Inflacja mocno w górę. Ekonomiści: "Weszliśmy w spiralę cen i płac", "Myśleliśmy, że piekła nie ma"

"Inflacja jest już groźna, dlatego, że weszliśmy w spiralę cen i płac". "Oczekiwania inflacyjne zerwały się ze smyczy". Tak najnowsze dane GUS komentują w rozmowie z Gazeta.pl ekonomiści. Inflacja osiągnęła bowiem poziom blisko 7 proc.

Według najnowszego szacunku GUS inflacja w Polsce wyniosła w październiku 6,8 proc. Wzrost jest spory, bo miesiąc temu jeden z najważniejszych wskaźników ekonomicznych osiągnął poziom 5,9 proc. 

O komentarz do odczytu poprosiliśmy ekspertów. Prof. Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej, wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu, danymi GUS nie jest zaskoczony. 

Ekspert: Inflacja rośnie przez błędną politykę NBP

- Inflacja jest już groźna, dlatego, że weszliśmy w spiralę cen i płac. Wzrost płac sięgnął w niektórych sektorach gospodarki nawet 9 proc. I to jeden z głównych czynników, który napędza inflację - stwierdził. Jak podał niedawno GUS, przeciętne wynagrodzenie brutto w dużych firmach wyniosło we wrześniu 5 841,16 zł brutto i było o 8,7 proc. wyższe niż przed rokiem. Miesiąc wcześniej wzrost wyniósł aż 9,5 proc.

Zdaniem eksperta skok wskaźnika wzrostu cen jest też wynikiem błędnej polityki monetarnej. - Inflacja rośnie, bo bank centralny, prezes, zarząd, Rada Polityki Pieniężnej, nie zarządza oczekiwaniami inflacyjnymi. A takie oczekiwania mają zarówno gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorcy. Niestety jest tak, że jeżeli bank centralny lekceważy inflację - a lekceważy -  to mniej więcej po sześciu miesiącach oczekiwania inflacyjne zamieniają się w rzeczywistość. I stąd ten poziom inflacji 6,8 jest właściwie oczekiwany przez ekonomistów - stwierdził.

Wśród innych czynników odpowiedzialnych za inflację prof. Noga wymienił też rosnące ceny paliw i energii elektrycznej

Więcej o inflacji na stronie głównej Gazeta.pl

Opustoszałe Tesco na KabatachOstateczny koniec Tesco na Kabatach, po 22 latach nastała cisza

Co powinien zrobić rząd? Ekonomista: Przestać powiększać dziurę budżetową

Prof. Noga przyznaje, że w walce z inflacją rząd ma mniejsze pole do popisu niż Rada Polityki Pieniężnej. - Rząd zachowuje się skandalicznie. Obiecuje samorządom 23 mld zł w ramach Programu Inwestycji Strategicznych Polskiego Ładu. Pokazuje, że rozdaje pieniądze, podkreśla, że je ma. A tymczasem z budżetu wypchnięto już 220 mld zł. W budżecie nie ma nadwyżki, jak twierdzi premier, minister finansów, a strata. Samorządom potrzebne są pieniądze, ale to nie oznacza, że trzeba je rozdawać jeszcze bardziej, rozdymając dziurę budżetową, bo to też podnosi inflajcję - stwierdził prof. Noga. 

Jego zdaniem, zamiast nowego programu rząd powinien zwiększyć udział gmin w środkach pozyskiwanych z PIT i CIT. 

Ekspert: Zaczynamy akceptować, że ceny rosną

Przemysław Kwiecień, Główny Ekonomista XTB, w rozmowie z next.gazeta.pl, przyznaje, że inflacja może być problemem na dłużej. - Inflacja na poziomie, który dzisiaj podał GUS, jest groźna. Oczekiwania inflacyjne - mówiąc kolokwialnie - "zerwały się ze smyczy". Zaczynamy akceptować to, że ceny rosną - stwierdził. 

Zdaniem eksperta zignorowaliśmy zagrożenie. - Można tu podać pewną analogię - ludzie przez setki lat zasiedlali zbocza wulkanów, bo za życia ich dziadków nikt nie pamięta, by coś złego się wydarzyło. Kiedy wulkan wybucha, jest problem. I taką sytuację mamy jeśli chodzi o inflację - stwierdził. 

Ekonomista: Przez dekadę panowało przeświadczenie, że piekła nie ma, a inflacji nie będzie

Według eksperta groźne jest to, że przez ostatnie lata inflacja nie była sporym problemem. - Wiele osób już nie pamięta, jak się funkcjonuje w gospodarce ze zwiększoną inflacją, spiralą inflacyjną. Przez ostatnie dwie dekady inflacja była ujarzmiona, banki centralne, po kryzysie z 2009, prowadziły luźną politykę monetarną, a inflacja mimo to nie rosła. W Polsce mieliśmy niskie stopy, a inflacja utrzymywała się na bardzo niskim poziomie, mieliśmy nawet spadki cen rok do roku - stwierdził Przemysław Kwiecień.

- Nastało przeświadczenie, że piekła nie ma, a inflacji nie będzie. Zazwyczaj tak jest, że jeżeli dochodzi do jakiegoś paradygmatu, zaczynamy zaprzeczać. Że to niegroźne, przejściowe. Taka narracja była wygodna zarówno dla banków jak i dla polityków. Przy coraz wyższym zadłużeniu publicznym wzrost stóp oznacza problemy, bo trzeba płacić wyższe odsetki. Banki centralne przespały wzrost, a teraz są w narożniku - dodał. 

Zainteresowanie polskimi obligacjami spadaBloger o "największej ucieczce kapitału z obligacji od 21 lat". Ekspert: To inflacja

Więcej o: