Po poniedziałkowych bardzo mocnych spadkach, dziś na rynkach akcji w Europie były bardzo nerwowo, ale też przez sporą część dnia optymistycznie. Nieciekawie zrobiło się dopiero pod koniec sesji.
- Trudno oczekiwać, aby po dniu wyprzedaży kiedy globalnie straty sięgały 8 proc., dziś nastąpiła znaczna poprawa sentymentu. Handel na większości rynków co prawda przez większą część dnia należał do strony kupującej (wzrosty sięgały w wielu przypadkach nawet 3 proc.), natomiast była to kolejna okazja do zredukowania swoich pozycji w portfelach. W rezultacie w drugiej części dnia, kiedy w grze byli już Amerykanie, na rynkach zagościły spadki. W finalnym rozrachunku WIG20 zakończył dzień spadkiem o 1,6 proc. (jego wartość obecna to 1599,48 pkt. - red.) - opisują wtorkową sytuację na giełdowych parkietach analitycy Private Wealth Consulting.
Spadkiem zakończyły też pozostałe giełdy Starego Kontynentu: w Niemczech główny indeks zniżkował o 1,4 proc., we Francji o 1,5 proc., w Londynie o 0,1 proc., a w najbardziej dotkniętych epidemią koronawirusa Włoszech, o 3,3 proc. Wszystko dlatego, że w chwili ich zamykania małą wyprzedaż akcji urządzili sobie inwestorzy w USA. Później jednak, na rynku zaczęły pojawiać się informacje o możliwych antykoronawirusowych działaniach zaradczych tamtejszego rządu i sytuacja zmieniła się o 180 stopni. W efekcie, Amerykanie zakończyli dzień potężnymi 5-proc. wzrostami głównych rynkowych wskaźników. Mocno w górę, bo o 11 proc., poszły też notowania ropy naftowej, która jednak w poniedziałek zniżkowała nawet o 30 proc.
Amerykanów do kupowania mocno już przecenionych akcji mogły zachęcić wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa (i jego otoczenia), który zapowiedział np., że w związku z epidemią chciałby 90-dniowego zwolnienia z podatku od wynagrodzeń (niektóre źródła mówią o zwolnieniu do końca obecnego roku). - Zyskaliby na tym nie tylko zwykli obywatele, ale również przedsiębiorcy, gdyż podatek od wynagrodzeń dotyczy obu stron - napisali w komentarzu analitycy XTB. Jaki były to koszt dla budżetu? Prognozuje się, że ok. 300 mld dol.
Prezydent USA chciałby też m.in. wspomóc tamtejszy sektor naftowy tanimi pożyczkami oraz studentów, pomagając im spłacić zaciągnięte pożyczki. - Warto zauważyć, że tuż przed wybuchem wirusa zadłużenie amerykańskiego rządu wynosiło 1 bilion dolarów, natomiast z programami pomocowymi zadłużenie z pewnością sięgnęłoby rekordowego ponad 1,4 biliona - studzą optymizm eksperci XTB.
Zdaniem analityków wprowadzenie takich zwolnień podatkowych zdecydowanie mogłoby pomóc osłabionej wirusem gospodarce. - Bodziec fiskalny jest antidotum, które może wypełnić lukę między tym, co działo się przed koronawirusem, a tym, co nastąpi po nim (w gospodarce - red.) - powiedział CNBC Brent Schutte, główny strateg inwestycyjny w Northwestern Mutual Wealth Management. - Z pewnością takie działania nie są lekarstwem na wirusa, ale mogą pomóc w ograniczeniu skutków ekonomicznych - dodał. W Stanach Zjednoczonych stwierdzono jak do tej pory ponad 700 przypadków zakażenia koronawirusem, a 26 osób zmarło w wyniku choroby nim wywołanej.