Scenariusze: Trzecia fala, a może "przerywacz obwodu"? Ekonomista: Pełzający lockdown cały kwartał

Maria Mazurek
- Będziemy musieli dławić gospodarkę restrykcjami do I kwartału 2021 roku włącznie - mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, odnosząc się do możliwej strategii rządu. Jego zdaniem, taki właśnie pełzający lockdown jest wciąż bardziej prawdopodobny niż ten pełny. - Ostry lockdown jest pewną pułapką dla rządów - uważa ekspert.
Zobacz wideo Szkoła w czasie pandemii. Czy należy ograniczyć podstawy programowe?

Druga fala koronawirusa uderzyła na tyle mocno, że polski rząd nie wyklucza już kategorycznie wprowadzenia ponownego lockdownu - choć oczywiście wolałby go uniknąć i zapewne będzie robił wszystko, by do takiej sytuacji nie dopuścić. Ale i bez tego pandemia znów uderzy w gospodarkę - ekonomiści już tną swoje prognozy dotyczące najbliższych kwartałów. Właśnie zrobił to bank Credit Agricole w Polsce. Spodziewa się, że PKB Polski w czwartym (czyli obecnym) kwartale spadnie o 4,5 proc. rok do roku - wcześniej szacował spadek na 2,8 proc. W związku z tym, prognoza na cały 2020 rok także została obniżona: Credit Agricole spodziewa się, że gospodarka skurczy się o 3,1 proc. wobec -2,8 proc. przed rewizją. Głównego ekonomistę banku pytamy o scenariusz "lockdownowy", trzecią falę oraz ocenę obecnych działań rządu. 

Maria Mazurek, Next.gazeta.pl: Jeszcze niedawno przedstawiciele rządu stanowczo twierdzili, że powtórzenia lockdownu nie będzie. Teraz, kiedy zakażenia przyrastają w tempie wykładniczym, a część europejskich krajów decyduje się na tak drastyczny krok, z polskiego rządu słychać raczej, że "nie chciałby" drugiego lockdownu. A według nieoficjalnych informacji z mediów, na poważnie go rozważa - jeśli sytuacja w najbliższym czasie by się nie poprawiła. Czy Państwo taki scenariusz zakładają w swoich prognozach?

Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole w Polsce: Nasz scenariusz bazowy to pełzający lockdown, który potrwa przez cały obecny kwartał. Jego makroekonomiczny wpływ będzie zbliżony do tego, jaki miałby lockdown ostry, po angielsku określany jako circuit breaker - przerywacz obwodu. Przez takie ostre zamknięcie rozumiemy przejście szkół podstawowych w całości na pracę zdalną, zamknięcie tych branż, które mogą w większym stopniu przyczyniać się do transmisji wirusa, czyli w zasadzie tych, które były zamykane w kwietniu.

Najbardziej uciążliwe z punktu widzenia społecznego byłoby mocne ograniczenie przemieszczania się.

Patrzymy na to, czym rząd posługuje się w komunikacji. To, co zwróciło moją uwagę, to to, jaki nacisk kładzie na wskaźniki mobilności wyliczane na podstawie przemieszczania się telefonów komórkowych - bo rząd to śledzi. Jeżeli prawdą jest, a taka informacja do nas dotarła, że dotychczasowe obostrzenia doprowadziły do obniżenia mobilności o jedną czwartą tego spadku, który odnotowaliśmy w czasie lockdownu w kwietniu, to wygląda na to, że tu jest jeszcze spora przestrzeń do działania.

Bardzo trudno jest przewidzieć, co zrobi rząd i jak ten lockdown będzie wyglądał. My roboczo, w scenariuszu bazowym, zakładamy, że przejdziemy przez czwarty kwartał zwiększając i zmniejszając obostrzenia, w celu wyeliminowania wykładniczego wzrostu liczby zakażeń. Ale w tej chwili jeszcze trudno powiedzieć, jaki jest efekt ostatnich restrykcji.

Jeżeli przyjmiemy, że około 10 proc. osób, które mają pozytywny wynik testu, trafia do szpitala i zajmuje łóżko na dwa tygodnie, to przy założeniu, że rzeczywiście jest możliwość zwiększenia liczby łóżek covidowych do 30 tysięcy, być może udałoby się, utrzymując obostrzenia i okresowo je luzując, przejść przez drugą falę z liczbą zakażeń na poziomie 10 tysięcy.

>>>Zobacz też: Nieoficjalnie: Jeśli do piątku nie spadnie liczba zakażeń, to czeka nas lockdown

A dlaczego nie ostry lockdown?

Z wypowiedzi epidemiologów wynika, że z ich punktu widzenia jest to rozwiązanie preferowane, bo pozwala zrobić reset, radykalnie zmniejszyć liczbę zakażeń w krótkim okresie i przede wszystkim dać oddech ochronie zdrowia. Jest to oczywiście decyzja niosąca ze sobą konsekwencje społeczne, ma też wymiar polityczny, bo wpływa na wizerunek rządu, a polski rząd powiedział przecież, że lockdownów już nie będzie. Do tego, jeśli z sondaży wynika, że 70 proc. osób jest przeciwnych takiemu zamknięciu, to rząd musiałby mieć bardzo mocne argumenty, by się na nie zdecydować. Teraz jesteśmy więc w sytuacji zawieszenia, prawdopodobnie rząd chce doczekać do Wszystkich Świętych i ewentualną decyzję o krótkim, ostrym lockdownie, podjąć od poniedziałku.

>>>Czytaj także: Musiałek: Kaczyński nie będzie za Morawieckiego umierał, ale wywali go, jak ludzie zaczną kryzys kojarzyć z nim

Jak taki ostry lockdown mógłby wpłynąć na gospodarkę?

Naszym zdaniem wpływ obu opcji lockdownu na gospodarkę jest porównywalny. W sensie wpływu na ochronę zdrowia oczywiście tej równorzędności nie ma, bo jak już wspomniałem, ostry lockdown dałby jej oddech - na przykład czas na skończenie budów szpitali tymczasowych.

Z koronawirusem będziemy się "bić" do marca. Gdybyśmy wprowadzili w Polsce ostry lockdown, a po nim odpuścili ograniczenia, to jest pewne, że liczba zakażeń poszłaby bardzo silnie w górę. Będziemy więc musieli trzymać, dławić gospodarkę restrykcjami do I kwartału 2021 roku włącznie - to pokazujemy na symulacji rozwoju epidemii.

Ostry lockdown jest pewną pułapką dla rządów, bo po czymś takim ludzie będą oczekiwać dużego rozluźnienia, ale jeśli się do niego dopuści, to prędzej czy później skończy się to wzrostem zakażeń i w konsekwencji powtórką zamknięcia. Dzisiaj wciąż scenariuszem bazowym jest pełzający lockdown ze wspieraniem tych branż, które zostały wygaszone albo ich aktywność została radykalnie ograniczona.

Mamy teraz drugą falę koronawirusa, ale coraz częściej pojawia się też hasło trzeciej fali - która, jeśli się pojawi, też wpłynie na gospodarkę. Państwo taką ścieżkę rozwoju pandemii bierzecie pod uwagę?

Druga fala będzie trwać przez czwarty kwartał tego roku i pierwszy przyszłego. Wiosną i latem spodziewamy się silnego spadku zakażeń, a jesienią trzeciej fali, która jednak powinna być wyraźnie niższa niż obecna. Jednocześnie w przypadku Polski jesteśmy ostrożni w stawianiu bardzo optymistycznych prognoz, jeżeli chodzi o wysokość trzeciej fali. Na podstawie wiedzy, którą mamy w tej chwili, stosunku Polaków do szczepionki, ich gotowości do zaszczepienia się, oraz - co bardzo ważne - faktu, że szczepionka pojawi się w momencie, kiedy liczba zakażeń zacznie gwałtownie spadać, możemy wnioskować, że motywacja, żeby się szczepić, będzie mniejsza.

Szykowane jest już kolejne wsparcie dla przedsiębiorców, których dotknęła najmocniej druga fala i nowe restrykcje. Jak ono pana zdaniem powinno wyglądać?

Moim powinno być bardziej zniuansowane, nakierowane na konkretne branże, a także powinno zawierać ocenę, w jakim stopniu firmy wykorzystały środki z poprzedniej tarczy. Są takie przedsiębiorstwa, które kwalifikowały się do pomocy, dostały środki, potem udało im się odrobić straty, ale wszystkich pieniędzy nie wykorzystały i trzymają ten bufor finansowy na kontach.

Jak Pan ocenia zarządzanie drugą falą przez rząd, z punktu widzenia gospodarki?

Nie są znane kryteria, którymi rząd w najbliższym czasie będzie się kierował, podejmując decyzje o kolejnych obostrzeniach. Myślę, że korzystny wpływ na zarządzanie oczekiwaniami podmiotów gospodarczych - a w taki sposób zarządza się gospodarką również - miałoby określenie, gdzie są ustawione czerwone linie. Czy dotyczą one liczby zakażeń, łóżek covidowych, respiratorów? Ja bym chciał na przykład wiedzieć, czy scenariusz wypłaszczenia liczby zakażeń na poziomie 10 tys. jest dla rządu akceptowalny, czy nie. Z wypowiedzi przedstawicieli czy doradców rządu nie wyłania się obraz, na podstawie którego można by budować scenariusze. To by się bardzo przydało, bo wtedy podmioty gospodarcze wiedziałyby, dlaczego pewne obostrzenia są wprowadzane i kiedy ewentualnie można się spodziewać ich znoszenia.