Zamknięte sklepy, godzina policyjna, "zapora ogniowa". Mapa Europy zapełnia się małymi lockdownami

Maria Mazurek
Jeszcze niedawno wielu nie wyobrażało sobie, że gospodarki będą zamykane ponownie. Druga fala koronawirusa sprawiła jednak, że rządy podejmują te - trudne niejednokrotnie - decyzje. Teraz na mapie Europy coraz mniej jest krajów, które nie zaostrzają restrykcji. Są i takie, które wprowadziły lockdowny zbliżone do tych z wiosny. A to zapewne jeszcze nie koniec, także w Polsce.
Zobacz wideo Wspieramy Was! - Gazeta.pl ze specjalną akcją skierowaną do medyków

Zaczęło się od przywracania nakazów noszenia maseczek w miejscach publicznych, ale teraz są już godziny policyjne, ograniczenia dotyczące zgromadzeń, zamknięte bary, kawiarnie i restauracje, zalecenia nie wychodzenia z domów - druga fala zmusza rządy europejskich państw do coraz ostrzejszych restrykcji. Mapa Europy zaczyna się zapełniać lokalnymi i mini-lockdownami, choć są tacy, którzy idą jeszcze dalej. 

Lockdown wraca. Irlandia z najostrzejszymi restrykcjami

W większości europejskich krajów obowiązują nakazy noszenia maseczek, ograniczenia funkcjonowania gastronomii i sklepów, zgromadzeń, także tych prywatnych, w wielu zdecydowano się na wieczorne i nocne godziny policyjne - to "miękkie" lockdowny. W niektórych z tych państw pojawiły się też znacznie ostrzejsze lokalne restrykcje. Pogrupowaliśmy je pod względem wpływu na codzienne życie obywateli (i w konsekwencji gospodarkę).

Najsurowsze obostrzenia, które można już określać mianem lockdownu, ogłosiła Irlandia. Bardzo zbliżone do pełnego lockdownu restrykcje mają Czechy, a także części Wielkiej Brytanii: Walia i Szkocja - choć tam nie ma jeszcze rozwiązań, które ograniczają przemieszczanie się obywateli do pracy. W kolejnej grupie znalazły się kraje, w których ograniczenia są już znaczne (na przykład zamknięta gastronomia), ale nadal otwarte pozostają wszystkie sklepy oraz duża część usług, są tu też takie państwa, w których lokalnie pojawiają się lockdowny lub godziny policyjne. W ostatniej grupie zebraliśmy państwa, w których restrykcje są najmniej uciążliwe i dotyczą przede wszystkim wymogów sanitarnych oraz zasad izolacji społecznej, ale handel, usługi i restauracje działają normalnie lub niemal normalnie. Niektóre z tych ograniczeń opisujemy poniżej. 

embed



Irlandia uznała, że nie należy stosować półśrodków i zamknęła kraj na sześć tygodni (do 1 grudnia). To w zasadzie pełny lockdown. To oznacza, że ci, którzy nie mogą pracować zdalnie, po prostu nie pracują, chyba, że działają w zakresie usług kluczowych dla funkcjonowania państwa i ich fizyczna obecność jest niezbędna. Od domu nie można oddalić się na odległość większą niż 5 kilometrów, a za złamanie tej zasady, grożą kary - wyjątkiem jest przemieszczanie się do niezbędnej pracy, lekarza, po zakupy kluczowych produktów czy do sądu. Zakazane są odwiedziny w prywatnych domach oraz jakiekolwiek zgromadzenia - z wyjątkiem pogrzebów i ślubów, których organizacja została ograniczona (w weselach będzie mogło uczestniczyć do 25 osób, a w pogrzebach do 10). Zamknięte są siłownie, punkty fitness, miejsca kultury, salony fryzjerskie i kosmetyczne, restauracje i bary oraz sklepy, których działanie nie jest niezbędne (czyli inne niż spożywcze i drogerie). Przypomina to zasady, jakie funkcjonowały w Polsce wiosną, z tym, że Irlandczycy postanowili zostawić szkoły otwarte. 

