Ceny mięsa wystrzeliły. Niektóre sklepy zrobiły biznes na koronawirusie

W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z dużym wzrostem cen mięsa. Po części było to spowodowane po prostu bardzo wysokim popytem na drób i wieprzowinę. W pewnej mierze jednak były to także decyzje sieci handlowych w celu maksymalizacji zysków. Szczęśliwie dla klientów, mięso powinno już tanieć.

Jak wynika z danych serwisu dlahandlu.pl, jeszcze w lutym maksymalna cena za całego kurczaka w sieciach handlowych w Polsce wynosiła 8,99 zł za kilogram, najniższa 4,48 zł. W marcu ceny oscylowały pomiędzy 6,99 a 12,50 zł. Skala wzrostów - 56 proc. dla najniższej ceny, 41 proc. dla najwyższej. 

embed

Podobnie w przypadku kilograma schabu bez kości - w lutym dało się go kupić nawet na 10,59 zł, w marcu minimalna cena to już 17,36 zł. Najwyższa cena poszła w górę z 20,99 zł do 27,49 zł. 

Co więcej, zarówno dane dotyczące drobiu jak i wieprzowiny pochodzą z 6 marca, czyli jeszcze przed szczytem zakupowego "szaleństwa", który przypadł około tydzień później. Wówczas ceny w niektórych sklepach były jeszcze wyższe. 

Wzrosły ceny w hurcie, sieci zwiększyły marże

Skąd tak drastyczny wzrost cen mięsa? Czy tak zostanie na dłużej? Jakub Olipra, ekonomista banku Credit Agricole, ma dobre wieści. Prognozuje, że ostatnie wzrosty cen były czasowe i miały bezpośredni związek z tym, że Polacy "rzucili się" do sklepów i zaczęli gromadzić zapasy żywności. Logistyka nie zawsze nadążała i sklepowe półki oraz lodówki zaczęły świecić pustkami. 

W naszej ocenie obserwowany deficyt towarów na półkach skłania część sklepów do podwyżek cen. Uwzględniając długoterminowy charakter kontraktów na dostawy żywności do sklepów, w naszej ocenie wynika to jednak przede wszystkim z prób zwiększenia marży niż wzrostu cen hurtowych

- czytamy w analizie Credit Agricole. Co to oznacza? Ano tyle, że sieci handlowe są związane ze swoimi dostawcami umowami stanowiącymi m.in. o stałej cenie, po jakiej otrzymują m.in. mięso. Skoro więc na sklepowych półkach czy w lodówkach ceny były wyższe niż wcześniej, to znaczy, że sklep podniósł swoją marżę.

Nieco inaczej wyglądała sytuacja w mniejszych sklepach, które nie są związane kontraktami z dostawcami, ale na bieżąco zaopatrują się w hurtowniach. Tutaj rzeczywiście pojawiła się gra popytu i podaży - wzrosło zapotrzebowanie na mięso, w górę poszły więc ceny.

Mięso powinno być tańsze

- Lodówki i zamrażarki mają jednak określoną pojemność - komentuje w rozmowie z next.gazeta.pl Jakub Olipra i zwraca uwagę, że teraz towar może wręcz zacząć zalegać w sklepach. Ceny powinny się więc normalizować. - Teraz sklepy raczej będą starały się skusić klientów niższymi cenami - uważa ekonomista.

Na spadek cen mięsa w opinii Olipry może wpływać też globalna sytuacja związana z koronawirusem. "Przytkane" kanały logistyczne (kolejki na granicach) oraz spadek popytu ze strony części zagranicznych odbiorców (choćby - włoskich restauracji) może doprowadzić do przejściowej nadpodaży mięsa w Polsce. - Jeśli chodzi o mięso, i ogólnie żywność, jesteśmy krajem nadwyżkowym - mówi Olipra.

Ryzyko, że ta podaż z powodu koronawirusa spadnie, bo stanie produkcja mięsa czy innych produktów żywnościowych, ekonomiści Credit Agricole oceniają na niewielkie. Zwracają uwagę, że producenci żywności na szeroką skalę minimalizują wzajemne kontakty pracowników m.in. poprzez ograniczenie przemieszczania się po zakładzie produkcyjnym, izolację osób odpowiadających za poszczególne etapy produkcji oraz wprowadzenie nienakładających się zmian. 

Zobacz wideo „Tarcza antykryzysowa” pozwala na obniżenie pensji. „ Koszty staramy się podzielić równo pomiędzy wszystkich”