"Według danych firmy doradczej Dun&Bradstreet w 2022 r. działało w Polsce 91,7 tys. lokali gastronomicznych, w tym 58 tys. restauracji. Ich liczba wzrosła w stosunku do poprzedniego roku o 2,8 proc. Niestety co 7. z nich jest notowana w Krajowym Rejestrze Długów" - informuje nas sam KRD. W ich rejestrze widnieje aż 13,5 tys. firm z branży gastronomicznej.
313,4 mln zł zaległości mają restauracje, kawiarnie, bary, firmy cateringowe oraz producenci i sprzedawcy napojów, piwa oraz lodów. Gorszy był pod tym względem tylko pierwszy rok pandemii, gdy łącznie zadłużenie sięgnęło 363 milionów złotych. Mimo kolejnych lockdownów, dzięki zamówieniom na wynos sytuacja w kolejnych latach pandemii się poprawiła. Ponownie źle zaczęło być dopiero gdy zaczęły rosnąć ceny energii, a inflacja skoczyła do poziomu najwyższego od 20 lat.
Największe zaległości obciążają firmy z województwa mazowieckiego - 79,1 mln zł, śląskiego - 36,9 mln zł i dolnośląskiego - 30 mln zł. Najmniejsze długi są w Opolskiem - 4,4 mln zł, Lubuskiem - 5,8 mln zł i na Podlasiu - 6,2 mln zł. Rekordzista ma dług niemal tak wysoki jak wszystkie firmy gastronomiczne z Opolskiego, bo musi oddać aż 4,2 mln zł.
Największą część wierzycieli stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Łącznie ich obciążenia sięgają 184,3 mln zł. - Małe podmioty często balansują na granicy opłacalności. Godzą się na wiele, aby przetrwać i zazwyczaj wolą czekać w nieskończoność aż kontrahent im zapłaci, niż zdecydować się na zlecenie faktur do windykacji. Niestety, w efekcie same nie mają z czego zapłacić, choćby za czynsz. Najnowsze dane KRD pokazują, że firmy gastronomiczne są winne zarządcom nieruchomości 11,4 miliona złotych za wynajem lokali. Z doświadczenia w obsłudze wierzytelności wiemy, że duże przedsiębiorstwa wykorzystują perturbacje w gospodarce do nieuzasadnionego wstrzymywania płatności wobec małych podmiotów. Małe firmy powinny jednak wiedzieć, że nie są na straconej pozycji i zawalczyć o zapłatę – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Jeśli chodzi o wierzycieli, to głównie są to banki, które przedsiębiorstwom branży gastronomicznej pożyczyły i wciąż nie odzyskały 170,8 mln zł. Hurtowniom i sklepom firmy muszą oddać 37,4 mln zł, biurom rachunkowo-księgowym 30,6 mln zła, a dostawcom prądu, wody i gazu 10,4 mln zł.
Patrząc tylko na przychody, można by pomyśleć, że branży gastronomicznej wiedzie się bardzo dobrze. W 2022 roku wypracowała o jedną trzecią większe przychody niż w 2019 roku, ostatnim roku przed pandemią i lockdownami. "Nie można tu jednak mówić o sukcesie, bo wynik jest efektem galopujących cen wyrównujących dwucyfrową inflację oraz błyskawicznie rosnących kosztów energii, transportu i pracy" - pisze KRD. Z danych, które Rejestr wyciągnął z serwisu Dotykacka.pl wynika, że w porównaniu do 2021 roku w ubiegłym średnia liczba transakcji wzrosła o "zaledwie 10 proc.". Wartość zamówień wzrosła natomiast o 18-20 proc. KRD tłumaczy jednak, że nie jest to zasługa większej liczby gości, a raczej tego, że restauracje postawiły na dostawy.
- Teoretycznie firmy gastronomiczne mają za sobą dobry rok, na co wskazują dane branżowe. Ale jeśli przeanalizujemy, co się za nimi kryje, widać, że sektor walczy o przetrwanie, zmagając się z coraz wyższymi kosztami działalności i odpływem klientów. Te nominalnie wysokie obroty są w dużej mierze wynikiem stale rosnących – nawet o 20 procent – cen, liczonych rok do roku, które mają niwelować dwucyfrową inflację - mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. KRD zwraca też uwagę, że branży gastronomicznej nie pomaga nawet zwiększona sprzedaż dań z dostawą i letni sezon, tradycyjnie windujący sprzedaż napojów i lodów.