Branża hotelarska należy do najbardziej poszkodowanych na skutek pandemii koronawirusa. W ubiegłym roku cześć hoteli była nieczynna przez co najmniej cztery miesięcy. Zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem hotele pozostaną zamknięte do 17 stycznia. Wszystko wskazuje jednak na to, że obostrzenia w tym zakresie zostaną przedłużone, co może oznaczać falę bankructw wśród hotelarzy.
W mediach pojawiły się pogłoski o tym, że hotele zamierza sprzedać Tadeusz Gołębiewski. Jak przyznał w rozmowie z money.pl, regularnie otrzymuje telefony z różnego rodzaju ofertami - Przynajmniej raz w tygodniu dostajemy pytanie, co zamierzamy zrobić, czy chcemy sprzedać hotele lub wejść do spółki. Przyzwyczailiśmy się do tego, nie bierzemy tego na serio pod uwagę. To są takie różne dziwactwa. Ale kto wie, może w przyszłości będziemy naprawdę potrzebować takiego telefonu - stwierdził biznesmen.
W rozmowie padło także pytanie dotyczące Polskiego Holdingu Hotelowego, który poczynił w ostatnim czasie kilka poważnych inwestycji. Gołębiewski zaznaczył, że nikt ze spółek Skarbu Państwa nie kontaktował się z nim ws. przejęcia hoteli, ale na podstawienie doniesień medialnych oraz działań spółki można wywnioskować, że Polski Holding Hotelowy ma apetyt na przejmowanie podobnych biznesów.
Niektórzy nazywają to próbą ratowania hoteli, które sobie nie radzą. Według mnie jest to tendencja do centralizacji. Jest to niepokojące.
- stwierdził przedsiębiorca.
78-letni Tadeusz Gołębiewski jest właścicielem sieci hoteli Gołębiewski, do której należą cztery kompleksy - w Białymstoku, Mikołajkach, Karpaczu i Wiśle. Jako pierwszy - w 1989 roku - powstał hotel w Mikołajkach, który znajduje się nad brzegiem jeziora Tałty. Wszystkie obiekty od kilku miesięcy stoją puste. Ich sytuacja jest coraz gorsza. Jak przyznał właściciel, bez kredytu nie uda się uregulować pensji dla pracowników.