W wywiadzie udzielonym portalowi RedaktionsNetzwerk Deutschland Angela Merkel zaznaczyła, że w pewnej chwili uznała projekt Nord Stream 2 za uzasadniony. - Nie dopatrzyłam się w tym projekcie przeszkód dla rozwoju Ukrainy - stwierdziła była kanclerz Niemiec.
Zapytana, czy chciała też "ugłaskać" pomruki Kremla, przyznała, że handel był "skutecznym sposobem" przeciwdziałania perturbacjom na linii Berlin-Moskwa. - Przypuszczano wprawdzie, że gdy zostanie uruchomiony Nord Stream 2, Rosja może zaatakować Ukrainę. Przypomnę jednak, że Putin zdecydował się na inwazję, choć nie przypłynął tym rurociągiem ani jeden metr sześcienny gazu. W tym sensie gaz nie był bronią - oceniła Angela Merkel. Powiedziała również, że groźby Putina należy traktować poważnie.
Więcej informacji ze świata przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Z jej tezą nie zgadzają się niektórzy niemieccy dziennikarze. - Powinniśmy częściej przypominać pani Merkel, że forsowała Nord Stream 2 po aneksji Krymu. Marzę o zjeździe CDU, na którym jej szef niczym Chruszczow obnaży błędy swoich poprzedników - powiedział Polskiemu Radiu felietonista "Die Welt" Henryk Broder.
Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę Rosja w marcu zażądała od państw europejskich płatności za gaz w rublach i groziła, że zakręci kurek. Tak też się stało - pod koniec kwietnia Rosja wstrzymała dostawy surowca do Polski, Bułgarii i Litwy, które odmówiły zapłaty w rublach.
Natomiast w drugiej połowie maja, Rosja wstrzyma dostawy gazu do Finlandii i Holandii. Kraje te również nie zgodziły się płacić rublami za rosyjski surowiec.
Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina