Superradia rosyjskiego wojska okazały się Made in China. Mogą kryć w sobie nieprzyjemne niespodzianki

R-187-P1 Azart to nowy, podobno bardzo zaawansowany i skuteczny system łączności dla rosyjskich żołnierzy. Okazało się jednak, że grupa wysokich rangą oficerów i ich biznesowych wspólników sporo zarobiła zatajając fakt, że są prawie w całości produkowane w Chinach. Sam fakt korupcji to w tym wypadku najmniejszy problem.

Piątego marca po raz drugi aresztowano najwyższego ranga oficera zamieszanego w sprawę, generała pułkownika Chaliła Arsłanowa, byłego zastępcę Szefa Sztabu Generalnego i byłego szefa rosyjskich wojsk łączności. Przez lata to on patronował wprowadzeniu na uzbrojenie systemu R-187-P1 Azart i wielokrotnie w mediach opisywał jego zaawansowane możliwości.

Jak twierdzą śledczy, jednocześnie sporo na tym zarabiał. Jest podejrzany, że razem z kilkoma innymi oficerami i biznesmenami zarządzającymi zakładami produkującymi systemy łączności, zdefraudował 6,7 miliarda rubli (około 350 milionów złotych). Co gorsze, zrobili to w ten sposób, że zamiast produkować radia w Rosji, co zakładał kontrakt i ustalona cena z sztukę, to kupowali je prawie gotowe w Chinach i w swoich zakładach tylko przeprowadzali ostatnie prace i zmieniali naklejki. Ponieważ sprzęt z importu jest znacznie tańszy niż krajowy, to różnicę pomiędzy oficjalną ceną a realnym kosztem mogli zainkasować do kieszeni.

Zobacz wideo

Przekręt na przekręcie

Jak opisuje dziennik "Kommiersant", dochodzenie w tej konkretnej sprawie rozpoczęło się jeszcze w 2019 roku, kiedy wojskowa prokuratura zainteresowała się cenami systemów R-187-P1 Azart. To nowa generacja masowo stosowanych, małych przenośnych radiostacji, służących do komunikacji na najniższym szczeblu na polu bitwy. Bardzo zaawansowana postać czegoś, co jest powszechnie nazywane walkie-takie. Za sprawą wbudowanej elektroniki i oprogramowania mają być "niemożliwe" do podsłuchania i zakłócenia. Prace nad cyfrowym systemem Azart zaczęły się już ponad dekadę temu. W 2012 roku zapadła decyzja o ich zakupie, a w 2016 roku zaczęła się produkcja seryjna. W szeregu publikacji w rosyjskich mediach wojskowi podkreślali, że żołnierze są z nich bardzo zadowoleni, a ci walczący w Syrii wręcz domagają się wymiany starszych urządzeń właśnie na Azarty.

Nowe ręczne radiostacje stały się jednak przedmiotem zainteresowania wojskowych śledczych. Wszystko przez aferę z lat 2013-2017, dotyczącą defraudacji przy zakupach dla wojska cyfrowych systemów łączności. Kierownictwo zakładów radioelektronicznych w Jarosławiu we współpracy z wojskowymi miało zdefraudować miliard rubli (52 miliony złotych). Podejrzani zrobili to stosując opisany wyżej zabieg z zakupem w Chinach. Najwyższym rangą oskarżonym w tamtej sprawie jest generał-major Aleksander Ogloblin, były szef departamentu łączności w rosyjskim ministerstwie obrony.

Ogloblin poszedł na współpracę ze śledczymi i jego zeznania doprowadziły ich do systemu Azart, za który częściowo odpowiada fabryka w Jarosławiu. Szybko stwierdzono, że te też są w zdecydowanej większości produkowane w Chinach, po czym w Rosji przechodzą końcowy montaż i są sprzedawane wojsku jako produkcja rosyjska. Tego rodzaju przekręty są w ogóle możliwe, ponieważ zaangażowani w nie wojskowi mieli decydujący wpływ na wymagania odnośnie nowych radiostacji. Mogli tak wpłynąć na proces postępowania, aby wygrywały je "zaprzyjaźnione" firmy.

Fińscy żołnierzePoczątek wojny z Rosją na fińskim filmie szkoleniowym

Sieć powiązań prowadząca do Chin

Kiedy pod koniec 2019 roku po raz pierwszy zatrzymano Arsłanowa, podczas pierwszego spotkania ze śledczymi tak skoczyło mu ciśnienie, że trafił do szpitala. Nie odpuszczono jednak i za zgodą lekarzy jeszcze w szpitalu postawiono mu zarzuty. Został wyrzucony z armii. Nie przyznaje się do winy. Podobnie firma NPO Angstrem, kierująca programem opracowania i produkcji systemów Azart. Zdaniem jej kierownictwa w Chinach kupowano tylko różne podzespoły, jak na przykład baterie i nie ma w tym nic niezwykłego. Ponoć inaczej się nie da, bo w Rosji takich rzeczy się nie produkuje. Śledczy zlecili ekspertyzy. Dziennikarze "Kommiersanta" nie dowiedzieli się, jakie były jej wyniki, ale ostatnie wydarzenia pokazują, że najwyraźniej nie dano wiary tłumaczeniom.

