Polski Ład się sypie? Kaczyński rusza w Polskę, by go ratować i mówi o "dezinformacji niektórych mediów"

"Polski Ład jest korzystny lub neutralny dla 90 proc. podatników" - zapewnia rząd na profilu poświęconym nowemu programowi PiS. A mimo to premier Jarosław Kaczyński jeszcze w weekend wyjeżdża w Polskę promować propozycję swojej podatkowej rewolucji. Z badań wynika, że masowego zainteresowania Polaków nie wzbudziła.

Jarosław Kaczyński w niedzielę wyrusza w tournée po Polsce. Prezes PiS, pomimo ogromu innych obowiązków, zamierza promować Polski Ład. Najnowszy program Prawa i Sprawiedliwości od tygodni promuje też premier Mateusz Morawiecki. Dlaczego jednak w ogóle obrona nadchodzącej zmiany jest konieczna? 

Zobacz wideo Emerytury w Polskim Ładzie a składki zdrowotne. Kto straci, a kto zyska? [Q&A]

Badania nie po myśli PiS. Polacy słyszeli, ale nie wiedzą, co im da Polski Ład

Ofensywę obozu władzy tłumaczą badania Centrum Badań Opinii Społecznej. Wynika z nich, że owszem, o Polskim Ładzie słyszało 70 proc. Polaków. Ale jedynie co piąta osoba, która coś tam słyszała, zainteresowała się tematem i poszukała dodatkowych informacji. 

Kaczyński jest gotów winić za zły odbiór nowego programu media. To między innymi one mają być odpowiedzialne za to, że "są i tacy, którzy mimo wysokich dochodów trzęsą się na samą myśl straty stu czy dwustu złotych". - Ich emocje, podkręcane jeszcze dezinformacją niektórych mediów - stwierdził szef w PiS w wywiadzie dla "Gazety Polskiej".

PiS chce rewolucji w podatkach. "Dotkliwe zmiany dotkną kilku procent najzamożniejszych"

Kaczyński bardzo klarownie wyjaśnił też, że jednym z filarów Polskiego Ładu jest rewolucja podatkowa. "Polska ma degresywny system podatkowy, czyli od pewnego niezbyt wysokiego poziomu im więcej się zarabia, tym mniej się oddaje do wspólnego użytku" - stwierdził w kwietniu. "Zmiana modelu podatkowego ma fundamentalne znaczenie, bo u nas jest tak, że im kto więcej zarabia, tym mniej płaci danin" - dodał. 

Pierwszym przekazem związanym z Nowym Ładem było też zwiększenie kwoty wolnej od podatku z 8 do 30 tys. zł. Pomimo jednoczesnego podniesienia składki zdrowotnej, większość powinna Prawo i Sprawiedliwość wychwalać pod niebiosa. "Polski Ład oznacza zysk dla ogromnej części realnej klasy średniej", a dotkliwe zmiany mają dotyczyć "kilku procent najzamożniejszych Polaków" - zapewniał Kaczyński. 

Reasumując. PiS zapewnia, że na Polskim Ładzie zyskają ci z niskimi dochodami, emeryci, renciści, osoby uzyskujące świadczenia i pensje do 2500 zł miesięcznie. Zapłacą bogacze, kilka procent społeczeństwa. 

Kto zapłaci za Polski Ład? Rząd twierdzi, że 90 proc. Polaków zyska

Tyle tylko, że rząd nie potrafił klarownie, jednoznacznie i precyzyjnie określić, kto dokładnie na Polskim Ładzie straci. Rząd zapewnia, że zyskają niemal wszyscy. "Polski Ład jest korzystny lub neutralny dla 90 proc. podatników. Na emeryturze bez podatku zyska aż 91 proc. emerytów i rencistów. 18 mln Polaków zyskuje na zmianie. System jest tak skonstruowany, że każdy, kto zarabia na umowie o pracę do 10 000 zł, nie straci" - czytamy na oficjalnym profilu Polskiego Ładu.

"Zmiany proponowane w ramach Polskiego Ładu zmierzają do zapewnienia podatkowego fair play. Dlatego proponujemy znaczne podniesienie kwoty wolnej od podatku. Skorzysta także biznes, bo zmniejszą się koszty zatrudnienia pracowników. Zaoszczędzą osoby zarabiające do 6 tys. zł. Zadbaliśmy też o klasę średnią. Wyższe obciążenie zacznie się pojawiać dopiero u osób zarabiających ponad 11 tys. zł miesięcznie" - czytamy z kolei w komunikacie resortu finansów. 

Założenia Ładu na konkretne liczby próbowali przeliczyć analitycy. Według ekspertów CASE zmiany będą korzystne dla zarabiających miesięcznie z tytułu umowy o pracę "poniżej ok. 5700 zł brutto". Ale także dla tych, których dochody mieszczą się w przedziale ok. 11600-12100 zł. Zmiana przepisów jest niekorzystna dla zarabiających powyżej 12100 zł, a neutralna dla zarabiających od 5700 do 11600 zł. 

Jarosław KaczyńskiKaczyński o podatkach: Im kto więcej zarabia, tym mniej płaci. "Niesprawiedliwość"

Skoro jest tak dobrze, po co "współczynnik korygujący"

Ten jednolity przekaz mąci stanowisko Jarosława Gowina. Wicepremier przyznał, że dla części osób pracujących na etacie, ale i dla przedsiębiorców zmiany w systemie podatkowym, mogą okazać się niekorzystne. Lider Porozumienia obiecał, że ten niekorzystny efekt postara się zniwelować wprowadzając "współczynnik korygujący". 

- Skupiamy się na wypracowaniu mechanizmów, które części pracowników i przedsiębiorców przyniosą w tej sytuacji pewną ulgę - mówi. Ulgę w podwyżce oczywiście - twierdził w maju. 

Kaczyński jedzie promować coś, co rząd wciąż negocjuje z Gowinem

Polski Ład miał trafić pod obrady Sejmu w tym tygodniu. Ostatecznie jednak termin złożenia ustaw został przesunięty. - Umówiliśmy się z premierem Gowinem, że dajemy sobie ostatnie kilka dni na pewne szlify tej ustawy, ostateczne propozycje również, które są wspólnie uzgadniane między Prawem i Sprawiedliwością i Porozumieniem, i na początku przyszłego tygodnia ustawa pójdzie do konsultacji i liczę, że już jako projekt całej Zjednoczonej Prawicy - stwierdził rzecznik rządu Piotr Müller w środę.

Jak ustaliła "Rzeczpospolita" pomiędzy Gowinem a PiS toczą się negocjacje dotyczące szczegółowych rozwiązań podatkowych. Atmosfera przypomina tę sprzed wyborów kopertowych, kiedy to koalicjant Kaczyńskiego stanął okoniem i postawił na swoim. Czy i tym razem będzie tak samo? O tym, czy dla rewolucji PiS, która uszczęśliwi 90 proc. Polaków jest większość, mamy przekonać się jeszcze w lipcu. 

Jarosław KaczyńskiEkspert: PiS nepotyzm uczynił normą. "System finansowania swoich"

Więcej o: