Boom inwestycyjny w samorządach. Idą wybory? Jest też drugi powód. I kiepskie prognozy

Przynajmniej na razie dane o inwestycjach samorządów w Polsce w 2023 r. wyglądają zaskakująco dobrze. To m.in. efekt wygasania środków ze "starego" budżetu UE. W kolejnych latach może nas czekać poważne hamowanie.
DLOKR
fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl
Zobacz wideo Zapytała Tuska o brak inwestycji i uciekła. "Czy pani nie jest już zainteresowana rozmową?"

Jednostki samorządy terytorialnego wydały w pierwszej połowie roku 25 mld zł - poinformował kilka dni temu wiceminister finansów Sebastian Skuza. Ich plany inwestycyjne na cały rok są jednak znacznie większe, sięgają 119,5 mld zł. Gdyby się ziściły, JST wydałyby na inwestycję blisko dwa razy więcej niż w 2022 r. (65 mld zł) i ponad dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach.

Jak wyliczyli ekonomiści banku Pekao, inwestycje samorządów w pierwszym półroczu na poziomie 25 mld zł oznaczają nominalny wzrost o 74 proc. rok do roku oraz o ponad 60 proc. w cenach stałych (czyli po odjęciu efektu inflacji). 

Tegoroczny boom inwestycyjny JST zapowiada się na drugi największy w historii

- zauważają.

Ostatni moment na pieniądze z UE

Co takiego się dzieje? Odpowiedzi są proste. Po pierwsze, rok 2023 jest ostatnim, w którym można rozliczyć projekty z unijnego budżetu na lata 2014-2020. Samorządy się więc śpieszą, choć częściowo są ograniczone swoimi możliwościami wniesienia wkładu własnego.

Do końca roku z tego tytułu wciąż może napłynąć do kraju 7,9 mld euro, a więc 9 proc. całej przyznanej Polsce kwoty. Wzmożone próby zakończenia projektów współfinansowanych z tych środków tłumaczą przynajmniej część zaskakująco silnego (przynajmniej na tle konsumpcji prywatnej) wzrostu inwestycji w ostatnich kwartałach

- piszą ekonomiści banku Citi Handlowy. Po drugie, nie bez znaczenia jest także bliskość wyborów parlamentarnych (jesień 2023) i samorządowych (wiosna 2024). To standardowo okres, w którym politycy różnych szczebli lubią przecinać wstęgi. Przy okazji przedstawiciele rządu mają gdzie przekonywać, że KPO im niepotrzebne, bo Polska lokalna rozwija się i pięknieje dzięki wsparciu z Warszawy.

Choćby kilka miesięcy temu pisała o tym "Rzeczpospolita". Rząd za pośrednictwem programów takich jak Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych czy Program Inwestycji Strategicznych Polski Ład dotuje inwestycje szczególnie w mniejszych gminach. Tak zostały ustalone zasady programów. - O ile w miastach na prawach powiatu wydatki rozwojowe wzrosły w 2022 r. o ok. 10 proc. w porównaniu z 2021 r., o tyle w gminach - aż o niemal 40 proc. - pisała Anna Cieślak-Wróblewska. Nawet jednak w tych samorządach, które na rządowych środkach się "obławiają", słychać sugestie, że wolałyby one stabilne źródła dochodów własnych (m.in. z podatków, a obniżka PIT te dochody ścięła) niż kroplówki z rządu na potrzebne inwestycje.

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Citi Handlowy: Droga do KPO wydłuża się

Problem też w tym, że po boomie z 2022 czy 2023 r. niedługo niewiele może zostać. Wspomniani już ekonomiści Pekao obniżając niespełna miesiąc temu prognozy wzrostu gospodarczego Polski pisali m.in. o "większej niż wcześniej zakładano amplitudzie cyklu inwestycyjnego samorządów". Czyli wysokiej dynamice inwestycji publicznych w 2023 r. i sporo niższej w 2024 r. 

W 2024 roku spodziewamy się silnego tąpnięcia w napływie funduszy unijnych, co przełoży się również na dynamikę inwestycji

- komentują ekonomiści banku Citi Handlowy. Powody? Po pierwsze, jak wyjaśniają, początkowa faza nowego unijnego budżetu (na lata 2021-2027) charakteryzuje się mniejszym napływem funduszy. Maszyna rozkręca się z czasem. Środków z funduszu spójności w nowej perspektywie finansowej jest też dla Polski mniej niż w mijającej. Po drugie - no właśnie, nieszczęsne środki z KPO. Szanse na uruchomienie środków z unijnego Funduszu Odbudowy jeszcze w tym roku eksperci z Citi oceniają jako bardzo niskie.

Polska potencjalnie może mieć w najbliższych latach dostęp do około 130 mld euro, włączając do tego poprzednią i obecną perspektywę finansową oraz KPO. Niemniej biorąc pod uwagę brak postępu w odblokowywaniu 36 mld euro z KPO, nie można wykluczyć scenariusza, w którym dostęp do tych funduszy pozostanie ograniczony również w 2024 roku. Dlatego z około 130 mld euro potencjalnie dostępnych, ponad jedna czwarta (równowartość 5,2 proc. ubiegłorocznego PKB) wydaje się na dłuższy czas poza zasięgiem

- ostrzegają ekonomiści Citi Handlowego i dodają, że "o ile w pierwszym roku opóźnienie w wykorzystaniu środków z KPO miało niewielkie znaczenie, skumulowany efekt trzech lat bez KPO trudno byłoby ignorować".

embed
Więcej o: