Dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, ekspert od cyberbezpieczeństwa i ochrony danych osobowych, opisał niemiły incydent związany z utratą dokumentów. "Ukradli mi karty, paszport, dowód. Słowem wszystko" - napisał na Twitterze. Szybko okazało się, że ktoś próbował wykorzystać skradzione przedmioty.
Dr Kawecki na szczęście zdążył skontaktować się z bankiem. Okazało się to trafną decyzją. "To, do czego mogę zachęcić, to by przy kradzieży jakichkolwiek dokumentów w pierwszej kolejności zastrzegać karty kredytowe. W moim przypadku bank informował mnie ponad 60 razy o próbach wykorzystania zastrzeżonej karty. To pokazuje ogromną determinację sprawcy" - poinformował w komentarzu przesłanym do redakcji next.gazeta.pl.
Ekspert sięgnął też po drugie rozwiązanie, które utrudnia zaciągnięcie zobowiązań finansowych z wykorzystaniem skradzionych dokumentów. Chodzi o specjalny alert, który ostrzega, kiedy ktoś podaje w banku lub instytucji pożyczkowej nasze dane, starając się o kredyt, lub pożyczkę.
I w tym wypadku decyzja okazała się słuszna. "Otrzymałem alert, że M. Kawecki złożył wniosek o pożyczkę w wysokości 23 tys. zł" - napisał poszkodowany.
"Mamy prawo wiedzieć o każdym przypadku próby weryfikacji naszej zdolności kredytowej przez instytucję finansową. Jeżeli nie składaliśmy wniosku kredytowego, wiemy, że ktoś próbuje ukraść naszą tożsamość i wypełniając wniosek się pod nas podszywał" - napisał ekspert. "Dopiero gdy podejmiemy te dwie czynności niezwłocznie - po pozyskaniu informacji o kradzieży - informujmy policję" - radzi.