Poznaj "Okres w moim życiu" - nową kampanię społeczną Gazeta.pl i inicjatywy TakDlaPodpasek.pl, realizowanej przez Okresową Koalicję i Kulczyk Foundation. Apelując o darmowe podpaski w szkołach, rozmawiamy z kobietami o akceptacji własnego ciała, dostępie do środków higienicznych i o tym, jak okres wpływa na ich życie zawodowe.
***
Ile kosztuje okres? Oczywiście dla każdej kobiety sytuacja jest inna, zależy choćby od potrzeb czy typu używanych artykułów higienicznych. Mniej więcej można to policzyć choćby z pomocą Kalkulatora Kosztów Miesiączki. To narzędzie przygotowane przez Dominikę Śmiałek i Julię Żuławińską przy współpracy z fundacją Różowa Skrzyneczka.
Przykładowo, przy domyślnym założeniu wykorzystania 20 tamponów i 10 podpasek/wkładek na cykl, szacunkowy koszt to ok. 25 zł na miesiąc. To daje ponad 300 zł przez rok i ponad 12 tys. zł przez całe życie, przy założeniu miesiączkowania przez 40 lat.
A to wszakże wyliczenia bardzo zgrubne, nie biorą choćby pod uwagę inflacji, która przecież dotyczy też produktów higienicznych. Według danych GUS tylko przez ostatni rok artykuły do higieny osobistej i kosmetyki podrożały przeciętnie o ponad 14 proc. Swobodnie można by do rachunku miesiączki dodać także koszty środków przeciwbólowych czy rozkurczowych.
Podane wyżej wyliczenia są w miarę "komfortowe". Niestety, wiele kobiet musi oszczędzać nawet na produktach menstruacyjnych. Wtedy oczywiście koszty są niższe, ale i jakość życia i poziom higieny podczas miesiączki mniejsze. Jak wynika z badania Difference z 2020 r. na zlecenie Kulczyk Foundation, aż 39 proc. kobiet z ubogich domów przynajmniej raz doświadczyło konieczności rezygnacji z zakupu produktów higienicznych na rzecz innych domowych wydatków.
Jak obniżyć koszty miesiączki bez uszczerbku dla higieny i komfortu? Mogłaby temu służyć choćby obniżka VAT na produkty menstruacyjne (oczywiście przy założeniu, że sprzedawcy nie pozostawiliby cen bez zmian, zwiększając marże). Częściowo to się zresztą stało - w 2020 r. VAT na podpaski czy tampony spadł z 8 do 5 proc. Jednocześnie wciąż stawką 23 proc. objęte są m.in. kubeczki menstruacyjne. Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich, przekonując, że obniżenie podatku VAT od kubeczków do 5 proc. mogłoby ograniczyć zjawisko ubóstwa menstruacyjnego wśród Polek.
Posłanka Katarzyna Osos (Koalicja Obywatelska) zapytała o to w interpelacji poselskiej pod koniec stycznia. Z odpowiedzi wiceszefa Ministerstwa Finansów Artura Sobonia delikatnie powiało optymizmem. Poinformował on, że "dostrzegając zasadność ujednolicenia stawki VAT na towary z kategorii środków higienicznych dla kobiet [...], zapewniam, że kwestia ta zostanie poddana analizie w ramach prac legislacyjnych nad projektem rozporządzenia określającym zakres towarów objętych preferencyjną stawką VAT na rok 2024".
Na drugie pytanie posłanki - o możliwości wprowadzenia zerowej stawki podatku VAT od wszystkich produktów menstruacyjnych - Soboń nie odpowiedział. Z naszych informacji od specjalistów w zakresie podatku VAT wynika, że pod względem prawnym byłoby to możliwe.
Inny pomysł to w ogóle wzięcie na siebie przez państwo kosztów produktów menstruacyjnych. To nie utopia - Szkocja jako pierwszy kraj na świecie zapewnia obywatelkom te artykuły za darmo.
W Polsce w kręgach rządowych taki pomysł się nie pojawia. Są za to apele, by darmowe produkty menstruacyjne pojawiały się choćby w szkołach czy na uczelniach, wzorem np. Anglii, Francji czy Nowej Zelandii. To zresztą już się dzieje, ale nie ze środków publicznych, a prywatnych (od sponsorów i darczyńców) - tzw. różowe skrzyneczki są już w ponad 5 tys. placówek w Polsce. Prace nad projektem ustawy dotyczącej dostępności środków menstruacyjnych w szkołach prowadzi tzw. Okresowa Koalicja (to zrzeszenie najważniejszych organizacji i ekspertek zajmujących się tematem miesiączki), wsparcie dla tych działań deklarowały ugrupowania opozycyjne.
Analizując odpowiedzi na najbardziej aktualne interpelacje poselskie, widać wyraźnie, że z rządu nie płyną z kolei żadne sygnały, aby kwestia dostępności produktów menstruacyjnych w szkołach była na liście priorytetów do załatwienia. W 2022 r. Ministerstwo Edukacji i Nauki nie widziało potrzeby zmiany rozporządzenia wymuszającego na szkołach zapewnienie "środków higieny osobistej" poprzez uściślenie, że chodzi także o podpaski czy tampony.
W instalację różowych skrzyneczek włączają się samorządy (np. Warszawa, Kraków, Rzeszów, Gdańsk, Częstochowa, Olsztyn, Kołobrzeg i inne). O kwestie (współ)finansowania wydatków na artykuły menstruacyjne pytała w interpelacji poselskiej ze stycznia br. posłanka Agnieszka Hanajczyk (Koalicja Obywatelska).
W odpowiedzi Dariusz Piontkowski, wiceminister edukacji i nauki, pisał m.in., że "w obecnym systemie prawnym nie istnieje przepis, z którego wynikałoby, że dyrektor szkoły/placówki jest zobowiązany do zapewnienia uczniom środków takich jak podpaski czy tampony". Wskazywał jednak, że dyrektor może taką decyzję podjąć i wówczas środki finansowe na ten cel powinny zostać wpisane do planu finansowego szkoły. Przekonywał, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby podpaski czy tampony samorządy kupowały z subwencji oświatowej, i dodawał, że zbieraniem pieniędzy na artykuły menstruacyjne dla szkoły może się także zająć rada rodziców.
Część samorządów - o czym donosiła w ww. interpelacji, a także w piśmie do prezesa Regionalnej Izby Obrachunkowej (RIO) w Łodzi posłanka Hanajczyk - obawia się jednak, czy szkoła może finansować zakup podpasek w ramach swoich budżetów ze środków gminy. Boją się, że faktury za środki menstruacyjne zostaną im zakwestionowane. Odpowiedź z RIO nie była zresztą w tej sprawie ewidentna. Prezes instytucji jednoznacznie napisał, że dyrektor szkoły nie musi dostarczać podpasek czy tamponów swoim uczennicom. Ale czy może? Z jednej strony - tak, "jeśli posiada na ten cel określone środki finansowe". Ale z drugiej wątpliwości biura poselskiego posłanki wzbudza np. informacja, że dotychczasowa praktyka oparta na interpretacji przepisów bhp prowadzi "do nieuznawania takich środków [menstruacyjnych - red.] jako środków higieny osobistej".
Abstrahując już od kwestii finansowych i odchodząc nieco od szkół - miesiączka może być okupiona konkretnym kosztem nie tylko finansowym, ale także zawodowym. We wspomnianym już raporcie Kulczyk Foundation zauważano, że miesiączkujące kobiety bywają zmuszone do pracy w obciążających i mało komfortowych warunkach, np. z ograniczoną możliwością skorzystania z łazienki. Spadająca w trakcie okresu wydajność związana jest z koncentracją raczej na dolegliwościach niż na pracy. Może natomiast rodzić stres przed niedopełnieniem obowiązków czy nagromadzeniem się zaległości. W krytycznych sytuacjach może się to przełożyć np. na wykluczenie z najważniejszych projektów firmy.
Stąd gdzieniegdzie pojawia się idea urlopu menstruacyjnego. W Hiszpanii stosowne rozwiązania w tym zakresie - trzydniowe zwolnienie lekarskie (z możliwością wydłużenia do pięciu) dla kobiet ciężko przechodzących miesiączkę - właśnie wchodzą w życie. W Polsce takich planów na razie nie ma, acz w maju 2022 r. był o to pytany premier Mateusz Morawiecki. Odpowiedział wówczas mało konkretnie.
Różne pomysły oczywiście możemy rozważyć. Dziś na tak szczegółowe pytanie nie odpowiem, czy akurat jesteśmy gotowi wdrożyć takie rozwiązanie. Ale na pewno trzeba myśleć o rozwiązaniach, które w szczególności pomogą właśnie paniom
- mówił premier.
Warto przy tym dodać, że nawet mimo braku odgórnych rozwiązań prawnych w tym zakresie nic nie stoi na przeszkodzie, aby pracodawcy samodzielnie oferowali kobietom taki "benefit". Są już w Polsce firmy, które wdrożyły takie rozwiązania.
Wejdź na >>> www.okreswmoimzyciu.pl
***
Ile zarabiamy, a ile będziemy zarabiać, jak kształtują się emerytury, co z bezrobociem w Polsce, jakie są trendy na rynku pracy i jakie zmiany szykuje rząd? Więcej na te tematy czytaj pod linkiem: next.gazeta.pl/praca