W poniedziałek rosyjskie ataki na ukraińską infrastrukturę krytyczną zmusiły Ukrainę do podjęcia decyzji o wstrzymaniu przesyłu energii do Polski. Wieczorem pojawiła się też kolejna informacja, tym razem dobra. Polskie Sieci Elektroenergetyczne uporały się bowiem z poważną awarią linii przesyłowej SwePol Link, która łączy Polskę i Szwecję (przez ten czas do Polski nie płynął prąd). "Połączenie Polska - Szwecja jest już dostępne dla uczestników rynku" - ogłosiła spółka, której zadaniem jest m.in. współpraca z innymi krajami przy imporcie i eksporcie energii elektrycznej.
Maciej Wapiński z PSE w opinii przygotowanej dla Gazeta.pl wyjaśnia, że obecnie działa jedno połączenie między Polską a Ukrainą. - Linia 220 kV między stacją elektroenergetyczną Zamość oraz elektrownią Dobrotwór, która jeszcze przed wojną i synchronizacją Ukrainy z systemem Europy kontynentalnej pracowała na potrzeby polskiego systemu - mówi.
Linia działa tylko w kierunku importu z Ukrainy i może nią płynąć ok. 200 MW mocy. Zdolności przesyłowe na tym połączeniu są udostępniane uczestnikom rynku w ramach miesięcznych przetargów
- wyjaśnia
Potwierdza, że jeszcze w poniedziałek energia elektryczna była przesyłana z Ukrainy do Polski, jednak w efekcie rosyjskich ataków na infrastrukturę krytyczną ukraiński operator z Ukrenergo był zmuszony wstrzymać eksport. - Od 11.10.2022 energia elektryczna nie jest przesyłana. Ta sytuacja potrwa, dopóki nie uda się naprawić uszkodzonej przez Rosjan infrastruktury. PSE są w stałym kontakcie z Ukrenergo i od początku wojny wspierają ukraińskiego operatora m.in. poprzez dostawy urządzeń niezbędnych do odbudowy zniszczonych stacji i linii elektroenergetycznych - podkreśla przedstawiciel spółki.
Zapewnia jednak, że wstrzymanie dostaw z Ukrainy nie ma wpływu na odbiorców w Polsce i nie będzie dla nich odczuwalne.
Import z Ukrainy nie ma dużego udziału w krajowym bilansie energii elektrycznej. W całym 2021 roku Polska importowała z Ukrainy 811,6 GWh energii. Dla porównania całkowite zużycie energii elektrycznej w Polsce w 2021 r. to 174 402 GWh, czyli import z Ukrainy stanowi ok. 0,5 proc. zapotrzebowania Polski
- wylicza.
Energia elektryczna w polskich gniazdkach pochodzić może z innych elektrowni, nie tylko polskich. Przesył energii działa w obie strony, dlatego Polska eksportuje energię elektryczną do Niemiec czy innych krajów.
Jak wyjaśnia Maciej Wapiński, zasada jest prosta: te kraje, które produkują energię elektryczną taniej, sprzedają je tym krajom, gdzie jest ona droższa. - Od kilkunastu lat trwa proces budowy europejskiego wspólnotowego rynku energii elektrycznej integrującego rynki krajów członkowskich UE. Podstawowym założeniem mechanizmów rynkowych jest to, by o kierunku wymiany energii elektrycznej decydowały relacje cenowe między poszczególnymi strefami cenowymi (zwykle pokrywają się one z granicami państw, ale np. Szwecja czy Włochy są podzielone na kilka mniejszych stref). W efekcie decyzji zakupowych uczestników rynku energia powinna płynąć z kraju o niższej cenie do kraju o cenie wyższej - wyjaśnia.
Przedstawiciel Sieci wyjaśnia, że o kierunkach przepływów decydują uczestnicy rynku, a ich decyzje zależą podstawowo od układu cen. - Operator systemu nie decyduje więc o imporcie lub eksporcie handlowym, nie zawiera transakcji na rachunek uczestników rynku, ani nie jest pośrednikiem w wymianie międzynarodowej. Rolą i obowiązkiem operatora jest wyłącznie wyznaczanie i udostępnianie zdolności przesyłowych - wyjaśnia.
Skąd i dokąd płynie prąd? - Polska ma połączenia transgraniczne z Niemcami, Słowacją i Czechami oraz ze Szwecją i Litwą, a także połączenie z Ukrainą liną Zamość - Dobrotwór (to umożliwia jedynie import) - kwituje nasz rozmówca.
Więcej informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl