Marian Banaś bada jeden ze sztandarowych programów rządu. Została po nim zardzewiała stępka

Marian Banaś potwierdził, że Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę programu budowy promów. Od czasu położenia stępki w 2017 roku nie udało się nawet zaprojektować jednostki, która miał być impulsem do odrodzenia polskiego przemysłu stoczniowego.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK), którą kieruje niegdyś blisko związany z PiS Marian Banaś, bada jeden ze sztandarowych projekt rządu. Chodzi o program "Batory" - opinii publicznej znany jako program budowy promów.

Marian Banaś potwierdził przeprowadzenie kontroli w piśmie skierowanym do Arkadiusza Marchewki, przedstawiciela Platformy Obywatelskiej. Do dokumentu dotarł Onet.pl.

Marian Banaś kontroluje program budowy promów. Wyniki na jesieni

"W odpowiedzi na wniosek [...] o podjęcie przez Najwyższą Izbę Kontroli czynności kontrolnych w Morskiej Stoczni Remontowej 'Gryfla' SA, Polskiej Żegludze Bałtyckiej SA oraz Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, w zakresie dotyczącym prawidłowości realizacji i koordynacji przedsięwzięcia budowy promu pasażerskiego, informuję, że NIK kończy kontrolę obejmującą te zagadnienia" - czytamy w dokumencie. 

Prezes NIK wyjaśnia w piśmie, że kontrola dotyczyła realizacji wybranych projektów opisanych w "Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju".

"Czynności kontrolne we wszystkich trzech jednostkach zostały już zakończone i obecnie trwa procedura rozpatrywania zastrzeżeń zgłoszonych do wystąpień pokontrolnych. Opracowanie i opublikowanie informacji o wynikach tej kontroli są planowane na IV kwartał 2020 r." - wyjaśnia Marian Banaś.

Mateusz Morawiecki obiecuje polski prom

Prom dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej powstaje od roku 2017. Wtedy to premier Mateusz Morawiecki uczestniczył w położeniu tzw. stępki pod jego budowę. Projekt był elementem większego planu, który zakładał odbudowę przemysłu stoczniowego.

Zobacz wideo Zandberg: Służby z panem Banasiem licytują się na to, kto jest twardszy

Marek Gróbarczyk, szef Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej (utrzymał stanowisko po wyborach), podczas zeszłorocznej konferencji w Stoczni Szczecińskiej mówił, że budowa promów będzie kontynuowana w Szczecinie. Wyjaśnił, że opóźnienie w budowie wynika z problemów projektantów. Zapowiedział, że armator kupi projekt promu na wolnym rynku.

- Nie byłoby problemu wybudować tych promów w Chinach, ale nie możemy tego zrobić. Mamy potencjał do odbudowy zniszczonego przemysłu okrętowego w Szczecinie - zapewniał minister. - Stocznie wreszcie stają na nogach i mogą realizować duże projekty - dodał.

Nie ma projektu, sprzętu i ludzi

Skąd opóźnienie w budowie promu? Nie jest jasne, czy jego budowa jest w ogóle możliwa. Resort pytany w czerwcu przez RMF FM, jak wyglądają prace nad projektem, wyjaśnił, że wciąż nie wiadomo, jak prom ma ostatecznie wyglądać. "Trwają negocjacje dot. ostatecznego kształtu projektu jednostki dostosowanej do wykorzystania nowoczesnych ekologicznych napędów oraz najnowszych rozwiązań"  - czytamy w piśmie.

Rafał Zahorski, pełnomocnik zachodniopomorskiego marszałka ds. gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej cytowany przez portal ma wątpliwości, czy budowa promu będzie w ogóle możliwa. 

Czytaj też: Cierpkie słowa w raporcie NIK. Banaś wytyka kreatywną księgowość w budżecie Polski za 2019 r.

- Nie ma podstawowych narzędzi produkcji, nie ma maszyn, linii produkcyjnych niezbędnych do budowy tego typu wielkich jednostek. Druga kwestia - nie ma ludzi do budowy. Do wybudowania takiego wielkiego promu trzeba około 800 wykwalifikowanych pracowników. Takiej liczby po prostu nie ma. Nawet małe, prywatne stocznie w Szczecinie mają problemy, by zmobilizować 100 ludzi do danego projektu - wyjaśnia.