Pojawiły się wstępne wyliczenia kosztów związanych z akcją poszukiwawczą i ratunkową Titana, którą prowadzono od 18 czerwca, gdy kontakt z załogą łodzi się urwał. Dziennikarze "Washington Post" oszacowali, że jak dotąd na sfinansowanie misji wydano ok. 1,2 mln dolarów. Eksperci wskazali zarazem, że ostateczne koszty operacji będą wyższe. Na razie nie poinformowano, kto będzie musiał je pokryć. Wiadomo jedynie, że nie zostanie do tego zobowiązana firma OceanGate, mimo że łódź, która uległa implozji, była własnością wspomnianego przedsiębiorstwa.
22 czerwca amerykańska straż przybrzeżna przekazała, że odnaleziono fragmenty Titana, o czym pisaliśmy. Uznano, że łódź uległa najprawdopodobniej implozji, w wyniku czego osoby znajdujące się na pokładzie poniosły śmierć. Tego samego dnia firma OceanGate oświadczyła, że uczestnicy ekspedycji nie są już uznawani za zaginionych, lecz za zmarłych.
Przedstawiciele straży przybrzeżnej powiedzieli, że specjaliści zamierzają nadal badać pozostałości Titana. To będzie generowało kolejne koszty. Jak dotąd akcję ratunkową finansowano z budżetu USA. Nie wiadomo jednak, ile cała operacja będzie ostatecznie kosztować amerykańskich podatników, ponieważ urzędnicy nie powiedzieli, czy władze zapłacą prywatnym firmom biorącym udział w misji poszukiwawczej. Stanie się tak, jeżeli podmioty te podpisały kontrakty z amerykańskim rządem.
Urzędnicy poinformowali natomiast, że kosztów akcji ratowniczej nie będzie musiała pokrywać firma OceanGate. Jak podaje ABC News, amerykańska straż przybrzeżna przekazała, że pobieranie tego rodzaju opłat od prywatnych przedsiębiorstw byłoby "niezgodne z prawem i polityką" tej formacji.