To już nie jest test. SpaceX wysłał w kosmos czworo astronautów. Pierwsza taka regularna misja

Wraz z misją Crew-1 NASA i SpaceX Amerykanie oficjalnie uniezależnili się od rosyjskich rakiet i kosmodromu Bajkonur. Udało się ją zrealiować pomimo ogromnych wyzwań, jakie przyniósł ze sobą 2020 rok. Nawiązuje do niech także nazwa statku kosmicznego, który zabrał astronautow na orbitę - szczególnie do pandemii koronawirusa, którego prawdopodobnie ma też Elon Musk, szef, założyciel i właściciel SpaceX.

Po 19:00 lokalnego czasu w niedzielę, czyli po 1:00 w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego wystartowała pierwsza operacyjna misja załogowa na Międzynarodową Stację Kosmiczną, realizowana wspólnie przez prywatną firmę SpaceX i amerykańską agencję kosmiczną - NASA. To pierwsza regularna misja w ramach programu NASA komercyjnych lotów załogowych. 

Misja SpaceX i NASA wystartowała

Start miał odbyć się w sobotę, ale uniemożliwiła go pogoda, którą przyniósł ze sobą huragan Eta. Rozpoczęcie misji przełożono więc na niedzielę. Oznacza to, że będzie ona dłuższa, ze względu na zmianę położenia Międzynarodowej Stacji Kosmicznej względem miejsca startowego. Zamiast około ośmiu godzin, podróż astronautów potrwa 27 godzin. 

SpaceX Crew LaunchSpaceX ponownie leci na orbitę. O której i gdzie oglądać transmisję?

Bezpieczeństwo jest jednak najważniejsze, i jak na razie wszystko odbywa się bez problemów. Rakieta Falcon 9 wystartowała z Centrum Kosmicznego im. Kennedy'ego na przylądku Canaveral na Florydzie o 19:27 czasu wschodnioamerykańskiego. Wyniosła w przestrzeń kosmiczną kapsułę Crew Dragon. Na pokładzie kapsuły znalazła się czwórka astronautów: trzech  Amerykanów - Michael Hopkins, Victor Glover i Shannon Walker oraz Japończyk Soichi Noguchi. 

Misja SpaceX i NASA. Od lewej: Shannon Walker, Victor Glover, Mike Hopkins i Soichi Noguchi.Misja SpaceX i NASA. Od lewej: Shannon Walker, Victor Glover, Mike Hopkins i Soichi Noguchi. AP / AP

Po około 30 sekundach od startu, rakieta osiągnęła prędkość 530 km/h i wysokość 2 km, po minucie przekroczyła prędkość dźwięku (ponad 1100 km/h). Na wysokości ponad 85 km nad powierzchnią Ziemi, po przekroczeniu prędkości 7 tys. km/h, główne silniki pierwszego członu rakiety zostały wyłączone i kilka sekund później odłączył się on, a potem wylądował na Ziemi - a dokładnie na platformie pływającej na Oceanie Atlantyckim w pobliżu wybrzeża Florydy.

 

To właśnie możliwość bezpiecznego powrotu rakiety była powodem przesunięcia misji o jeden dzień. Wielokrotne wykorzystywanie rakiet jest kluczowe dla SpaceX i Elona Muska - dzięki temu misje kosmiczne stały się znacznie tańsze. Mniej więcej w momencie lądowania pierwszego członu rakiety Falcon 9, drugi, po około 9 minutach lotu, wyniósł kapsułę Crew Dragon na orbitę Ziemi. 

Koronawirus utrudnia plany. Elon Musk prawdopodobnie zakażony

Załoga nazwała kapsułę Resilience, czyli z ang. odporność, wytrzymałość, co ma odzwierciedlać ogrom wyzwań, jakie przyniósł ludzkości ten rok, w tym przede wszystkim pandemię COVID-19. Ta pandemia odcisnęła też piętno na lotach kosmicznych i programie misji załogowych NASA. Obawiano się między innymi, że start przyciągnie na Florydę tłumy ludzi, którzy nie będą przestrzegać zasad dystansu społecznego. Tak stało się w maju, podczas testowej misji załogowej SpaceX, ale tym razem nie ma sygnałów, by sytuacja się powtórzyła. 

Astronauci NASA na pokładzie kapsuły SpaceX wystartowaliSmok SpaceX wystartował. NASA wystrzeliła dwóch astronautów z amerykańskiej ziemi

Ale koronawirus sprawił, że szef SpaceX nie mógł obserwować startu z centrum dowodzenia, razem z innymi - Elon Musk poinformował wcześniej, że prawdopodobnie jest zakażony, choć czuje się dobrze. Z powodu pandemii astronauci i ich rodziny zostali odizolowani już w październiku. Cały personel zobowiązany był nosić maseczki, ograniczono też mocno liczbę gości w centrum kosmicznym.

Donald Trump podkreśla swoje zasługi, Joe Biden gratuluje

Na miejscu pojawił się wiceprezydent USA Mike Pence wraz z żoną. Donald Trump skomentował misję na Twitterze. "Świetny start! NASA była kompletną katastrofą, kiedy przejęliśmy [władzę - red.]. Teraz jest to znów zdecydowanie "najgorętsze", najbardziej zaawansowane centrum kosmiczne na świecie!" - napisał (pomiędzy tweetami, w których stwierdza - nie przedstawiając na to dowodów - że niedawne wybory prezydenckie były zmanipulowane i to on je wygrał). 

Tutaj warto zauważyć, że program komercyjnych lotów załogowych NASA rozpoczął się w 2010 roku, za prezydentury poprzednika Trumpa, Baracka Obamy. SpaceX dołączył do niego w 2011 roku i dostał od amerykańskiego rządu 3,1 mld dolarów na ten cel. 

Do najnowszej misji odniósł się też Joe Biden, który według amerykańskich mediów jest zwycięzcą wyborów prezydenckich z 3 listopada. "Gratulacje dla NASA i SpaceX z okazji dzisiejszego startu. To świadectwo potęgi nauki i tego, co możemy osiągnąć, wykorzystując naszą innowacyjność, pomysłowość i determinację. Łączę się ze wszystkimi Amerykanami i mieszkańcami Japonii w życzeniach boskiej prędkości [ang. Godspeed - red.] w ich podróży" - napisał Biden. 

Statek jest w pełni autonomiczny, także w zakresie dokowania, ale astronauci, w razie konieczności, mogą przejąć sterowanie. Pozostanie przy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przez około 5-6 miesięcy.

Program komercyjnych lotów załogowych w kosmos uniezależnia Stany Zjednoczone od Rosji w tej kwestii. Przez prawie dekadę Amerykanie musieli korzystać z rosyjskich rakiet i rosyjskiego kosmodromu w Kazachstanie - i za to płacić. 

Zobacz wideo Nowe, inne gwiezdne wojny? Rosja straci miliony, USA umocnią pozycję, a pomoże w tym Elon Musk