Minister Andrzej Adamczyk kupił antyradar. Teraz tłumaczy się i grzmi: Nie mierzcie wszystkich swoją miarą

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk za pieniądze podatników kupił urządzenie ostrzegające przed kontrolami prędkości. Teraz tłumaczy się z zakupu, zapewniając, że zawsze stosuje się do obowiązujących przepisów. "Szanowni Państwo, nie mierzcie wszystkich swoją miarą" - napisał w mediach społecznościowych.
Andrzej Adamczyk
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
Zobacz wideo Odcinkowy pomiar prędkości - skuteczna broń w walce z kierowcami, którzy przekraczają prędkość

"Nie zgadzam się z przypisaniem mi roli pirata drogowego, a tak odbieram dzisiejszą publikację dziennika 'Fakt'. Z całą mocą podkreślam, że prowadząc pojazd, zawsze stosuję się do obowiązujących przepisów" - napisał w poniedziałek minister infrastruktury Andrzej Adamczyk w oświadczeniu, które zamieścił na Twitterze.

"Nie mierzcie wszystkich swoją miarą". Minister infrastruktury tłumaczy się z zakupu antyradaru

"Z pewnym zdziwieniem przyjąłem fakt, że redakcja jako główną funkcję opisanego urządzenia wskazała właśnie tę dotyczącą ostrzegania przed fotoradarami i kontrolami policji. Szanowni Państwo, nie mierzcie wszystkich swoją miarą" - dodał. Minister infrastruktury wyjaśnił, że kupił urządzenie, gdyż zależy mu na "maksymalnym bezpieczeństwie podczas podróży". Wymienił przy tym funkcje antyradaru, w tym przedstawianie informacji w czasie rzeczywistym o wszelkich niespodziewanych sytuacjach, które mogą wystąpić na drodze, np. wypadkach, remontach czy innych zagrożeniach. W jego ocenie "warto podejmować różne działania, które mogą pozytywnie wpłynąć na poprawę sytuacji na polskich drogach".

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk kupił antyradar za pieniądze podatników

Szef resortu infrastruktury zakupił rzeczony antyradar na koszt swojego biura poselskiego. Jak wynika ze sprawozdania biura poselskiego Andrzeja Adamczyka, które sprawdził "Fakt", 26 maja 2022 r. kupiło ono urządzenie Yanosik GTR za 1411 zł. Yanosik to popularna aplikacja z mapami, która wyróżnia się jednak systemem ostrzegania przed fotoradarami, kontrolami prędkości czy wypadkami. Urządzenie zastępuje telefon w samochodzie i wygląda jak mapy GPS sprzed około dekady czy dwóch, czyli mniej więcej sprzed czasu upowszechnienia się smartfonów.

- Aż mi się wierzyć nie chce, że minister Andrzej Adamczyk chce się chować za Yanosika. Tylko czy 'pierwszy fotograf w Polsce' powinien mieć takie urządzenie? Moim zdaniem nie - powiedział Marek Konkolewski, ekspert ruchu drogowego i były szef Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym w rozmowie z "Faktem". Dodał, że korzystanie z aplikacji jest legalne, ale minister Adamczyk publicznie podkreśla, jak ważne jest bezpieczeństwo na drodze. Konkolewski wskazał, że "gdybym to ja zauważył, że mój pracownik korzysta z takiego urządzenia, to zwróciłbym uwagę, by tego nie robił".

Więcej o: