Druga fala epidemii może być największym ubytkiem demograficznym we współczesnej historii Polski

Liczba nowych potwierdzonych zakażeń koronawirusem w Polsce w ostatnich dniach się ustabilizowała. Po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy odnotowano spadek aktywnych przypadków. Ta stabilizacja absolutnie nie oznacza jednak, że możemy już powoli wracać do normalności.

Gazeta.pl wspiera grupę pasjonatów, którzy gromadzą i analizują dane na temat epidemii COVID-19. "Nasze wspólne działania mają charakter obywatelski jako forma sprzeciwu wobec obecnego chaosu informacyjnego. Działając wspólnie, możemy stworzyć jak najbardziej rzetelne źródło informacji". Przyłączenie się do apelu uznajemy za naszą misję. W odpowiedzi na brak pełnego źródła informacji o COVID-19 na stronach Ministerstwa Zdrowia udostępniamy jedyny powszechnie dostępny zbiór danych o epidemii w Polsce.

***

Liczba nowych potwierdzonych przypadków w ostatnich dniach utrzymuje się na podobnym poziomie (średnio 21,8 tys. dziennie). W wartościach bezwzględnych na pewno weszliśmy w etap stabilizacji. Optymizmu dodaje fakt, że udział wyników pozytywnych przestał drastycznie wzrastać. Trzeba też pamiętać, że tego rodzaju stabilizacja absolutnie nie oznacza, że możemy już powoli wracać do normalności. 

embed

Pierwszy od ponad dwóch miesięcy spadek aktywnych przypadków

Mimo że udział wyników pozytywnych przestał wzrastać, to jego aktualne średnie wartości ok. 46 proc., a w sobotę 55 proc. oznaczają, że wirus nadal jest poza kontrolą. Wciąż za mało testujemy i ogromna liczba osób chorych wymyka się systemowi i dalej zaraża. Dopóki ten wskaźnik będzie na tak wysokim poziomie, nie można mówić o poprawie. WHO przyjmuje, że kraj panuje nad pandemią, gdy odsetek pozytywnych testów jest na poziomie poniżej pięciu proc. Droga do takich wartości jeszcze daleka.

W sobotę 21 listopada pierwszy raz od ponad dwóch miesięcy spadła liczba aktywnych wykrytych przypadków. Oznacza to, że nowo wykrytych przypadków było ostatniej doby mniej niż zgonów i wyzdrowień razem. Jest to kolejny optymistyczny prognostyk na przyszłość, bo jeżeli przyrost nowych przypadków zwolnił, to liczba ozdrowieńców musiała go w końcu dogonić.

embed

Wykryte aktywne przypadki, których teraz jest 423 tys., to tylko wierzchołek góry lodowej, próbka, która pozwala nam wyciągać wnioski na temat całości. Spadek dzień do dnia (w sobotę 21 listopada względem piątku) na razie był jednorazowy i tylko o 1,6 tys., więc zanim wszystkie te osoby skończą chorować, minie dużo czasu.

Stabilizacja liczby osób w szpitalach

Stabilizację widać również, jeśli chodzi o liczbę osób hospitalizowanych i zajętych respiratorów. Liczba hospitalizacji zatrzymała się w ostatnich dniach na ok. 22,5 tys., a zajętość respiratorów na ok. 2,1 tys. urządzeń. Jest to na pewno ulga dla i tak przeciążonych szpitali i jeden z aspektów mówiących nam, że właśnie przechodzimy przez szczyt.

embed

.Niezłe dane o zajętych łóżkach i fikcyjne o dostępnych. Co dzieje się w szpitalach? [WYKRES DNIA]

Trzeba mieć nadzieję, że liczby te zaczną szybko spadać, bo wytchnienia w pierwszej kolejności potrzebują szpitale. Więcej osób w szpitalach przełożyłoby się na większą liczbę zgonów, która i tak już jest zatrważająca. 

To będzie największy ubytek demograficzny od lat?

Druga fala epidemii może być największym ubytkiem demograficznym we współczesnej historii Polski. Wstępne dane GUS za ostatni tydzień października mówią o prawie 90-procentowym wzroście liczby osób zmarłych w porównaniu do wieloletniej średniej. Tylko 20 proc. tzw. nadmiarowych śmierci w tym okresie to te podawane przez Ministerstwo Zdrowia, których główną przyczyną była choroba COVID-19.

embed

.Dramatyczne liczby wciąż rosną. W Polsce umiera już dwa razy więcej osób, niż "powinno"

Największe zagrożenie ze strony koronawirusa SARS-CoV-2 to ogromny potencjał do blokowania całej służby zdrowia, a nie sama jego śmiertelność. Reszta nadmiarowych śmierci była prawdopodobnie spowodowana brakiem dostępu do opieki zdrowotnej. Trzeba brać też pod uwagę, że nie wszystkie zgony z powodu COVID-19 są uwzględniane w raportach Ministerstwa Zdrowia. 

To, jak epidemia się dalej potoczy, ciągle zależy przede wszystkim od naszego zachowania. Głównym czynnikiem zwiększającym transmisję wirusa jest liczba kontaktów społecznych. Przed nami święta i, podobnie jak otwarcie szkół we wrześniu, mogą one być decydujące w kontekście rozwoju epidemii i tego, jak szybko wrócimy do normalności. To nie będą normalne święta, ale musimy zachować się odpowiedzialnie, żeby za rok zobaczyć się całą rodziną w komplecie.

***

Michał Rogalski - analiza danych to jego pasja. Od początku pandemii prowadzi największą publicznie dostępną bazę danych o epidemii. Z jego pracy korzystają nie tylko tysiące obywateli dziennie, ale też dziennikarze, zespoły badawcze, czy uniwersytety. Zawodowo zajmuje się grafiką komputerową i marketingiem politycznym. Profil Michała Rogalskiego na Twitterze

Zobacz wideo Możliwe odmrażanie kolejnych branż? „Grudzień to miesiąc znaczący dla gospodarki”