Apteki wykorzystywały koronawirusa. "Żele antybakteryjne mamy od dzisiaj tylko w zestawach"

Niektóre apteki wykorzystały epidemię koronawirusa, by zwiększyć obroty. Część placówek żele antybakteryjne sprzedawała wyłącznie w zestawach. Tego typu praktyki nie były przypadkiem - wynika z wewnętrznej korespondencji ujawnionej przez "Dziennik Gazetę Prawną".

Niektóre apteki wykorzystały epidemię koronawirusa, by zwiększyć swoje obroty. Nie zawsze w sposób etyczny, a może i nawet zgodny z prawem - twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna".

Prasa ujawnia wewnętrzne polecenia sieci aptek. "Żele tylko w zestawach"

Do dziennika zgłosili się aptekarze zrzeszeni w kilku dużych sieciach aptek. Przekazali wewnętrznie rozsyłane wiadomości e-mail. Pojawiają się w nich instrukcje, dzięki którym placówki miały zwiększać przychody.

"Jeżeli do kogoś dojeżdżają żele antybakteryjne, to bardzo proszę, robimy zestawy odpornościowe, czyli żel, witamina C i witamina D3" - brzmi informacja od jednego z przełożonych, w której padają konkretne marki produktów. "Żele antybakteryjne mamy od dzisiaj tylko w zestawach" - informuje aptekarzy inny z menedżerów.

- Taka praktyka jest nielegalna. Nie wolno uzależniać sprzedaży wyrobu medycznego od zakupu środka spożywczego, jakim są suplementy - wyjaśnia w rozmowie z dziennikiem prof. Zbigniew Fijałek, kierownik Zakładu Farmacji Kryminalistycznej WUM, a w latach 2005-2015 dyrektor Narodowego Instytutu Leków.

O tego typu praktykach aptek pisano na blogu Subiektywnieofinansach. "Dostaliśmy sygnał, że w aptekach jednej z sieci kupimy żel antybakteryjny, czyli towar obecnie niezwykle pożądany. Problem w tym, że nie da się go kupić osobno. Trzeba kupić coś jeszcze" - alarmował portal na początku marca.

I przedstawił dowód - gotowy zestaw zawierający żel, chusteczki dla niemowląt i witaminę. Koszt? Ponad 18 zł, gdy cena samego żelu to tylko 10 zł.

Aptekarze zachęcani do sprzedaży leków na receptę farmaceutyczną

Zdarza się, że w aptece pojawiają się pacjenci, prosząc o wydanie leku bez recepty. Aptekarze wiedzą, że w większości przypadków muszą odmówić, znają jednak swoje uprawnienia. A te zezwalają na wystawienie tzw. recepty farmaceutycznej. Farmaceuta może ją wystawić, kiedy zagrożone jest życie. I właśnie to zagrożenie jest kluczowym warunkiem wystawienia recepty.

Tymczasem wiadomości rozsyłane przez menedżerów sugerują, by do procedury podejść w sposób biznesowy. Powód jest prosty - za leki wystawione na receptę farmaceutyczną pacjent płaci 100 proc. ceny.

- Zadajcie sobie pytanie, ile moja apteka mogłaby zarobić na wystawianiu takiej recepty? - pyta jeden z menedżerów sieci aptek w mailu rozesłanym do placówek.

Czytaj też: Sondaż. Co Polacy sądzą o tempie odmrażania gospodarki? Ponad 30 proc. uważa, że jest zbyt wolne

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, twierdzi, że taki e-mail można nawet uznać za zachętę do łamania prawa. 

Zobacz wideo Jak wybrać nowe mieszkanie w czasach koronawirusa? Pomysłem jest wirtualny spacer