Boris Johnson i przedstawiciele UE, wśród których znalazła się Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, odbyli w poniedziałek wideokonferencję. Powodem spotkania przywódców był brexit.
Epidemia koronawirusa sprawiła bowiem, że kwestia nowej umowy pomiędzy UE a Wielką Brytanią zeszła na drugi plan. Tymczasem według pierwotnych założeń czasu na zawarcie negocjacji jest niewiele - porozumienie musi być zawarte do końca roku.
Johson daje wyraźnie do zrozumienia, że przedłużenia negocjacji nie będzie. - Nie widzimy powodu, by negocjacji nie zakończyć w lipcu - stwierdził brytyjski premier po konferencji cytowany przez "The Telegraph".
- Im szybciej zawrzemy porozumienie, tym lepiej. To, co musimy osiągnąć, jest jasne, potrzebujemy jednak nowego impetu w negocjacjach - dodał.
Wygląda to jednak na zaklinanie rzeczywistości. Michel Barnier, unijny negocjator, przyznał po zakończeniu konferencji, że negocjacje pomiędzy stronami nowej umowy znajdują się w impasie, a przynajmniej postępy negocjacyjne nie są zbyt imponujące. Wskazał na to konkretny dowód - Wielka Brytania i Unia muszą rozwiązać kwestię kilku spornych punktów w nowej umowie, w kwestii żadnego nie zawarto jednak porozumienia.
Być może negocjacje przyspieszą, kiedy ruszy runda bezpośrednich spotkań, które mają rozpocząć się po 29 czerwca w Brukseli. Brytyjscy i unijni urzędnicy mają rozmawiać o porozumieniu twarzą w twarz w pięciu kolejnych rundach.
Czytaj też: Wielka Brytania zmienia prawo migracyjne, aby ograniczyć napływ pracowników. Chodzi o brexit
Johnson sugeruje, że Unii zależy, by negocjacje przesunąć na jesień lub jeszcze później. Oficjalne stanowisko przyjęte po konferencji mówi jednak o "zadowoleniu z konstruktywnej dyskusji".