Polak leciał z kobietą z podejrzeniem koronawirusa. "W Warszawie czekała asysta medyczna"

Robert Kędzierski
Koronawirus staje się coraz większym problemem dla kolejnych krajów. Można by więc sądzić, że lotniska, przez które przewijają się miliony podróżnych, stanowczo zaostrzą swoje procedury związane z bezpieczeństwem zdrowotnym. Polak, który przyleciał do Warszawy z kobietą mającą objawy infekcj SARS-CoV-2, twierdzi, że jest inaczej.

Do redakcji Next.Gazeta.pl zgłosił się czytelnik zbulwersowany procedurami związanymi z zapobieganiem rozprzestrzeniania się koronawirusa. Mężczyzna leciał 4 marca z Amsterdamu do Warszawy. Był to lot łączony linii China Southern i Delta.

Procedury, które chronią przed ekspansją koronawirusa, zbyt mało restrykcyjne?

Na pokładzie znalazła się pasażerka z Chin, której symptomy wskazywały na możliwą infekcję koronawirusem - całą podróż intensywnie kaszlała. Podróżni o ryzyku dowiedzieli się jednak, kiedy byli już w powietrzu - nikt nie uprzedził ich, że mogą podróżować z potencjalnie chorą osobą.

Podczas lotu na pokładzie rozdano nam ankiety medyczne do wypełnienia. To oznacza, że ryzyko infekcji koronawirusem musiało zostać uwzględnione. W Warszawie czekała na nas asysta medyczna, jednak nikt nie udzielił żadnych informacji

- wyjaśnił mężczyzna.

- Zaczekałem na możliwość rozmowy z lekarzem, który został wezwany do kaszlącej kobiety. Ten zalecił mi środki ostrożności - kwarantannę domową. Zastrzegł, że koronawirus musi dopiero zostać potwierdzony. Zapewnił, że w razie jego wykrycia, otrzymam telefon - stwierdził.

Mężczyzna uznał, że działania służb w zakresie profilaktyki były dalece niewystarczające.

- Ja poddałem się dobrowolnej kwarantannie domowej, bo rozmawiałem z lekarzem. Co z osobami, które nie były świadome sytuacji?

Czytelnik stwierdził też, że lekarz uspokajał go, twierdząc, iż ryzyko infekcji występuje w promieniu ok. 2 metrów od zainfekowanej osoby. Ta deklaracja jednak nie wyciszyła jego obaw, z uwagi na działającą klimatyzację.

Czytelnik przekonuje też, że pomiar temperatury, o którym tak głośno w mediach, powinien być przeprowadzany częściej. - Temperatura powinna być mierzona zarówno przy samych bramkach bezpieczeństwa jak i przed wejściu na pokład - stwierdza.

Zobacz wideo Koronawirus w Polsce. Jak wyglądają podróże zagraniczne? Wysłannik Gazeta.pl sprawdził to osobiście

"Izolacja Chin to fikcja". Pasażer wyjaśnia, jak może roznosić się koronawirus

Pasażer stwierdził, że nie rozumie, dlaczego osoba, która może być chora na COVID-19, w ogóle została wpuszczona na pokład samolotu. Uważa też, że zawieszenie lotów do Chin to w praktyce fikcja

- W Amsterdamie pasażerowie linii chińskich po prostu przesiedli się do innych samolotów i polecieli do innych krajów Europy. Izolacja Chin to fikcja - stwierdził.

Infolinia NFZ przeciążona? "Byłem trzydziesty w kolejce"

Mężczyzna nie był pewien, czy kobieta, z którą podróżował nie była zarażona koronawirusem. W celu uzyskania dalszych instrukcji próbował kontaktować się z infolinią NFZ. - Ponieważ byłem trzydziesty w kolejce, automat spytał mnie, czy oczekuję, że ktoś do mnie oddzwoni. Minęło kilka dni, a ja wciąż czekam na telefon - wyjaśnił.

Mężczyzna stwierdził też, że zarówno w Amsterdamie, jak i na lotnisku w Warszawie nie ma możliwości zaopatrzenia się w maseczki. Znacznie większym problemem był jednak brak środków antybakteryjnych. - W żele antybakteryjne i inne środki ochrony wyposażyła mnie żona. Nie rozumiem, jak można tyle mówić o konieczności dezynfekcji dłoni i nie zapewnić podróżnym żeli dezynfekujących przy stanowiskach odprawy, w toaletach, punktach kontroli - stwierdził czytelnik w rozmowie z Gazeta.pl.

Czytaj też: Jest sztab kryzysowy dla branży turystycznej w Polsce. W gospodarce już "ponad miliard złotych strat

Zobacz również:

Więcej o: