Podczas kampanii prezydenckiej w 2015 roku Andrzej Duda, ubiegający się o pierwszą kadencję, odwiedził Bronko-Market - fikcyjny sklep naprędce zaaranżowany w Warszawie.
"Komorowski chce wprowadzenia euro" - głosił plakat wywieszony tuż obok półek z towarami. Poniżej znalazł się cytat z Bronisława Komorowskiego, ubiegającego się o drugą kadencję. "Nie jesteśmy jeszcze członkiem strefy euro, ale taka jest wola Polski, aby się tam znaleźć jak najszybciej" - mogli przeczytać "klienci" Marketu.
Więcej informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl
Po latach przewrotny pomysł sztabu Andrzeja Dudy mogłaby wykorzystać opozycja. Euro bowiem nie przyjęliśmy. A ceny? Są wyższe niż te, którymi do wyobraźni wyborców chcieli przemówić spin-doktorzy.
I tak chleb "przed wprowadzeniem euro", czyli w 2015 roku, kosztował 1,49 zł. Po przyjęciu unijnej waluty miałby podrożeć do 2,84 zł. Tymczasem średnia cena chleba w Polsce, to 2,8 zł. Realna jest jednak wyższa. "Rok temu za bochenek chleba pszenno-żytniego płaciliśmy średnio 2,2 zł, teraz taki sam chleb kosztuje minimum 4 zł" - pisze w swojej analizie "Gazeta Wyborcza". W przypadku chleba ceny w najbliższej przyszłości mogą rosnąć jeszcze bardziej, bo cena mąki wzrosła w ciągu pół roku o ok. 100 proc.
10 jaj, kolejny produkt umieszczony na półce Bronko-Marketu, kosztował 3,19 zł. Po wejściu euro miałby, zdaniem sztabowców Andrzeja Dudy, podrożeć do 7,79 zł. Dziś jaja kosztują już nawet 6,99 zł. Według portalu dlahandlu.pl średnia cena to 5,86 zł, a minimalna 4,99.
Mleko w sklepie "zbudowanym" przez sztab Dudy kosztowało 1,95 zł. Po przyjęciu waluty UE cena miałaby wzrosnąć do 2,84 zł. I tym razem bez przyjęcia euro jest drożej. Cena mleka popularnej marki wynosi bowiem w sklepie ok. 3,20 zł, chociaż produkt można kupić taniej szczególnie pod szyldem "marki własnej", które wprowadza wiele marketów.
Co o wprowadzeniu euro mówił w 2015 roku Andrzej Duda? - Moje stanowisko jest takie: absolutnie nie dla euro w takiej sytuacji. Będziemy mogli rozważać wstąpienie do strefy euro wtedy, gdy w naszym kraju będzie można zarobić tak jak na zachodzie Europy (...) Gdy w związku z tym za euro, które otrzymamy w ramach naszej pensji, będzie można godnie żyć i u nas, i poza granicami kraju - powiedział Duda.
Argumentował, że po przyjęciu waluty najniższa emerytura, która wynosiła w 2015 roku 800 zł, wynosiłaby ok. 200 euro.
Kandydat na prezydenta przekonywał też, że po wprowadzeniu euro ceny wzrosły na Słowacji o 100-150 proc.
Temat euro wracał w dyskusji publicznej już po przejęciu władzy przez PiS. - Nasi konkurenci polityczni, Koalicja Europejska, chcą nas jak najszybciej wprowadzić do strefy euro. My pokazujemy, że zgodnie z teorią i praktyką, nie opłaca nam się dzisiaj w szczególności przyjąć te waluty - przekonywał w 2019 roku premier Mateusz Morawiecki. - Mówimy nie euro, mówimy nie europejskim cenom - wtórował mu Jarosław Kaczyński podczas jednej z konwencji wyborczych.
Prof. Marian Noga, ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej, w rozmowie z next.gazeta.pl stwierdził, że szef PiS powiela "nieuzasadnione mity". - Po przyjęciu euro we Włoszech, w kraju zapanowało przekonanie, że ceny podniosły się o 70 proc. Przyczyna to tzw. "efekt cappuccino" - Włosi często piją kawę tego rodzaju i ona podrożała faktycznie o 70 proc. Ale wszystkie ceny wzrosły o zaledwie 2 proc. W Hamburgu natomiast po przyjęciu wspólnej waluty piwo i chleb zdrożały o 100 proc. Niemcy uważali, że wszystkie ceny tak urosły. A urosły o jeden procent - wyliczał.