Budżet Kancelarii Sejmu, do którego dotarła "Rz", przewiduje postawienie budynku do kontroli biochemicznej. Koszt jego budowy ma wynieść milion złotych. Jak poinformowało Centrum Informacji Sejmu, budynek ten uzupełni inny, służący do kontroli pirotechnicznej paczek. Od początku roku skontrolowano ponad 72 tys. paczek, z czego 144 było podejrzanych, a 48 stanowiło realne zagrożenie. Budynek ten ma być także potrzebny, ze względu na zmiany, jakie były konsekwencją ustawy o straży marszałkowskiej. Dotąd paczki kontrolowały SOP, ale od 2018 roku powinna robić to straż marszałkowska. Powinna, ale nie robi tego, gdyż brakuje jej do tego budynku, więc na mocy porozumienia, paczki dalej były kierowane do SOP. Teraz służba marszałkowska ma uzyskać budynek, który pozwoli analizować i neutralizować podejrzane przesyłki.
Budynek ma w założeniu pozwolić na szybsze neutralizowanie zagrożenia, ale Jerzy Dziewulski, były antyterrorysta i były szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wątpi w konieczność tego przedsięwzięcia. Kontrolę paczek dalej powinny wykonywać SOP, odpowiedzialne za ochronę całego Sejmu, a nie pojedynczych ministrów, komentuje Dziewulski dla "Rz".
Przeglądając dalej budżet Kancelarii Sejmu, widnieje tam 530 tys. złotych na urządzenia, które najpewniej zostaną przeznaczone na wyposażenie nowego budynku:
Ponadto 700 tys. zł pójdzie na uzbrojenie. Wśród nich znalazły się takie rzeczy jak: amunicja, kamizelki kuloodporne oraz hełmy balistyczne. Kancelaria poinformowała, że kamizelki i hełmy należy kupić nowe, bo na te używane obecnie, kończy się gwarancja. Dziewulski podważa sens także tych wydatków, gdyż jego zdaniem konieczność użycia takiego sprzętu może wymusić tylko sytuacja, która na miejsce sprowadziłaby SOP i policyjnych antyterrorystów.
Intencje podniesienia ochrony Sejmu chyba przerastają już zdrowy rozsądek
- kwituje Dziewulski.