My, rząd PiS, odpowiadamy przed jednym tylko trybunałem. Przed trybunałem polskich spraw, a nie przed trybunałami, które podejmują niewłaściwe, żeby nie określić ich jeszcze bardziej dosadnymi epitetami, decyzji. (...) Wszelkie kary stają się bezprzedmiotowe. Czyli od dzisiaj bądź od jutra w ogóle ten problem nie istnieje
- mówił w czwartek premier Mateusz Morawiecki. Tego dnia czescy i polscy negocjatorzy osiągnęli porozumienie ws. kopalni w Turowie. Polska strona zobowiązała się do zapłaty Czechom 45 mln euro, a dodatkowo m.in. do budowy podziemnej bariery, która ograniczy straty środowiskowe. Polska przelała już Czechom umówioną kwotę - był to warunek, aby nasi sąsiedzi wycofali skargę do TSUE.
Porozumienie oznacza, że znika środek tymczasowy nałożony na Polskę przez TSUE, dotyczący zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Według Morawieckiego ma ono jednak jeszcze jedną konsekwencję. Szef polskiego rządu uważa, że porozumienie powinno także wykasować karę dla Polski za nierespektowanie wyroku TSUE. Chodzi o łączną kwotę blisko 70 mln euro (500 tys. euro dziennie naliczane od drugiej połowy września), czyli ponad 300 mln zł. W połowie stycznia minął już ostateczny termin na zapłatę pierwszej transzy kary (15 mln euro), w związku z czym Bruksela zapowiedziała, że odbije tę kwotę z funduszy unijnych dla Polski.
Unia Europejska, Komisja Europejska, a w tym konkretnym wypadku jedna pani sędzia, bez możliwości procesu odwoławczego, bez możliwości apelacji od tego bardzo niewłaściwego wyroku, podjęła decyzję o wysokich karach. Uważam że - niezależnie od tego, jakie są zapisy w regulaminie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości - my z całą pewnością będziemy odwoływać się od tego i apelować nie tylko do zdrowego rozsądku
- perorował w czwartek Morawiecki. W podobnym tonie wypowiadała się także Anna Moskwa, ministerka klimatu i środowiska.
Licznik kary dla Polski zatrzymał się w momencie wycofania skargi Czechów z TSUE. Ale czy rzeczywiście dotychczas naliczoną karę można puścić w niepamięć? Nie jest do tego przekonany Hubert Smoliński, prawnik z Fundacji Frank Bold.
Według nas gdyby postępowanie w TSUE upadło, to nie byłyby naliczane dalsze kary. Ale te naliczone są wymagalne i mogą być przez KE potrącone z funduszy dla Polski
- mówi Smoliński.
Podobnego zdania jest dr hab. Piotr Bogdanowicz, ekspert od prawa europejskiego z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Nie widzi on powodu, dla którego dotychczas naliczona kara miałaby zostać anulowana.
Kara jest za nieprzestrzeganie postanowienia TSUE, a to już się stało. To, oczywiście, sytuacja precedensowa, nie pamiętam, żeby regulamin TSUE to regulował, ale systemowo byłbym zaskoczony. Zwłaszcza że ugoda nie musi oznaczać obiektywnego stanu zgodności z prawem unijnym
- ocenił w rozmowie z Gazeta.pl Bogdanowicz.
I jeszcze jedna opinia - tym razem prof. Artura Nowaka-Fara, eksperta prawa europejskiego, byłego wiceszefa MSZ. W rozmowie z money.pl Nowak-Far mówił, że co do zasady nie można podważyć tego, że Polska naruszała prawo przez niewykonywanie środka tymczasowego.
I za to ukarał nas finansowo TSUE, nie za łamanie prawa w odniesieniu do kwestii merytorycznej Turowa. Nawet jeśli teraz Czesi wycofają swój pozew [co już zrobili - red.], to KE będzie mogła wysłać wezwania do zapłaty za niewykonanie środków tymczasowych i w efekcie potrącać je z funduszy. Te wszystkie zaszłości są do zapłacenia i tego nie unikniemy. Chyba że TSUE orzeknie inaczej. Wprawdzie w przeszłości były już takie sytuacje, ale trzeba poczekać na ostateczną decyzję
- zaznacza Artur Nowak-Far.
Według rzecznika Komisji Europejskiej Adalberta Jahnza Polska jest zobowiązana do uiszczenia kar.
Jeśli Czechy wycofają skargę z TSUE przeciw Polsce, to od tego dnia zaprzestaniemy naliczania kar. Jednak wszystko, co zostało naliczone do tego dnia, musi zostać zapłacone
- powiedział Jahnz, cytowany przez "Rzeczpospolitą".
Środek zapobiegawczy TSUE w postaci nakazu zaprzestania wydobycia węgla w Turowie był dla Polski bardzo surowy, zapewne wręcz - z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski i gospodarczego regionu - kontrowersyjny. Problem w tym, że było to piwo, którego polski rząd sam sobie nawarzył.
Do tego nie musiało dochodzić. Ten spór mógł być wcześniej rozwiązany polubownie
- mówił w czwartek w Polskim Radiu 24 zastępca redaktora naczelnego portalu Energetyka24.com Jakub Wiech. 45 mln euro, które Polska przelała Czechom, to kwota bardzo bliska pierwotnym żądaniom Czechów, które opiewały na 50 mln w europejskiej walucie.
Werdykt TSUE jest na własne życzenie Polski
- mówił w Gazeta.pl w maju 2021 r., tuż po nałożeniu na Polskę środka tymczasowego przez unijny trybunał, czeski dziennikarz Miroslav Karas. Przekonywał, że wątpliwości strony czeskiej ws. przygranicznej kopalni przez lata były lekceważone przez Polskę.
Czesi by może machnęli ręką. Powiedzieliby sobie, że taki jest Turów. Ale właśnie ten przejaw tego niezauważenia, tej arogancji, że "my to zrobimy, a wy tam sobie siedźcie cicho, bo to jest nasz kraj i ziemia", to może spowodowało to lekkie zdenerwowanie Czechów
- wyjaśnił.