nie zawarł takich zapisów.
Ba, wręcz w pierwotnym projekcie specustawy znalazł się przepis mówiący o tym, że Skarb Państwa (ani jednostki samorządu terytorialnego) "nie ponoszą odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną w związku z uzasadnionymi działaniami mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19".
Ostatecznie ten fragment jednak z projektu usunięto.
Zmian w specustawie, m.in. właśnie w artykule 11, domagają się najważniejsze organizacje przedsiębiorców w Polsce oraz związki reprezentujące przemysł farmaceutyczny. Jak podaje serwis cowzdrowiu.pl, w liście zaadresowanym m.in. do senatorów czy ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego przekonują one, że przepis mówiący o wydawaniu przez premiera poleceń przedsiębiorcom jest zbyt "daleko idący".
Jeśli przepis zostałby w Senacie utrzymany, przedsiębiorcy postulują, by w zakresie poleceń stosowane były reguły kodeksu postępowania administracyjnego. Jeśli jednak premier uzyskałby te kompetencje pracodawcy chcą by za ich realizację przez przedsiębiorców przysługiwało "odpowiednie wynagrodzenie"
- czytamy w portalu. Petycja zawiera także postulat rezygnacji z obarczania przedsiębiorców kosztami przygotowań planistycznych do realizacji zadań nałożonych poleceniem premiera.
Bardzo krytycznie o implikacjach specustawy "koronawirusowej" wypowiedziała się także w środę na łamach "Gazety Wyborczej" prof. Ewa Łętowska, była rzecznik praw obywatelskich i była sędzia m.in. Trybunału Konstytucyjnego. W jej opinii przepis dający możliwość wydawania przez premiera poleceń przedsiębiorcom bez uzasadnienia i z obowiązkiem natychmiastowego wykonania "sprzyja arbitralności władzy" i "nie daje obywatelom żadnych gwarancji związanych z procedurą administracyjną".
Jeżeli bym była przedsiębiorcą albo miała hurtownię farmaceutyczną, to wiem jedno: państwo może z dnia na dzień zabrać mi majątek w postaci sprzętu albo leków, a ja nie będę mogła się odwołać. Będę poddana nie tylko decyzjom, które mają służyć walce z epidemią, ale też cudzemu widzimisię
- mówiła prof. Łętowska.