Koronawirus, który w ostatnim czasie mocno rozprzestrzenia się po Europie, a zwłaszcza po terenie Italii, zmusił włoskie władze do radykalnych działań. Od dziś, czyli od 10 marca, całe Włochy objęte są tak zwaną czerwoną strefą.
To oznacza zamknięte szkoły, muzea i kina, ograniczone godziny otwarcia barów i restauracji, zakazane zgromadzenia publiczne, odwołane imprezy sportowe i kulturalne oraz restrykcje dotyczące podróżowania po kraju - podróże będą możliwe tylko w pilnych przypadkach zawodowych i innych. Ograniczenia dotkną 60 milionów ludzi. Nie będą one jednak dotyczyć sklepów - supermarkety pozostaną otwarte.
Mimo tego, kiedy tylko premier Włoch, Giuseppe Conte, ogłosił wprowadzenie obostrzeń, Włosi zaczęli szturmować sklepy. Agencja informacyjna ANSA podaje, że długie kolejki ustawiały się przed całodobowymi marketami w Rzymie, Neapolu i Turynie. Ludzie mieli kupować ziemniaki, biszkopty, mleko, cukier i mąkę. Zdjęcia i nagrania pojawiły się też w mediach społecznościowych.
Nie zabrakło również krytycznych komentarzy. Jeden z użytkowników Twittera zauważył, że po tym, jak premier Conte ogłosił rozszerzenie dekretu dotyczącego strefy tzw. ograniczonego ruchu na teren całego kraju, "Włosi przejęli się i poszli stanąć w kolejkach w supermarketach". "Zasługujemy, by być żartem Europy" - podsumował.
Włoska gospodarka może poważnie ucierpieć z powodu koronawirusa, a że już wcześniej była w tarapatach, teraz eksperci spodziewają się, że wpadnie w recesję. We Włoszech w poniedziałek 9 marca przybyło prawie 1800 nowych potwierdzonych przypadków zakażeń koronawirusem, zmarło 97 osób. Łącznie w tym kraju przypadków zakażeń jest 9172, ofiar śmiertelnych 463 (stan na wtorek 10 marca) - najwięcej na świecie poza Chinami. Pojawiają się też informacje, które dają nadzieję, że surowe metody walki z wirusem przynoszą efekty. Jak podaje "The Guardian", w 11 włoskich miastach, które kwarantanna objęła dwa tygodnie temu, liczba nowych przypadków zakażeń zaczęła spadać.
Zobacz również: