"Trochę strachu, zrobiło się niemiło. Ale Łukaszenka jest nieobliczalny". Hotelarze o stanie wyjątkowym

- Obcych tu widać nie ma. Jest trochę strachu, zrobiło się niemiło. Gdziekolwiek się nie wyjdzie, od razu są dwie, trzy kontrole. Żołnierze z długą bronią - relacjonuje w rozmowie z Gazeta.pl właściciel noclegowni w Janowie Podlaskim. Miejscowość, która słynie ze stadniny koni, została bowiem objęta stanem wyjątkowym. Co o jego wprowadzeniu mówią inni hotelarze?

W ubiegłym tygodniu na obszarze 115 miejscowości w województwie podlaskim oraz 68 w województwie lubelskim wprowadzono stan wyjątkowy. Obostrzenia mają potrwać co najmniej do końca września, ale rząd już zastrzegł, że w razie konieczności będzie je przedłużał.

Stan wyjątkowy na granicy. Hotele nie mogą działać

Wprowadzenie stanu wyjątkowego kompletnie sparaliżowało działalność hoteli. Do miejscowości objętych wykazem w zasadzie nie można wjechać. Jeśli komuś udałoby się ominąć policyjne patrole, musi liczyć się z mandatem. 

Stan wyjątkowy popsuł nastroje wśród hotelarzy, co słychać w ich głosach. Nie są zbyt rozmowni, potwierdzają jednak, że stan wyjątkowy w nich uderzył. - Ludzie odwołali przyjazdy, a wrzesień to jeszcze był miesiąc, gdzie turyści byli. W tym roku wrzesień to już miesiąc stracony - mówi jedna z prowadzących gospodarstwo agroturystycznych kobiet. 

Pytana o rekompensaty, które zapowiadał premier Mateusz Morawiecki, nie wydaje się zbyt zachwycona. - Co mi po rekompensacie, ja nie jestem żadną wielką firmą, mam pokoik - stwierdza. Po chwili wyraźnie chce się rozłączyć. - Pan ma jakieś wyobrażenie o tym, co tu się dzieje, a my tu musimy w tym żyć, mieszkać.

Spytana o nastroje, które panują w okolicy, markotnieje jeszcze bardziej. - W swoim miasteczku widzieć nagle wojskowe ciężarówki, to naprawdę nie jest miły widok, zapewniam pana - rzuca do słuchawki

Stadnina koni w Janowie Podlaskim objęta restrykcjami. "Obcych tu nie ma"

Mapa stanu wyjątkowego przecina okolicę Janowa Podlaskiego, znanego w kraju i na świecie m.in. z hodowli koni. Jeden z właścicieli lokalu, w którym można przenocować, mówi, że stracił wszystkie rezerwacje. - Odwołano mi cały miesiąc, w którym miałem całkiem sporo rezerwacji. Turystów nie ma w ogóle, a od kwietnia miałem ich bez przerwy - stwierdza. 

Wskazuje, że ma pecha, bo dosłownie kilka kilometrów dalej strefa stanu wyjątkowego już nie obowiązuje. Polski zamek wciąż można zwiedzać. - Ludzie się tam kręcą, ale to znikoma ilość. Widać to nawet po centrum miasteczka, jest małe, wszyscy się tu znają. Obcych tu widać nie ma - dodaje. 

Mieszkają przy granicy z Białorusią. "Stan wyjątkowy to może przesada, ale oni są nieobliczalni" 

Mieszkaniec Janowa potwierdza, że widok wojska nie jest miły. - Jest trochę strachu, zrobiło się niemiło. Gdziekolwiek się nie wyjdzie, od razu są dwie, trzy kontrole. Żołnierze z długą bronią - relacjonuje. 

Pytany o sens wprowadzenia stanu wyjątkowego waha się. - Nie wiem tak do końca, po co to wprowadzili. Reakcja rządu jest chyba przesadzona. Ale powiem panu, jak się jeździło tam przy samej granicy, to widać, że te białoruskie władze, Łukaszenka, są nieobliczalne - stwierdza. - Oni są naprawdę zdolni do wszystkiego, a że tego wojska przy manewrach będzie dużo, to może, faktycznie, coś rząd zrobić musiał. Widać, po tym, jak Łukaszenka tłumi protesty, po tym co robi, że jest zdeterminowany - dodaje. 

Nie wszędzie restrykcje oznaczają całkowity brak możliwości działania. Pracownica jednej z restauracji potwierdza, że imprezy się odbywają. - Trzeba tylko Straży Granicznej przekazać listę gości - wyjaśnia. 

Mariusz Kamiński, minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, zapowiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej, że właściciele przedsiębiorstw działających na terenach objętych stanem wyjątkowym, będą mogli liczyć na rekompensaty. Ich wysokość nie będzie jednak pełna - władze zwrócą 65 proc. utraconych dochodów. 

Więcej o: