Brexit wciąż potrafi zaskoczyć. Boris Johnson znów stawia UE ultimatum

Wielka Brytania powinna właśnie zakończyć ustalanie z Unią Europejską umowy handlowej, która miałaby obowiązywać od stycznia. Zamiast porozumienia mamy impas w negocjacjach i stanowisko brytyjskiego premiera, które sugeruje, że jest gotowy na brexit bez tej umowy. To może oznaczać ogromne koszty - po stronie Londynu nawet równowartość 25 mld dolarów w przyszłym roku.

W koronawirusowej rzeczywistości wiele problemów zeszło na dalszy plan. W tym brexit, który od pewnego czasu znów zaczyna o sobie przypominać, znów dzieje się to tuż przed upływem kluczowego terminu i znów za pięć dwunasta pojawiają się deklaracje z ultimatum. 

Brexit. Boris Johnson żąda "fundamentalnej" zmiany podejścia UE

W największym skrócie sytuacja z brexitem wygląda tak: Wielka Brytania formalnie nie jest członkiem Unii Europejskiej od 1 lutego tego roku; do końca grudnia trwa okres przejściowy, w którym pozostaje ona członkiem unii celnej i jednolitego rynku; od 1 stycznia brexit w pełni wejdzie w życie, do tego czasu obie strony (Londyn i Bruksela) muszą wynegocjować i przyjąć porozumienie w sprawie handlu. Jeśli się nie wyrobią, wraz z nowym rokiem w handlu między Wielką Brytanią a państwami UE zaczną obowiązywać zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO) - to oznacza powrót do ceł. 

Brytyjski premier wcześniej zapowiadał, że rozmawiać z UE będzie do 15 października, sugerując, że po tej dacie odstąpi od negocjacji. Deadline, który Boris Johnson sam sobie nałożył minął, a porozumienia nie ma. Jest za to oświadczenie premiera, w którym stwierdza on, że bez zmiany podejścia ze strony Unii, umowy handlowej nie będzie. 

- Doszedłem do wniosku, że powinniśmy przygotować się na 1 stycznia z rozwiązaniami, które są bardziej podobne do rozwiązań australijskich, opierających się prostych, globalnych zasadach wolnego handlu - powiedział Johnson, podkreślając, że państwa Unii "nie chcą" umowy handlowej z Wielką Brytanią podobnej do tej, jaką mają z Kanadą (i jakiej premier by chciał). - Jeżeli nie będzie fundamentalnej zmiany w podejściu [UE - red.], zamierzamy pójść w kierunku rozwiązania australijskiego - zaznaczył. 

Wspomniany model współpracy handlowej UE z Australią opiera się w dużej części na zasadach WTO - czyli bez umowy. Nie jest to pierwszy raz, gdy Johnson dopuszcza możliwość wyjścia z Unii bez umowy regulującej relacje handlowe. Kilkanaście dni temu mówił, że kraj "mógłby z tym żyć". 

Zobacz wideo Wraca brexit. A wraz z nim wracają kłopoty

Co z negocjacjami? Jeszcze nie wszystko stracone

Boris Johnson zostawił furtkę do porozumienia, ale nie określił jednoznacznie, czy zrywa negocjacje, czy też będą one dalej kontynuowane. Tak naprawdę więc nie wiemy, co zamierza zrobić. Pewna co do tej drugiej wersji jest za to strona unijna. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że unijni negocjatorzy wybierają się do Londynu w przyszłym tygodniu, powtórzyła jednocześnie, że Bruksela chce pracować nad porozumieniem, ale nie zamierza go osiągać "za wszelką cenę". 

W czwartek wieczorem główny unijny negocjator ds. brexitu, Michel Barnier, powiedział, że to Wielka Brytania powinna pójść na ustępstwa. Podkreślał, że w zamian za dostęp do unijnego rynku Brytyjczycy powinni zobowiązać się do działania w równych warunkach konkurencji (chodzi tutaj o pomoc publiczną). Był to - obok spięcia dotyczącego połowów na brytyjskich wodach - jeden z głównych punktów spornych w rozmowach. 

Według analizy portalu CNN Business, "twardy" handlowy brexit oznaczałby straty dla brytyjskiej gospodarki sięgające nawet ponad 25 mld dolarów w przyszłym roku. A gospodarka ta, podobnie jak inne na świecie, już teraz mocno cierpi z powodu skutków pandemii koronawirusa. Sam brytyjski rząd szacuje, że brak umowy handlowej oznaczałby spowolnienie wzrostu PKB o 6,3-9 proc. w ciągu 15 lat. 

Takie rozwiązanie nie jest nikomu na rękę, możliwe więc, że ostatnie wypowiedzi to po prostu element strategii negocjacyjnej. Tuż po oświadczeniu Borisa Johnsona funt gwałtownie się osłabił, ale później odbił - po tym, jak przedstawiciele UE uspokoili inwestorów zapowiedziami kontynuowania rozmów.