Plaga nieszczęść spadła na niemiecką motoryzację. To duży problem również dla Polski

Koronawirus zatrzymał fabryki samochodów i wymiótł klientów z salonów. Powrót do normalności w niemieckiej motoryzacji potrwa długo, również dlatego, że Berlin stawia przede wszystkim na elektromobilność.

Sektor motoryzacyjny bardzo dużo waży w gospodarce Niemiec. Dość powiedzieć, że zatrudnia tam blisko milion osób i oferuje im zwykle ponadprzeciętne wynagrodzenia. Bardzo powiązany jest z nim polskim sektor automotive – w zależności od tego, jak go liczyć, pracuje w nim od kilkuset tysięcy do nawet ponad miliona zatrudnionych i ich los zależy w dużym stopniu od tego, jak będą sprzedawać się dalej niemieckie samochody.

A z tym jest kiepsko. Spowolnienie w branży pojawiło się jeszcze przed tym, zanim w marcu wprowadzono restrykcyjne przepisy przeciwepidemiczne. W styczniu i w lutym np. sprzedaż aut w Niemczech zmniejszyła się odpowiednie o 7,3 i 10,8 proc. w stosunku do danych sprzed roku. A kiedy zamknięto fabryki i salony, sprzedaż w zasadzie stanęła – w całej Europie spadek sięgnął niemal 80 proc.

Niewielu w Niemczech wierzy w to, że w najbliższych miesiącach uda się szybko powrócić do poziomów sprzedaży sprzed roku. 

Zobacz wideo Rząd sfinansuje postojowe górników. „Być może to wykorzystanie sytuacji, by radzić sobie z kryzysem w górnictwie”

Kryzys gospodarczy trwa

Po pierwsze dlatego, że epidemia trwa nadal i to skutecznie hamuje zapał do kupowania drogich produktów niekoniecznie pierwszej potrzeby w całej Europie. Poza tym koronawirus oznacza również w praktyce kryzys gospodarczy z rosnącym bezrobociem i malejącymi dochodami.

I po drugie, rządowe programy wsparcia dla sektora motoryzacyjnego wydają się niewystarczające. Berlin obniżył stawki VAT – w tym dla samochodów z 19 proc. na 16 proc. – oraz podniósł dopłatę do kupna auta elektrycznego do 6 tys. euro pod warunkiem, że będzie nie droższe niż 40 tys. euro. Zignorował jednak postulat producentów aut, by wprowadzić również premię za złomowanie starego samochodu.

Nowe regulacje rządu Angeli Merkel wspierają więc głównie rozwój elektromobilności, a to niemieckie koncerny motoryzacyjne bardzo boli, bo mają na placach tysiące niesprzedanych aut spalinowych i takie też dalej głównie produkują. Z elektrycznymi mają problem, czego symbolem jest przedłużające się wprowadzenie do sprzedaży modelu ID.3 Volkswagena.

Niektórzy analitycy mówią, że latem może pojawić się światełko w tunelu. Jeżeli gospodarka zacznie szybko się odbudowywać, powieje optymizmem, to ludzie ruszą do salonów – dodatkowo wygłodniali mobilności po przymusowym zamknięciu. Ale to na pewno nie będzie oznaczało zakupów jak dawniej. Sektor motoryzacyjny do normalności może powracać nawet przez kilka lat. 

Czytaj więcej: Lufthansa: masowe zwolnienia znacznie większe niż planowano. Pracę mogą stracić nawet 22 tys. osób