Jarosław Kaczyński podczas weekendowego spotkania z wyborcami w Chełmie (woj. lubelskie) chwalił gospodarcze osiągnięcia rządu. Zdaniem prezesa PiS, Polska ma wiele powodów do dumy. - W gospodarce nam się udało i może nam się udać jeszcze dużo, dużo więcej - twierdził lider Zjednoczonej Prawicy.
Kaczyński wskazał na wzrost gospodarczy - zarówno ten osiągnięty od roku 2007, jak i po wybuchu epidemii COVID-19.
W najróżniejszych dziedzinach jesteśmy albo na pierwszym, albo na drugim, co najwyżej na trzecim miejscu, ale to tak też ex aequo. I to niezależnie od tego, czy chodzi o wzrost gospodarczy począwszy od 2007, czy począwszy od covidu, czyli 2019 roku, czy chodzi o tzw. klin podatkowy, który w Polsce jest naprawdę niewysoki
- mówił. Szef Prawa i Sprawiedliwości przekonywał też, że państwa tzw. trzeciego świata bardzo chcą wiedzieć, jak Polska powiększyła dochody podatkowe, jednocześnie obniżając podatki.
Kaczyński podkreślał też, że Polska i Polacy byli zaliczani do grupy "C" - czyli tych "biednych, którym trzeba pomóc, udzielić różnych zniżek". - Później byliśmy krótko w grupie B, "a teraz jesteśmy w grupie A, czyli w grupie państw zamożnych" - zapewniał. Dowodów na potwierdzenie tej tezy lider PiS już jednak nie przedstawił.
Piotr Kuczyński, analityk Xelion, retoryce prezesa Kaczyńskiego się nie dziwi. - Każdy polityk z koalicji rządowej będzie wychwalał swoje rządy. To działa, bo większość społeczeństwa (każdego społeczeństwa) niewiele wie o procesach i wskaźnikach gospodarczych - twierdzi.
Podkreśla jednocześnie, że nie wszystkie dane ekonomiczne są aż tak pozytywne, jak chciałby tego lider obozu władzy. - W wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego widać wybijane na plan pierwszy pozytywy (zdecydowanie prawdziwe), ale pomijane są negatywy. Na przykład to, że poziom inwestycji (17 proc. w stosunku do PKB) zdecydowanie odbiega od unijnej średniej (22 proc. ). A to przecież inwestycje zapewniają trwały wzrost gospodarczy. One byłyby większe gdyby Polska skorzystała ze środków z KPO, z których większość UE korzysta od ponad roku - wyjaśnia ekonomista.
Ekspert podkreśla też, że polska gospodarka ma jeszcze długą drogę przed sobą. - Jeśli chodzi o parytet siły nabywczej (PSN), to rzeczywiście jest bliski średniej unijnej. Wyprzedzamy nawet Portugalię. Jednak niemiecki jest o blisko 50 proc. wyższy. Prześcignięcie Niemiec w dwie dekady jest chyba możliwe, jeśli Niemcy przestaną się bogacić - ocenił.
Piotr Kuczyński nawiązał też do cenzurki wystawionej przez Kaczyńskiego. Czy Polska to naprawdę lider?
Uważam, że dzięki żywotności i aktywności polskich przedsiębiorców oraz pracujących Polaków, Polska w skali od A do C lokuje się na niezłej pozycji B. Potrzebna jest odpowiedzialna i przewidywalna władza, żeby przeskoczyła do A
- ocenił Piotr Kuczyński.