Nie tylko o Turów spieramy się z Czechami. Sąsiedzi są nam dłużni 368 ha ziemi

Sprawa nieuregulowanego długu granicznego ciągnie się już od pierwszej połowy lat 90. - Ta sprawa zabiera naszym krajom dobrą energię - przyznaje Vit Dostál, analityk polityki zagranicznej, specjalista ds. regionu środkowoeuropejskiego i stosunków czesko-polskich.

Samorządowcy z Polski i Czech apelują o powrót do negocjacji ws. Turowa. Nadal nie wyznaczono jednak terminu 18. rozmów dwustronnych. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że sprawa kopalni na granicy z Czechami zostanie rozwiązana szybciej niż sprawa samej granicy. O co chodzi?

Zobacz wideo Wcześniejsze zamknięcie kopalni w Turowie? Komentuje wiceminister klimatu

W 1958 r. miało miejsce ostateczne porozumienie graniczne z Czechosłowacją po II wojnie światowej. Nastąpiła wówczas dość istotna korekta granicy między państwami - władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przekazały Czechosłowacji grunty o powierzchni 1205,9 ha, natomiast Czechy polskiej stronie - 837,46 ha. Powstał tzw. dług graniczny, tytułem którego do Polski powinno trafić jeszcze 368,44 ha.

Minęło już zatem 61 lat od wejścia w życie umowy międzypaństwowej o ostatecznym wytyczeniu granicy, a sprawa długu terytorialnego Republiki Czeskiej wobec Polski wciąż nie została uregulowana. Pomimo, że od pierwszej połowy lat 90. tę kwestię próbowała rozwiązać Stała Polsko-Czeska Komisja Graniczna, sprawa utknęła w martwym punkcie.

Widok na kopalnię i elektrownię Turów z czeskiej wsi Uhelna, w której brakuje wody.Apel z Czech: Wróćmy do rozmów o Turowie

- W Czechach sprawa długu terytorialnego prawie nie istnieje - przyznaje w rozmowie z nami Vít Dostál, analityk polityki zagranicznej, specjalista ds. regionu środkowoeuropejskiego i stosunków czesko-polskich. - Ważna jest tylko dla tych kilku miejscowości i gmin, które co jakiś czas pojawiają się na liście terytoriów proponowanych do przekazania Polsce. Przygotowuje ją czeskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Za każdym razem, kiedy pojawia się taki wypis, zaczynają się protesty mieszkańców terenów wskazanych w wypisie - dodaje. 

Czesi nie spieszą się z oddaniem gruntów 

W odpowiedzi na tegoroczną interpelację posła Stanisława Bukowca z Porozumienia w sprawie długu terytorialnego Republiki Czeskiej, MSWiA poinformowało, że na przestrzeni lat strona czeska przedstawiała różne propozycje działek potencjalnie do przekazania w ramach rekompensaty.

W roku 2014 strona czeska sporządziła listę działek o powierzchni 437 ha, przewidzianych do rekompensaty długu terytorialnego, która 5 lutego 2015 r. została zatwierdzona przez Radę Ministrów. "Wykaz ten w pełni pokrywał dług terytorialny oraz zawierał rezerwę umożliwiającą ewentualną rezygnację z gruntów o bardzo małej powierzchni. Jednak po pewnym czasie strona czeska uznała, że część z działek umieszczonych na liście nie może zostać przekazana stronie polskiej m.in. z uwagi na konieczność zwrotu niektórych spośród wytypowanych gruntów organom kościelnym lub nieuregulowany stan prawny" - poinformował resort spraw wewnętrznych.

Jak informował wówczas portal Nasze Sudety, pod uwagę brane były między innymi tereny w okolicach Vidnavy, ziemi jesenickiej oraz w tzw. worku frydlanckim. Warto podkreślić, że okolice Frydlantu znajdują się w bliskiej odległości od Bogatyni, czyli gminy na terenie której znajduje się kopalnia węgla brunatnego Turów.

Kolejne posiedzenie komisji odbyło się prawie dwa lata później.

Podczas 24. posiedzenia Komisji Granicznej, które odbyło się 5-9 grudnia 2016 r., strona czeska oznajmiła, że do dyspozycji pozostaje jedynie 307 ha gruntów przewidzianych do rekompensaty długu terytorialnego. Jednocześnie poinformowała, że wytypowano kolejne działki, które są poddawane konsultacjom z właściwymi wójtami gmin i z odpowiednimi czeskimi instytucjami państwowymi. Miały one zostać przedłożone Rządowi Republiki Czeskiej do zatwierdzenia

- czytamy w odpowiedzi na interpelację.

- Nie byłem usatysfakcjonowany z odpowiedzi udzielonej przez MSWiA. Mam wrażenie, że sprawa cały czas jest przeciągana. W odpowiedzi Ministerstwa zabrakło konkretów, które wskazywałyby na pozytywne rozwiązanie tej kwestii poprzez wyegzekwowanie długu terytorialnego - przyznaje w rozmowie z Next.gazeta.pl Stanisław Bukowiec.

Zgodnie z tym, co przekazało MSWiA, od 2016 r. nie zostały przekazane żadne nowe wykazy gruntów potencjalnie do przekazania stronie polskiej. Inne warianty zadośćuczynienia Polsce utraconych ziem proponowane przez stronę czeską, tj. rekompensata pieniężna nie uzyskały natomiast akceptacji naszego rządu.

Czeskie służby nakazały wycofanie z rynku mielonego mięsa z PolskiCzeskie służby nakazały wycofanie 17,5 tony mięsa z Polski

Premier Mateusz Morawiecki i szef MSZ Zbigniew Rau także prowadzili rozmowy na ten temat z czeskim rządem. Sprawa była omawiana m.in. podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych Polski i Czech 12 lutego br. w Warszawie. Z kolei 3 marca premier Morawiecki skierował list do czeskiego szefa rządu, wskazując na konieczność szybkiego powrotu do rozmów w celu rozwiązania kwestii długu. Odpowiedź Andreja Babiša z 24 marca nie zawierała jednak konkretnej odpowiedzi na propozycję strony polskiej dotyczącej prowadzenia dalszych rozmów.

Dlaczego Czesi nie oddają Polsce należnego terytorium?

Zgodnie z opinią członków polskiej delegacji Komisji Granicznej, główną przyczyną wstrzymującą rozwiązanie kwestii długu terytorialnego jest brak zdecydowanych i systemowych działań Republiki Czeskiej, ukierunkowanych na uregulowanie tej kwestii.

"Istotnym, choć wtórnym w stosunku do poprzedniego czynnikiem, pozostaje prawodawstwo Republiki Czeskiej, które pozostawia dużą autonomię władzom samorządowym w zakresie zarządzania i gospodarowania gruntami. W efekcie powyższego, w wielu przypadkach sprzeciw władz samorządowych uniemożliwiał akceptację gruntów wstępnie wytypowanych do zwrotu na poziomie centralnym. Ponadto wszelkie zmiany we władzach publicznych Republiki Czeskiej, praktycznie na każdym szczeblu, wpływają niekorzystnie na tempo prac związanych z typowaniem gruntów do rekompensaty, a tym samym ostateczne rozstrzygnięcie sprawy" - przyznało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

- Polska nie posiada zbyt wielu instrumentów prawa międzynarodowego, by wymusić na Czechach realizację tego zobowiązania. Jedynie dobra wola po obu stronach może doprowadzić do zakończenia sprawy - twierdzi Vít Dostál.

Czechy, Praga. Bank centralnyDzieli nas nie tylko Turów. Czechy właśnie podniosły stopy procentowe. Mocno

Z tą "dobrą wolą" w najnowszej historii relacji polsko-czeskich bywa różnie. Oprócz sprawy Turowa i długu granicznego kością niezgody pozostaje nieuregulowana kwestia stanu prawnego nieruchomości Ambasady Republiki Czeskiej w Warszawie. 

Jak w 2014 r. informowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, nieruchomość usytuowana na rogu ul. Koszykowej i Al. Róż, na której znajduje się Ambasada Republiki Czeskiej, jest jedną z wielu nieruchomości dyplomatycznych objętych działaniem dekretu warszawskiego. Strona czeska nabyła nieruchomość przy ul. Koszykowej 18 w 1921 r., a w 1949 r. nieruchomość sąsiednią przy Al. Róż 16. Wg informacji uzyskanych z Urzędu m.st. Warszawy obie nieruchomości zostały scalone (prawdopodobnie w l. 50. XX w.) i w świetle prawa stanowią jedną nieruchomość, dla której jest prowadzona jedna księga wieczysta. Właścicielem nieruchomości jest Skarb Państwa RP.

Od wielu lat prowadzone są rozmowy z MSZ Republiki Czeskiej nt. uregulowania stanu prawnego ww. nieruchomości. Strona polska niezmiennie proponuje "przywrócenie" Czechom własności zgodnie z ww. ustawą z 1997 r. o gospodarce nieruchomościami. Strona czeska uważa się jednak za właściciela nieruchomości i akceptacja zaproponowanego rozwiązania prawnego, zakładającego odkupienie ww. nieruchomości, jest dla niej problematyczna. Negocjacje w tej sprawie trwają. Nadal. 

- Kwestię długu terytorialnego traktuję jako jeden z punktów zapalnych w relacjach bilateralnych między Czechami a Polską. Ta sprawa zabiera naszym krajom dobrą energię. Kiedy w rozmowach dwustronnych pochylamy się nad Turowem, długiem granicznym czy nieuregulowaną kwestią gruntów należących do budynków ambasady Czech w Warszawie, nie wystarcza nam czasu na projekty, w których moglibyśmy działać razem. To m.in. sprawy Białorusi, Ukrainy czy Trójmorza. Obecna atmosfera w stosunkach polsko-czeskich nam na to jednak nie pozwala - podsumowuje Vít Dostál.

Więcej o: