Od 30 czerwca na stacjach Orlenu obowiązywała wakacyjna obniżka na paliwa. Organizatorzy zwiększyli limit tankowania z rabatem względem tego obowiązującego w ubiegłym roku. Wówczas klienci stacji skorzystali z akcji aż 16 milionów razy. Obniżka na stacjach Orlenu skończyła się jednak wraz z początkiem nowego miesiąca.
Wirtualna Polska rozmawiała na temat przewidywanych zmian cen paliw z analitykami. - Kierowcy muszą spodziewać się, że ich paragony i faktury za tankowanie będą wyższe nie tylko z powodu kończących się promocji, ale również ze względu na delikatne podwyżki. Obecnie przewidujemy wzrosty cen oleju napędowego i benzyny o około 4-5 groszy. Jest to jednak bardzo delikatna korekta - powiedział WP Jakub Bogucki, analityk portalu e-petrol.
Rafał Zybert z BM Reflex stwierdził zaś, że eksperci przewidują, że "ceny pozostaną stabilne do wyborów". Później mogłyby natomiast wrócić do poziomu ok. 7 zł za litr. Wszystko zależeć będzie jednak od sytuacji na rynku. To będzie też pierwsza jesień bez rosyjskiego oleju napędowego, co może wpłynąć na wzrost cen. - Jest też obawa o podaż diesla o parametrach zimowych, bo duża część tego paliwa idzie do rafinerii na bliskim wschodzie. I jego cena będzie musiała się zmienić, niezależnie od tego kto wygra wybory - tłumaczył Zybert. Jego zdaniem ceny paliwa nie wzrosną tylko w wypadku umocnienia się złotówki.
Tymczasem w najbliższym czasie Polaków uderzą po kieszeniach nie tylko ceny paliw, ale i ogrzewania. Z końcem roku przestanie bowiem obowiązywać tarcza energetyczna i wrócimy do prawdziwych taryf. Obecnie obowiązują jeszcze przepisy, które ograniczyły możliwość podnoszenia rachunków za ogrzewanie do 40 proc. "Tam, gdzie przed wdrożeniem tarczy podwyżki były wyższe, rachunki pójdą w górę, ale w miastach, gdzie wzrosty cen nie przekraczały 40 proc., mieszkańcy nie odczują zmiany" - prognozował "Business Insider" pod koniec sierpnia.