Koniec polskiego supersamochodu. Arrinera Hussarya nie powstanie, bo zabrakło pieniędzy

To już oficjalne. Arrinera Hussarya, czyli polski supersamochód, nie trafi do sprzedaży. Zarząd spółki pracującej nad pojazdem zdecydował się na porzucenie projektu z powodu braku środków na rozwój. Nie pomogła nawet reklama pod Ministerstwem Rozwoju.
Zobacz wideo Izera Hatchback na pierwszym filmie. Tak ma wyglądać polski samochód elektryczny

Miało być piękne, mocne, luksusowe i oczywiście piekielnie szybkie. Polskie superauto miało powstać, ale nie powstanie. Nie trafi do klientów, pomimo tego, że jednym z egzemplarzy zachwycał się już Mateusz Morawiecki przed siedzibą Ministerstwa Rozwoju. 

Arrinera Hussarya, czyli polski samochód marzeń

Historia Arrinery zaczęła się w 2008 roku, gdy rozpoczęto prace projektowe nad pierwszym modelem polskiej firmy - supersamochodem Arrinera Hussarya. Już w 2011 roku inwestorom zaprezentowano prototyp, a w 2014 roku publicznie pokazano gotowy model pierwszego auta. Dwa lata później ogłoszono też rozpoczęcie prac nad dwoma kolejnymi wersjami tego modelu - GT i 33.

W listopadzie 2016 roku wyścigówka w edycji GT zaparkowała nawet przed budynkiem Ministerstwa Rozwoju, a oglądał ją sam Mateusz Morawiecki, ówczesny wicepremier, a obecny premier Polski. Wtedy o samochodzie zrobiło się naprawdę głośno.

Zresztą obecnemu premierowi auto bardzo się spodobało. - Jestem pełen podziwu, że udało się skonstruować taki produkt - powiedział dziennikarzom. Dodał, że liczy, że Hussarya w przyszłości będzie rozsławiać "polską myśl techniczną w świecie".

Przez ostatnie 2-3 lata o supersamochodzie było jednak wyjątkowo cicho. Arrinera nie chwaliła się postępami prac, ale nie było tajemnicą, że nad projektem zbierają się czarne chmury. Brakowało chętnych, aby w auto inwestować, a potencjalnych klientów również dość trudno znaleźć.

> Prezentacja polskiego samochodu wyscigowego Arrinera Hussarya> Prezentacja polskiego samochodu wyscigowego Arrinera Hussarya Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Hussarya do kosza. Arrinera zamyka projekt

Dziś wiadomo już, że projekt zostało oficjalnie spisany na straty. Auto nie zostanie ukończone, a produkcja i sprzedaż nie wystartują. Oświadczyły to władze firmy odpowiedzialnej za supersamochód w opublikowanym 11 sierpnia br. zaległym raporcie za pierwszy kwartał 2020 roku (tak, chodzi o okres zakończony ponad 16 miesięcy temu). Arrinera S.A. wprost przyznała w nim, że zrezygnowano z rozwijania projektu sztandarowego samochodu Hussarya z powodu braku środków na jego dalsze finansowanie. Brak pieniędzy miał zresztą wywołać "kryzys organizacyjny", z którego skutkami musiała mierzyć się firma.

Piotr Gniadek, prezes zarządu spółki przyznał w oświadczeniu, że projekt starano się ratować, poprzez zebranie wymaganych funduszy, jednak bez powodzenia. Teraz zostaną podjęte działania, które doprowadzą do "uporządkowania sytuacji prawnej, finansowej i organizacyjnej" i pozwolą podjąć decyzję, co do dalszej działalności Arrinery.

Pomimo podejmowanych w tym zakresie prób, nie udało się znaleźć niezbędnego finansowania. W efekcie doprowadziło to do podjęcia decyzji o rezygnacji z rozwijania projektu supersamochodu Arrinera i zbycia aktywów związanych z tym projektem, to jest wszystkich posiadanych akcji Arrinera Technology S.A., o czym Spółka poinformowała w raporcie bieżącym ESPI nr 3/2021 z dnia 22 maja 2021 roku

- czytamy w raporcie Arrinery S.A.

Arrinera Hussarya miała być piekielnie szybkim autem. Centralnie umieszczony silnik V8 o pojemności 6,2 litra i mocy 650 KM miał rozpędzać je do 100 km/h w 3,2 sekundy. Do tego w oczy rzucało się nisko zawieszone i agresywnie wyglądające nadwozie. Projekt i większość elementów auta powstała lub miała powstać w Polsce, a inne miały być zaczerpnięte od najlepszych firm w branży.

Jak na supersamochód przystało, Hussarya miała być też dość droga. Cenę jednego egzemplarza wyznaczono wstępnie na ok. 300 tys. dolarów (1,16 mln zł). To znacznie mniej niż trzeba dać za superauta uznanych w branży marek z niemieckim czy włoskim rodowodem, jednak wciąż zbyt dużo dla przeciętnego człowieka.

Więcej o: