Kabina operatora żurawia to wciąż patelnia, mimo zmian w przepisach. "Psinco się zmieniło"

Kacper Kolibabski
Praca na dźwigu to jedna z profesji narażonych na wysokie temperatury. Parę lat temu nieco się zmieniło dzięki głośnej akcji Tomasza Klarkowskiego. Wciąż jednak warunki pracy na żurawiach pozostawiają wiele do życzenia.

W 2019 roku Tomasz Klarkowski, który publikuje na YouTube jako Einar Thorwaldsen podczas upałów nagłośnił sprawę tego, jak złe warunki panują w kabinie operatora dźwigu. Temperatury dochodziły wówczas nawet do 50 st. Celsjusza. - W takiej temperaturze człowiek potrafi zasłabnąć. A gdy zasłabnie, dźwig będzie sobie jeździł jak chce - mówił Klarkowski.

Trzy lata później, pisząc tekst o pracy w upałach, odezwaliśmy się również do niego. Zasięgnął języka, by dowiedzieć się od swoich znajomych operatorów, jak obecnie wygląda sytuacja. Sam bowiem pracuje już za granicą, ale wciąż dobrze orientuje się w polskim rynku.

Zobacz wideo "Obserwujemy przesunięcie stref klimatycznych". W Polsce będzie ciepło jak we Włoszech?

Warunki w dźwigach się polepszyły, ale...

Jak przekazał nam Klarkowski, dzięki jego akcji udało się wpisać do przepisów BHP konieczność utrzymania temperatury w dźwigu między 18 a 28 st. C.   

Jego sukcesem była również duża akcja Państwowej Inspekcji Pracy w sprawie warunków na żurawiach. W ubiegłym roku przeprowadzono 250 kontroli. To dużo, bo jak wynika z danych, które podał nam Łukasz Komuda, współautor podcastu "Ekonomia i cała reszta", ekspert rynku pracy Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych "średnia częstotliwość kontroli w 2020 roku doszła już do jednej na 39 lat, a w grupie mikrofirm - na 65 lat. Czyli nigdy". 

Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl 

"Nie wiem jak u was, ale ja byłem na około 10 żurawiach przez ostatnie dwa miesiące i na każdym był klimatyzator. Woj. mazowieckie. Tak że myślę, że dzięki Tobie (Tomaszowi Klarkowskiemu - red.) znacznie poprawiła się ilość klim na żurawiach" - pisze jeden z operatorów. Inny mu wtóruje, że wszystkie dźwigi w Lublinie mają zainstalowaną klimatyzację.

Jak jednak wynika z relacji innych operatorów dźwigów, to wciąż za mało. Nadal jest wiele miejsc, które nie trzymają się przepisów. 

... do ideału daleko

Klarkowski zauważa, że w dźwigach pojawiły się klimatyzatory, ale głównie w tych większych firmach. Urządzenia są jednak niewydajne i nieserwisowane. To przecież koszty, a w czasach wysokiej inflacji, czy spadku w liczbie rozpoczętych budów, pracodawcy wykręcają się z tego obowiązku.

Do tego w małych mieścinach czy na budowach w polu wciąż brakuje odpowiedniego chłodzenia. Temperatury w kabinie przekraczają tam 40 st. C. "Z tego co się orientowałem, to w woj. podkarpackim większość żurawi niestety bez klimatyzacji" - informuje kolejny operator dźwigu. 

"Bieda firmy mają wywalone na to. (...) Przedsiębiorcy wskazują ze koszt klimy oryginalnej jest za wysoki i dlatego na sztukę montują takie, jak na  tym filmie, z Castoramy" - pisze Klarkowski. 

 

Zdarza się jednak, że nawet duże firmy, mające po 300 żurawi nie stosują się do przepisów. Operatorzy narzekają, że kuleje nie tylko serwis klimatyzacji, ale też i całego dźwigu. 

Zdaniem Klarkowskiego problem leży w rozporządzeniu, które należy doprecyzować. Nie uregulowano bowiem tego, w jaki sposób ma zostać osiągnięta regulaminowa temperatura. Mężczyzna uważa, że w przepisach powinno znaleźć się słowo "klimatyzator". 

Ponadto problem istnieje też w słabym uzwiązkowieniu, co dotyczy nie tylko tej branży, ale niemal całego polskiego rynku pracy. W związku z tym pojawiają się pracownicy z zagranicy, których łatwo wykorzystać i płacić im niskie stawki. To natomiast wpływa całą na branżę. Zdarzają się ekipy, które zatrzymują pracę, jeśli chłodzenie jest niewydajne, by wymusić na pracodawcy zmiany. Klarkowski jednak uważa, że choć sporo operatorów narzeka, to brakuje im solidarności by wywalczyć lepsze warunki pracy.

Są też i sytuacje, gdy obcokrajowcy zatrudniani są za stawki niższe niż rynkowe. Do tego firmy wykorzystują ich do pracy ponad normatywne osiem godzin. Zmiana trwa niekiedy nawet pół doby. Tutaj znów wychodzi, jak bardzo niedofinansowaną instytucją jest PiP. Ponadto przepisy nie chronią zgłaszających, co ogranicza liczbę skarg. 

Podsumowując psinco się zmieniło bo PiP nie nadąża z kontrolami, cwaniaki żerują na ludziach jak dotąd, (...) a operator siedzi cicho by nie stracić pracy

- mówi Tomasz Klarkowski (psinco lub psińco to po śląsku nic). 

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

Więcej o: