Caspian Pipeline Consortium, operator jednego z największych rurociągów na świecie, który dostarcza do Europy ropę z Kazachstanu, został sparaliżowany. Sąd w Noworosyjsku zdecydował się bowiem zawiesić działalność spółki. Na razie na miesiąc.
Decyzja formalnie dotyczy ochrony środowiska. Firma miała nie dopełnić formalności związanych z ryzykiem ewentualnego wycieku. Zamknięcia ropociągu zażądał Rostransnadzor, państwowa organizacja odpowiedzialna za nadzór nad systemem przesyłu surowca.
Eksperci wskazują jednak na inne tło. Prezydent byłej radzieckiej republiki Kasym-Żormat Tokajew zasygnalizował ostatnio, że jego kraj może zastąpić Rosję jako dostawcę kluczowego surowca. - Kazachstan jest gotów, by wykorzystać swój potencjał węglowodorowy do ustabilizowania sytuacji na rynkach światowych oraz europejskich - stwierdził w oficjalnym komunikacie.
Zdaniem Tokajewa Kazachstan mógłby pełnić rolę bufora pomiędzy Wschodem a Zachodem. - Nasz kraj angażuje się w rozwijanie trwałych więzi z UE, największym partnerem handlowym Kazachstanu - zaznaczył.
W czerwcu media obiegła informacja, która może być dowodem na dystansowanie się Kazachstanu od dawnego sojusznika. Prezydent Kasym-Żomart Tokajew miał odmówić odebrania Orderu Aleksandra Newskiego podczas Forum Ekonomicznego w Petersburgu.
Wcześniej polityk miał krytycznie wypowiadać się o niepodległości separatystycznych republik donieckiej i ługańskiej. Skrytykował też kwestię innych republik, których autonomię bezpośrednio lub pośrednio wspiera Rosja. - Nie uznajemy Tajwanu, Kosowa, Osetii Południowej czy Abchazji. Zasada ta będzie stosowana na terytoriach quasi-państwowych, którymi naszym zdaniem są Republiki Ługańska i Doniecka - powiedział. Możliwe więc, że za decyzją o ograniczeniu działania rurociągu stoi Kreml.