W Czechach kolejne obostrzenia, Walia z "zaporą ogniową" 

Czechy to przypadek szczególny - kraj, który podczas pierwszej fali pandemii chwalono za sprawne ograniczenie liczby zakażeń, teraz jest w czołówce tych z najszybszym przyrostem oraz pod względem liczby zakażonych zmarłych w przeliczeniu na milion mieszkańców. Wprowadzone tam restrykcje sprawiają, że sytuacja w kraju to już niemal lockdown. Najnowsza decyzja czeskiego rządu dotycząca obostrzeń wchodzi w życie od środy 28 października. W godzinach od 21:00 do 5:00 obowiązywać będzie godzina policyjna, w celu wyprowadzenia psa będzie można odejść najwyżej 500 metrów od domu, zakaz wychodzenia z nocy nie obejmuje tych, którzy przemieszczają się do pracy. Sklepy (poza stacjami benzynowymi i aptekami) w niedziele będą zamknięte, pozostałe otwarte tylko do 20:00. A i tak jest już ich znacznie mniej, bo to kolejne zacieśnienie obostrzeń.

Najpierw wprowadzono nakaz noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach publicznych, potem dorzucono do tego zamknięcie szkół (na wszystkich poziomach), restauracji, barów, kin i teatrów, zawieszenie wydarzeń sportowych oraz zakaz gromadzenia więcej niż sześciu osób. Kiedy okazało się, że i to nie wystarcza, rząd poszedł dalej: od 22 października zamknięta jest większość - poza niezbędnymi - sklepów, a także punktów usługowych. Czesi mogą wychodzić z domów tylko jeśli przemieszczają się do i z pracy, do lekarza i by zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Do parku można wyjść tylko z jedną osobą. 

Restrykcje w Czechach jak na razie mają obowiązywać do 3 listopada, do kiedy ma trwać stan wyjątkowy, jednak prawdopodobnie zostanie on wydłużony.

Podobne ograniczenia wprowadziła Walia - od 23 października do 19 listopada, a same władze kraju (będącego częścią Zjednoczonego Królestwa) określił je jako "firebreak lockdown" - czyli "zaporę ogniową" dla koronawirusa. Restauracje, kawiarnie i puby są zamknięte, członkowie różnych gospodarstw domowych nie mogą się ze sobą spotykać - w ogóle, ani w domach, ani na zewnątrz. Zaleca się pracę zdalną, jeśli to możliwe oraz niewychodzenie z domów, jeśli nie jest to konieczne. Przez pierwszy tydzień szkoły są zamknięte - akurat w tym czasie trwać będą ferie, w kolejnych dniach lockdownu dzieci wrócą do nauki stacjonarnej. W części Szkocji taki mini-lockdown obowiązuje od ponad dwóch tygodni (miał skończyć się 25 października, ale przedłużono go o tydzień), surowość obostrzeń zależy od nasilenia epidemii na danym obszarze. Rząd Nicoli Sturgeon wprowadził trójstopniowy system ograniczeń. Zgodnie z nim, w środkowej części Szkocji (m.in. Glasogow i Edynburg) zamknięte muszą zostać lokale gastronomiczne, które sprzedają alkohol (pozostałe mogą działać, ale z ograniczeniem godzinowym wieczorem), nie można też odwiedzać osób spoza rozszerzonego gospodarstwa domowego (w uproszczeniu: bliskiej rodziny). Od 2 listopada ma zaś obowiązywać nowy, pięciostopniowy system, z być może głębszymi restrykcjami. Najwyższy poziom będzie oznaczać zamknięcie większości sklepów.

Włochy wracają do restrykcji, Francja rozważa weekendowe lockdowny, inni wdrażają godziny policyjne

Poważne ograniczenia wprowadziły w poniedziałek Włochy. Przez miesiąc bary i restauracje będą musiały zamykać się o 18:00 (w późniejszych godzinach możliwa jest działalność na wynos), zupełnie zamknięte zostały siłownie, baseny, kina i teatry. Zakazano uroczystości rodzinnych takich jak wesela, chrzciny i stypy. Maseczki można zdjąć tylko we własnym domu (choć ta zasada obowiązywała już wcześniej), a mieszkańcom kraju zaleca się nieopuszczanie domów, chyba, że jest to niezbędne i dotyczy pracy, nauki czy powodów zdrowotnych. Te ograniczenia nie wszyscy Włosi przyjęli ze spokojem. W kilku dużych miastach (w tym w Rzymie) doszło do protestów, które w Mediolanie i Turynie przerodziły się w starcia z policją. 

Włochy, Turyn. Protesty przeciwko restrykcjom koronawirusowym.Włochy, Turyn. Protesty przeciwko restrykcjom koronawirusowym. Claudio Furlan / AP

W Hiszpanii od niedzieli obowiązuje godzina policyjna (i stan alarmowy) - w godzinach od 23:00 do 6:00 (poza Wyspami Kanaryjskimi). Zabronione są spotkania (zarówno publiczne jak i prywatne) w gronie szerszym niż sześcioosobowe (nie dotyczy to osób mieszkających wspólnie). Na razie ograniczenia wprowadzono na 15 dni, ale premier Hiszpanii chce ich przedłużenia na aż pół roku. Do tego, w niektórych regionach obowiązują znacznie surowsze restrykcje. Prowincja Nawarra ogłosiła częściowy lockdown (zamknięte restauracje, ograniczenia w przemieszczaniu się do i z regionu), podobnie zrobiły władze Katalonii. 

W Portugalii lokalny lockdown ogłoszono w trzech prowincjach na północy. Poza tym, ograniczono m.in. przemieszczanie się na terenie kraju (zabronione poza sytuacjami, w których jest to niezbędne), liczbę osób na spotkaniach (do pięciu) oraz sprzedaż alkoholu. 

Francja rozszerzyła godzinę policyjną na już ponad połowę departamentów. Blisko 46 mln mieszkańców kraju przez sześć tygodni (od 24 października) między 21:00 a 6:00 nie może wychodzić z domów. Od tej reguły są wyjątki, takie jak praca, pomoc bliskim i względy zdrowotne, ale trzeba okazać odpowiednie zaświadczenie. W tym samym czasie zamykane są tam bary i restauracje, a także kina i teatry. Co więcej, według francuskich mediów, władze kraju zastanawiają się nad wprowadzeniem weekendowego lockdownu na obszarach, na których sytuacja epidemiczna jest najtrudniejsza (przypomnijmy, to obecnie połowa departamentów, w tym największe miasta). Szkoły miałyby przejść tam na pracę zdalną, także praca miałaby być obowiązkowa w formie zdalnej. 

W części Belgii od poniedziałku zaostrzono restrykcje: sklepy muszą być zamykane o 20:00, a siłownie, baseny i miejsca rozrywki oraz kultury zupełnie. Wprowadzono też godzinę policyjną, która zaczyna się o 22:00 i kończy o 6:00. Dotyczy to regionu stołecznego Brukseli. Już wcześniej (przed tygodniem) w całym kraju zamknięte zostały restauracje, bary i kawiarnie oraz wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu po 20:00. Belgia stosuje też zasadę baniek społecznych. Do domu można zapraszać te same cztery osoby z zewnątrz gospodarstwa domowego - listę tych gości z zewnątrz można zmieniać co dwa tygodnie. W kraju zaleca się też pracę z domu, o ile jest to możliwe.

Ciekawym przypadkiem jest Słowacja. Choć wprowadziła ona mocne ograniczenie w przemieszczaniu się - tylko w wyjątkowych sytuacjach można tam wychodzić z domu (to m.in. zakupy w najbliższym sklepie, wizyta u lekarza, droga do pracy i wyjście z psem), co można nazwać częściowym lockdownem, to jednak sklepy i punkty usługowe działają bez ograniczeń. W kraju trwa też masowe testowanie obywateli na obecność koronawirusa. 

Norwegia wprowadza ograniczenia na przybyszów, Niemcy myślą o "lekkim lockdownie"

W Norwegii od jutra (czyli od 28 października) w publicznych wydarzeniach będzie mogło wziąć udział 50 osób, a w spotkaniach organizowanych w prywatnych domach będzie mogło pojawić się nie więcej niż pięciu gości (oprócz domowników). Do tego Norwegia od soboty wprowadza obowiązkową kwarantannę dla pracowników przyjeżdżających z zagranicy, w tym Polaków.

W regionach Niemiec, w których zakażenia rosną najsilniej (w tym w Berlinie), restauracje i bary muszą zamykać się o 23:00. Na zewnątrz spotykać może się maksymalnie pięć osób lub członkowie dwóch gospodarstw domowych. Duże zgromadzenia, jak koncerty i wydarzenia sportowe z udziałem publiczności do końca roku są odwołane. Maseczki są obowiązkowe w sklepach i transporcie publicznym.

To się jednak może zmienić i Niemcy mogą wprowadzić znacznie surowsze restrykcje. W środę, 28 października, kanclerz Angela Merkel rozmawiać z władzami 16 landów i to właśnie na tym spotkaniu mają paść propozycje kolejnych ograniczeń. Według gazety "Bild" chodzić ma m.in. zamknięcie restauracji i barów i zakaz wydarzeń publicznych, choć szkoły i przedszkola mają zostać otwarte. Dziennik podaje, że Merkel chce wprowadzić "lockdown light", czyli łagodny lockdown. 

Obostrzenia w Polsce są już teraz surowsze niż te w Niemczech. Seniorom rząd zaleca pozostanie w domach, spotkania ograniczono do pięciu osób, zamknięte są siłownie i baseny, a także lokale gastronomiczne (z dozwoloną sprzedaż na wynos) - według założeń na dwa tygodnie, choć dziś (wtorek 27 października) premier na konferencji prasowej zasugerował, że to ograniczenie może zostać przedłużone do końca listopada. 

>>>Czytaj też: Premier o pomocy dla firm i obostrzeniach: Miejmy nadzieję, że na listopadzie się skończy

Nowe restrykcje ogłaszane są pod koniec tygodnia - zwykle w czwartki lub piątki. Decyzje w tej sprawie zapadają wcześniej, dobrą okazją są środowe, wieczorne zebrania Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Rząd powtarza, że nie chce wracać do pełnego lockdownu, ale też nie wyklucza takiego scenariusza kategorycznie (jak robił to wcześniej). Wszystko zależy od tego, jak będzie rozwijać się sytuacja epidemiczna. We wtorek 28 października Ministerstwo Zdrowia podało, że w ciągu doby potwierdzono ponad 16 tysięcy nowych zakażeń koronawirusem - najwięcej od początku epidemii w naszym kraju. 

>>>Zobacz także: Scenariusze: Trzecia fala, a może "przerywacz obwodu"? Ekonomista: Pełzający lockdown cały kwartał

Na koniec jeszcze warto wspomnieć o Szwecji. To kraj, który postanowił nie wprowadzać żadnych oficjalnych ograniczeń - i tę politykę stosuje od początku pandemii. Rząd jednak w miękki sposób zaleca, by przestrzegać w miarę możliwości dystansu społecznego. Nie ma jak na razie oficjalnego wymogu noszenia maseczek, sklepy, punkty gastronomiczne i siłownie są otwarte. Lokalnie władze dorzucają dodatkowe zalecenia - tak zrobiła na przykład w poniedziałek Uppsala - jednak pozostają one zaleceniami a ich stosowanie jest w ten sposób de facto dobrowolne.