Inflacja bazowa nie zawiera cen żywności i energii, ponieważ są one zależne od rynków światowych, a polityka monetarna banku centralnego nie może na nie wpływać. Dlatego te odczyty są tak ważne dla Narodowego Banku Polskiego.
"Przy wyliczaniu wskaźników inflacji bazowej analizie są poddawane zmiany cen w różnych segmentach dużego koszyka dóbr kupowanych przez konsumentów. To pozwala lepiej identyfikować źródła inflacji i trafniej prognozować jej przyszłe tendencje. Pozwala też określić, w jakim stopniu inflacja jest trwała, a w jakim jest kształtowana np. przez krótkotrwałe zmiany cen wywołane nieprzewidywalnymi czynnikami" - wyjaśnia NBP.
Z wyliczeń NBP wynika, że po wyłączeniu cen administrowanych (podlegających kontroli państwa) inflacja wyniosła 15,9 proc., czyli tyle samo co w ubiegłym miesiącu. Jednak już po wyłączeniu cen najbardziej zmiennych wyniosła 11,7 proc., wobec 11,2 proc. miesiąc wcześniej. Z kolei tzw. 15-procentowa średnia obcięta, która eliminuje wpływ 15 proc. koszyka cen o najmniejszej i największej dynamice, wyniosła 11,4 proc., wobec 10,7 proc. miesiąc wcześniej. Ostatecznie po wyłączeniu cen żywności i energii inflacja bazowa wyniosła 9,3 proc. W czerwcu było to 9,1 proc., co również było rekordowo wysokim wskaźnikiem.
Więcej o inflacji przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl
Analitycy mBanku zauważają, że "chociaż rozpędzenie tej miary inflacji spada, to jest to niezbyt gwałtowne hamowanie". Przypominamy, że inflacja w lipcu wyniosła 15,6 proc. rok do roku - podał Główny Urząd Statystyczny. To oznacza, że tempo wzrostu cen wybiło kolejny rekord XXI wieku i jest najwyższe od ponad 25 lat.
W zeszłym tygodniu prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński w artykule "Globalne i krajowe perspektywy inflacji" zapowiadał, że "inflacja rozumiana jako proces ekonomiczny osiągnęła już swój szczyt, choć w wymiarze statystycznym dynamikę cen mogą jeszcze przejściowo podbijać czynniki regulacyjne". Szef NBP przewiduje jednak, że dopiero pod koniec 2024 roku inflacja wróci do poziomu 3,5 proc.