W ostatnich tygodniach sprawę zabrano wojskowym prokuratorom i przekazano zespołowi cywilnych śledczych ze Specjalnego Komitetu Śledczego, zajmującego się w Rosji najpoważniejszymi i najdelikatniejszymi postępowaniami. Teraz ma się nim zajmować ponad 20 osób. Oficjalnie nie poinformowano o przyczynach zmiany. Arsłanow został ponownie aresztowany i usłyszał dodatkowe zarzuty korupcyjne. Oskarżony jest też wspomniany generał-major Ogloblin, kierownik zakładów w Jarosławiu Siergiej Jakuszew i pułkownik Paweł Kutakow, były szef działu zamówień w zakresie modernizacji technicznej sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

Dodatkowo w lutym śledczy wkroczyli do siedziby spółki "Alternatywny Kapitał", która ma większościowy udział w NPO Angstrem. Tak się składa, że jej twórcą i szefem jest były minister komunikacji i doradca prezydencki za rządów Dmitrija Miedwiediewa, Leonid Reiman. Przejęto między innymi dokumenty świadczące o powiązaniach NPO Angstrem z firmami zajmującymi się zakupami elektroniki i podzespołów w Chinach oraz Azji Południowo-Wschodniej. Jedną z nich jest spółka Semikonika, która została zarejestrowana w 2016 roku, akurat niedługo przed rozpoczęciem produkcji seryjnej systemów Azart. Oficjalnie zajmuje się importem podzespołów elektronicznych i "kompletnych wyrobów elektronicznych oraz telekomunikacyjnych".

Zeznania pracowników firm i zajęte dokumenty mają potwierdzać wersję śledczych. Dodatkowo jeden z kierowników Semikoniki, Paweł Orda, który miał organizować zakupy za granicą, wyjechał z Rosji i nie udało się go przesłuchać. Prawdopodobnie przebywa w Chinach. Sama firma Semikonika faktycznie przestała istnieć. Dziennikarzom "Kommiersanta" nie udało się do niej w żaden sposób dotrzeć.

Taka Ciekawostka. Ile Rosjanie wydają na zbrojeniaRosjanie zbroją się bardziej, niż pokazują statystyki

Zdrada najwyższych lotów

Sprawa systemów Azart jest istotna nie tylko z powodu korupcji. Ba, to jej mniej ważny aspekt. Dla wojska i państwa kluczowy jest fakt, że systemy łączności w większości powstawały w Chinach. Ponieważ chodzi o nowoczesne radia cyfrowe, naszpikowane elektroniką i tworzące sieć, to można w nich ukryć wiele nieprzyjemnych niespodzianek.

W 2018 roku w USA wybuchła afera, kiedy agencja Bloomberg napisała, że w chińskich podzespołach elektronicznych, stosowanych m.in. w centrach danych amerykańskich gigantów branży technologicznej, były ukryte dodatkowe układy scalone. Miały one umożliwiać zdalny dostęp do systemu, w którym były zainstalowane. Wszystkie firmy, których dotyczyły zarzuty, zdecydowanie im zaprzeczyły. Przeprowadzone później audyty oficjalnie nie wykryły rzeczonych "szpiegowskich chipów". Bloomberg nigdy jednak się nie wycofał ze swoich rewelacji ani nie został za nie pozwany. Choć co do powyższej sprawy nie ma pewności, to przy tej okazji liczni ekspertci ostrzegali, że tego rodzaju akty szpiegostwa są jak najbardziej możliwe.

Teraz rosyjskie wojsko ma na swoim uzbrojeniu znaczną liczbę radiostacji Azart (regularnie pojawiają się na zdjęciach z ćwiczeń), które miały stanowić podstawę jego łączności na wiele lat, a które mogą mieć w sobie zaszyte chińskie niespodzianki. Na przykład takie, które po otrzymaniu odpowiedniego sygnału z eteru przestawią je w ciągły tryb nadawania, zdradzając ich pozycję. Badanie każdej radiostacji, zarówno pod kątem fizycznego zamontowania w niej dodatkowych podzespołów, jak też analizy oprogramowania, byłoby niezwykle żmudną operacją. Najpewniej łatwiej i szybciej byłoby je po prostu wyrzucić i zamówić nowe, tym razem naprawdę rosyjskie. Problem w tym, że z ustaleń śledczych wynika, iż nigdy nie powstała infrastruktura i sieć kooperantów, umożliwiająca faktyczną seryjną produkcję Azartów w Rosji. Trzeba to stworzyć od podstaw. Może już to zrobiono, jednak takimi informacjami rosyjskie państwo na pewno się nie podzieli.

Warto o historiach jak ta pamiętać, kiedy ma się styczność z oficjalnymi przekazami na temat rosyjskiego wojska. Tego, jak to w ostatniej dekadzie przeszło wielką modernizację i jakie to jest teraz silne oraz sprawne. Problem w tym, że za imponującą fasadą kryją się tego rodzaju przypadki. Nie oznaczają, że rosyjskie wojsko jest nic nie warte, jednak mogą istotnie obniżać jego faktyczną sprawność.