Włochy. "Króla nieobecności" nie było w pracy przez 15 lat. Cały czas pobierał pensję

Według włoskiej policji "król nieobecności" przyjmował co miesiąc wynagrodzenie, choć nie stawił się w pracy w szpitalu od 2005 roku. Przez ten czas wyłudził łącznie ponad pół miliona euro.
Zobacz wideo Były niemal doszczętnie zniszczone, ale mają nowe życie

Mężczyzna pobił krajowy rekord nieobecności w pracy - nie stawił się w niej przez 15 lat. Włoska prasa okrzyknęła go "królem nieobecności". Według policji "pracownik" szpitala Pugliese Ciaccio w kalabryjskim mieście Catanzaro nie przyszedł do pracy od 2005 roku, jednak regularnie otrzymywał miesięczne wynagrodzenie opiewające łącznie na kwotę 538 000 euro.

Włochy 26 kwietnia zaczynają luzować restrykcjeWłochy luzują restrykcje. Słowacja zmienia zdanie co do kwarantanny

Włochy. "Król nieobecności" groził dyrektorce szpitala, w którym był zatrudniony

W trakcie śledztwa pod nazwą "Part Time" funkcjonariusze zabezpieczyli wykaz obecności i wynagrodzeń oraz zebrali zeznania świadków. Z prowadzonego postępowania wynika, że mężczyzna groził w 2005 roku dyrektorce szpitala, by nie składała raportu dyscyplinarnego związanego z jego nieobecnością. Absencja mężczyzny opłacana przez szpital trwała w najlepsze nawet po przejściu dyrektorki na emeryturę.

- Jego obecność nigdy nie została sprawdzona przez następcę dyrektora lub dział zasobów ludzkich - podała tamtejsza policja.

Mężczyzna ma obecnie 67 lat. Jest oskarżony o wyłudzenie pieniędzy, nadużycie swego stanowiska oraz fałszerstwo. Oprócz niego śledztwem objętych jest jego sześciu przełożonych, którzy mieli przyzwalać na nieobecności "króla".

Lody włoskieWłochy. Senat chce karać producentów lodów. "Klienci płacą za powietrze"

Włochy. Sprawa "króla nieobecności" to nie wyjątek. Sektor publiczny ma z tym duży kłopot

Podobne praktyki związane z unikaniem pracy są zmorą włoskiego sektora publicznego. W 2016 roku zaostrzono przepisy pozwalające z nimi walczyć. Jednym z najbardziej znanych przypadków takich nadużyć jest historia z San Remo, gdzie w pewnym urzędzie dochodzeniem objęto aż 70 proc. pracowników. Kamery zarejestrowały, jak niektóre z zatrudnionych tam osób przychodziły do pracy, by tylko podbić swoje karty, po czym wracały do domów. Na nagraniach pojawiały się nawet osoby w kapciach i szlafrokach.