Rząd Węgier z początkiem lutego wprowadził regulowane ceny na kilka podstawowych produktów spożywczych. Przyjęte przepisy nakazały przywrócenie cen sprzed fali podwyżek. Objęły m.in. mąkę, olej, cukier mięso wieprzowe i drobiowe.
Już po wygranych wyborach Wiktor Orban ogłosił, że tarcza, która w zamyśle rządu ma zrekompensować obywatelom koszty wysokiej inflacji, zostanie utrzymana. "Ochronimy węgierskie rodziny. Limit cen na żywność i paliwa zostaje w mocy do 1 lipca" - stwierdził szef węgierskiego rządu na Facebooku.
Jak na razie efektów wprowadzenia ograniczeń cenowych nie widać. W marcu inflacja CPI na Węgrzech wyniosła 8,5 proc. i była najwyższa od 2007. Tempo wzrostu hamuje, w lutym wskaźnik osiągnął bowiem 8,3 proc.
Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl
Konieczność drastycznego obniżenia cen okazała się prawdziwym wyzwaniem dla właścicieli sklepów. Szczególnie tych mniejszych, którzy nie są w stanie obniżać ceny na takim poziomie jak wielkie sieci. To sprawiło, że zakupy w hipermarketach robią nawet sklepikarze - ceny w hurtowniach bywają bowiem wyższe.
Pojawiły się też ograniczenia w dostępności do towarów. "Z uwagi na duże zainteresowanie zdecydowaliśmy o wprowadzeniu od 1 lutego ograniczenia ilościowego na produkty dostępne w regulowanych cenach. Chcemy tą decyzją zapewnić dostęp do produktów" - napisała w komunikacie jedna z sieci.
Polski rząd również zdecydował się wpłynąć na ceny żywności, zastosował jednak inny mechanizm. Z początkiem lutego obniżył stawkę VAT. W olbrzymiej większości przypadków spadła do zerowego poziomu.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że obniżenie podatku może zostać utrzymane.
- W obecnych realiach podniesienie cen o 5 proc. przez VAT spowodowałoby istną lawinę podwyżek. Nie można na to pozwolić, ponieważ ceny i tak rosną rekordowo - twierdzi źródło "Rzeczpospolitej".