W środę doszło do katastrofy samolotowej pod Moskwą. Na pokładzie mieli znajdować się szefowie Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn oraz Denis Utkin. Rosyjskie media i sama grupa najemników podają, że mężczyźni nie przeżyli ataku.
Prigożyn zdołał zgromadzić sporą fortunę dzięki koneksjom z Kremlem. Sama Grupa Wagnera miała otrzymać od rządowych instytucji 858 mld rubli, około 9 mld dol. zgodnie z obecnym kursem dolara. Takie informacje podawał w lipcu Dmitrij Kisielow na antenie telewizji Rossija 1. Jeszcze wcześniej Władimir Putin powiedział, że utrzymanie Grupy Wagnera tylko od maja 2022 roku do maja 2023 roku kosztowało państwo rosyjskie 86,3 miliardów rubli. Jak podkreślał, środki te przeznaczono na utrzymanie najemników oraz na dodatki motywacyjne. Dodał także, iż wszystkie koszty związane z wagnerowcami miał pokrywać Kreml - również te związane z ubezpieczeniem dla bojowników, na które Rosja miała przeznaczyć kolejne 110 miliardów rubli.
Niemal taką samą kwotę rosyjskie władze zapłaciły firmie Concord, bo aż 845 mld rubli. To ona dała początek majątkowi Prigożyna, który zyskał nawet przydomek "kucharza Putina". Firma działa jednak już od lat 90., podczas gdy Grupa Wagnera dopiero od 2014 roku. Głównym źródłem fortuny Prigożyna jest handel surowcami takimi jak ropa, gaz, ale również diamenty i złoto. W ciągu czterech lat przed napaścią Rosji na sąsiada spółki oligarchy dały mu zysk w wysokości 250 mln dol. Szacuje się, że Prigożyn zgromadził około 1 mld dol.
Żaden z reżimowych organów śledczych nie potwierdził, że zidentyfikowano zwłoki Jewgienija Prigożyna. Na jego obecność w samolocie wskazuje jedynie lista pasażerów. Część niezależnych komentatorów ma wątpliwości, czy szef Wagnerowców i jego zastępca Dmitrij Utkin rzeczywiście znajdowali się na pokładzie maszyny.
Denis Korotkow z serwisu śledczego "Dosje" nie jest przekonany, że Jewgienij Prigożyn naprawdę zginął w katastrofie lotniczej. "Nie zaryzykuję i nie przedstawię żadnych prognoz, czy przypuszczeń. Mogło się zdarzyć wszystko. Jedynie wtedy, gdy na miejscu są zwłoki i nam jej pokażą znacznie zmaleje ryzyko ewentualnej mistyfikacji zorganizowanej przez samego Prigożyna" - stwierdził niezależny dziennikarz.
Inny niezależny publicysta Siergiej Kowalcznko także dopuszcza możliwość mistyfikacji. "Jeśli rzeczywiście Prigożyn znajdował się w drugim samolocie, to powinien jak najszybciej uciekać w stronę granicy, bo teraz w Rosji nikt za niego nie da złamanego grosza" - oświadczył.
Natomiast politolog Abbas Galliamow zwraca uwagę, że Jewgienij Prigożyn zachowywał się po nieudanym buncie tak, jakby uważał, że on i jego projekty są zbyt cenne dla Kremla i dlatego nikt nie podniesie na niego ręki. "Widocznie taka logika zawiodła go. On nie docenił, jak bardzo osobiście Putin go nienawidzi" - podkreślił politolog.
Dopiero kilka godzin po katastrofie śledczy odnaleźli fragment skrzydła zniszczonej maszyny. Miał się on znajdować ponad dwa kilometry od miejsca katastrofy. Część świadków upadku samolotu oświadczyła, że widziała smugi rakiet na niebie oraz słyszała eksplozje, co miałoby świadczyć, iż maszyna została zestrzelona.