Oddała uchodźcom agroturystykę. Zamiast pomocy rządu - wyższy rachunek za śmieci. "Urzędnicy każą czekać"

Polacy zostali zachęceni przez rząd, by przyjmować pod swój dach uchodźców z Ukrainy. Państwo obiecało rekompensaty w wysokości 40 zł za osobę. Część obywateli, która przyjęła uciekających przed wojną, otrzymała jedynie ułamek obiecanych pieniędzy. - Nie chce brać od tych ludzi żadnych pieniędzy, ale agroturystyka to moje jedyne źródło dochodu. Już jest mi bardzo ciężko, a nie chce pozbawiać tych ludzi mieszkania - mówi w rozmowie z Gazeta.pl właścicielka jednego z obiektów.

Polacy z otwartymi ramionami przyjęli uchodźców z Ukrainy, których od napaści Rosji przybyło do naszego kraju ok. 2,5 mln. Rząd obiecał, że każdy, kto weźmie pod swój dach przybysza zza wschodniej granicy, będzie mógł liczyć na rekompensatę. W ustawie przyjętej 24 lutego przyjęto, że środki będą wypłacane przez 60 dni. Wypłata może być przedłużona "w szczególnie uzasadnionych wypadkach". 

Zobacz wideo Jak może wyglądać dalej wojna w Ukrainie? Pytamy eksperta

Oddała nieruchomość uchodźcom. Czeka na wsparcie rządu. "Nie chcę brać od nich pieniędzy"

W praktyce, jak się okazuje, osoby, które udostępniły uchodźcom własne nieruchomości, same ponoszą koszty związane z pobytem. Jedną z nich jest Arleta Tuz, prowadząca agroturystykę w niewielkiej wsi Bolesławiec (woj. łódzkie). Do swojego ośrodka przyjęła 12 osób. I ma dwa problemy. Po pierwsze nie wie, na jakich zasadach można wystąpić o przedłużenie dofinansowania na okres ponad 60 dni. Po drugie zaś jak do tej pory wydatki musi ponosić z własnej pieniędzy. Z deklarowanej przez rząd sumy otrzymała bowiem jedynie symboliczną kwotę. 

- Prowadzę agroturystykę, przyjęłam tyle osób, ile mogłam. Niestety okres dwóch miesięcy powoli się kończy - wyjaśnia. Nie chce brać od tych ludzi żadnych pieniędzy, ale agroturystyka to moje jedyne źródło dochodu. Już jest mi bardzo ciężko, a nie chce pozbawiać tych ludzi mieszkania - dodaje. 

Prawnik radzi, urzędnik każe czekać

Pierwszą z wątpliwości rozwiał prawnik. Wyjaśnił, że do wniosku o przedłużenie wypłaty ponad 60 dni trzeba dołączyć uzasadnienie. Może być to na przykład niemożność podjęcia pracy przez uchodźcę, podeszły wiek, choroba etc. 

Drugi z problemów wciąż rozwiązany nie jest. - Z deklarowanej przez rząd kwoty otrzymałam 1080 zł. Urzędnicy wniosek dotyczący 12 przebywających w moim ośrodku uchodźców pozwolili złożyć dopiero 24 marca, czyli po miesiącu. Na jego rozpatrzenie kazali czekać 30 dni - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl. - Jestem w ciężkiej sytuacji. Brakuje wszystkiego, za chwilę przyjdzie rachunek za prąd, trzeba kupić butlę z gazem, wszystko jest drogie. A ja naprawdę nie chcę brać pieniędzy od uchodźców.

Arleta Tuz wyjaśnia też, że pomaga Ukrainkom złożyć wnioski o świadczenia rodzinne. Ale i w tym wypadku napotyka na problemy. - Jedna z kobiet została poproszona o udokumentowanie dochodu męża za okres trzech lat. Jak ona ma to zrobić? Przecież uciekała z Ukrainy, zabierając tylko paszport i akt urodzenia dziecka. Nie ma dostępu do swojej dokumentacji - tłumaczy rozmówczyni next.gazeta.pl

Inna z Ukrainek została poproszona o udokumentowanie rozwodu. I w tym wypadku nie ma jednak dokumentów, które zostały w Ukrainie.

Pieniędzy nie ma, jest wyższy rachunek za śmieci

Właścicielka agroturystyki nie tylko musi czekać na pieniądze od rządu, ale i ponosić większe opłaty. Urzędnicy poprosili o skorygowanie deklaracji śmieciowej. Powód? Przebywa u niej większa liczba osób, musi więc dopłacić dodatkowe kilkaset złotych miesięcznie. 

Inna z kobiet, która również przyjęła uchodźców w swoim ośrodku, nie chce mówić na temat pieniędzy. - Pomagamy. To jest odruch serca, bo na Ukrainie stała się tragedia. Pomagamy, bo mamy taką możliwość, chociaż finansowo na tym tracimy - mówi pragnąca zachować anonimowość kobieta. - Najważniejsze, że uchodźcy mają gdzie mieszkać. Mam nadzieję, że będą mieli do czego wracać - mówi.

Dodaje też, że Ukraińcy, chociaż bezpieczni w Polsce, nadal cierpią. - Zdarzył się wypadek, zawyła syrena. Ukraińskie dzieci stanęły na baczność. Widzę, jak oni to przeżywają, ja nie mam sumienia żeby w tej chwili rozdzierała szaty o pieniądze - mówi. 

Więcej o: