"Obrońmy Polskę Plus" na kredyt. Duda złożył mnóstwo obietnic. Za pieniądze z UE lub obligacji

Robert Kędzierski
Wybory wygrał - to praktycznie pewne - Andrzej Duda. Ubiegając się o reelekcję, obiecał dużo. Prezydent chce nie tylko utrzymać 500 Plus, 300 plus czy "trzynastki". Zapowiada też inwestycje. Za realizację wielu obietnic zapłaci UE, inne sfinansuje kredyt.

Prezydent Andrzej Duda w kampanii wyborczej sypał obietnicami jak z rękawa. Obiecał nie tylko utrzymanie obecnych dodatków socjalnych i wprowadzenie nowych. Zapowiedział też wiele inwestycji. Warto podsumować to, co niemal pewny reelekcji prezydent obiecał. Bo obietnic złożonych przed pierwszą kadencją w wielu wypadkach nie dotrzymał.

"Obrońmy Polskę Plus", czyli prezydent niczego nie zabierze

Idée fixe prezydenckiego pomysłu na reelekcję zawiera się w tytule jego programu wyborczego. "Obronimy Polskę Plus" to zapowiedź utrzymania wszelkich dotychczasowych świadczeń.

Zobacz wideo Duda zaprasza Trzaskowskiego do rozmowy. "Trudno mi uwierzyć w ten gest"

- Dopóki jestem prezydentem, mojego podpisu pod odebraniem 500 plus nie będzie - zapewnił prezydent już w kwietniu i w trakcie kampanii stanowisko to wielokrotnie powtarzał. To samo mówił o trzynastej emeryturze. W kwestii czternastek był już nieco bardziej ostrożny - twierdził, że będzie pilnował, by rząd dotrzymał danego słowa.

Prezydent nie mówił w tym wypadku o źródle finansowania dodatków dla emerytów. Trzynastka wypłacona w tym roku trafiła do uprawnionych dzięki pożyczce w ZUS, którą budżet państwa będzie spłacał przez dekadę. O finansowaniu "czternastek" dowiemy się najpewniej dopiero z prowizorium budżetowego.

Nowa "Polska Plus" to również nowe świadczenia. Najważniejszym jest emerytura stażowa. Duda planował jej wprowadzenie w mijającej kadencji. Szybko okazało się jednak, że na finansowanie projektu nie ma pieniędzy.

Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki mnożą fundusze i dzielą skórę na niedźwiedziu

Część zapowiedzi zwycięzcy wyborów prezydenckich pokrywa się z obietnicami rządu. Premier Mateusz Morawiecki i Prezydent Andrzej Duda złożyli bardzo podobne obietnice.

Na początku czerwca prezydent, podczas jednego z wieców wyborczych, zapowiedział stworzenie "funduszu inwestycji lokalnych". Jest to swego rodzaju dzielenie skóry na niedźwiedziu, bo środki na realizację obietnicy pochodzą z Europejskiego Funduszu Odbudowy - unijnego projektu, który ma wesprzeć gospodarki UE kwotą 500-750 mld euro.

Premier Mateusz Morawiecki bliźniaczy projekt już wprowadził. Nawet nazwa jest łudząco podobna. Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych też można uznać za dzielenie skóry na niedźwiedziu. Po pierwsze dlatego, że Fundusz Przeciwdziałania COVID 19, który ma być źródłem finansowania projektu, formalnie jeszcze nie istnieje. Po drugie, 100 mld, które szef rządu już w pewnej mierze rozdał, podróżując w trakcie kampanii prezydenckiej po kraju i rozdając "czeki", są na kredyt. Źródłem finansowania rządowego funduszu, jak i całego funduszu antycovidowego są obligacje BGK.

Krótkoterminowe obietnice Dudy są kosztowne

Kilka obietnic Andrzeja Dudy ma być swego rodzaju zastrzykiem pieniędzy. Pierwsza to bon turystyczny. Przez długie tygodnie zarysy projektu przedstawiał co prawda resort rozwoju, ale to ostatecznie kancelaria prezydenta złożyła w Sejmie odpowiedni druk. Dodatek, z którego skorzystać będzie mogła część polskich dzieci, również finansowany jest z obligacji BGK.

Kolejny zastrzyk pieniędzy obiecany przez prezydenta Andrzeja Dudę to dodatek solidarnościowy. Na świadczenie mogą liczyć ci, którzy na skutek epidemii koronawirusa utracili pracę. Przez trzy miesiące mogą liczyć na 1400 zł wsparcia.

Polacy będą zarabiać jak Niemcy. Za pięć lat

Kolejna obietnica Andrzeja Dudy wiąże się z płacami. Prezydent stwierdził, że w ciągu pięciu lat Polacy będą zarabiać równowartość co najmniej 2000 euro. Przeliczając tę kwotę po dzisiejszym kursie, oznaczałoby, że przeciętna pensja - bo o takiej mówił prezydent - wzrosła by o ok. 100 proc.

Eksperci podkreślają, że jak do tej pory w historii polski tak szybkiego tempa wzrostu płac osiągnąć się nie dało.

- W okresie najszybszego wzrostu wydajności i wynagrodzeń w latach 90. odnotowaliśmy średnio 25 proc. wzrostów w pięć lat, czyli cztery razy mniej. Historycznie nie było takiego przypadku, nawet w okresach najdynamiczniejszego wzrostu azjatyckich tygrysów - stwierdziła w rozmowie z Gazeta.pl prof. dr hab. Joanna Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego i ośrodka badawczego GRAPE.

Wyjaśniła też, że w pięć lat znaczące skrócenie dystansu do Zachodu może być trudne. - Tempo doganiania poziomu życia Europy Zachodniej przez kraje naszego regionu szacuje się na mniej więcej 2 proc. rocznie. Oznacza to, że przez 50 lat zmniejszamy lukę o połowę. Rozsądnie i konsekwentnie prowadzona polityka gospodarcza, może skrócić czas doganiania ze 100 lat do 70 lat - dodała Tyrowicz.

Wydatki na socjal to jedno. Andrzej Duda obiecuje inwestycje

Utrzymanie 500 Plus, 300 plus, "trzynastek", wprowadzenie "czternastek", emerytur stażowych, nie przeszkodzi, zdaniem Andrzeja Dudy, planom inwestycyjnym. Realizacja Centralnego Portu Komunikacyjnego, przekopu Mierzei Wiślanej nie będzie zawieszana.

Andrzej Duda, ubiegając się o reelekcję, obiecał Polakom, że wszystko, co państwo PiS im dało, będą dostawać dalej. Zapewniał, że stać nas na nowe wydatki i na inwestycje.