W lipcu poprzedniego roku Donald Tusk podczas konwencji Platformy Obywatelskiej w Radomiu ostro krytykował politykę pieniężną banku centralnego oraz jej prezesa. Złożył wtedy odważną deklarację usunięcia Adama Glapińskiego ze stanowiska. - Jest nie tylko niekompetentny i nieprzyzwoity w tym, co robi. Jest nielegalny [nieleganie powołany] i nie będzie ani jednego dnia dłużej prezesem NBP. I nie trzeba będzie ustawy - zapowiadał, wskazując, że o "nielegalności" wyboru Glapińskiego na prezesa NBP świadczą nawet ekspertyzy prawników przy prezydencie Andrzeju Dudzie. - Wystarczyłaby dużo mniejsza wątpliwość, żeby gościa wyprowadzić z NBP i ja to zrobię. Gwarantuję! - obiecywał lider PO.
O realizację tej obietnicy na kilka dni przed wyborami w Porannej rozmowie Gazeta.pl był pytany kandydat Koalicji Obywatelskiej do Sejmu Andrzej Domański. W przeciwieństwie do Tuska Domański mówił o sprawie znacznie spokojniej. - Wyprowadzimy Glapińskiego z NBP. Wyprowadzimy jego politykę, którą prowadzi w NBP poprzez zmiany w ustawach, a później, kiedy będzie to możliwe, w Radzie Polityki Pieniężnej. Natomiast jeśli mowa o jakimś siłowym scenariuszu, to takiej sytuacji nie zobaczymy - stwierdził.
Prowadzący Jacek Gądek dopytywał swojego gościa o to, czy skoro Donald Tusk mówił o "dniach", to założenie, że miesiąc po przejęciu władzy przez opozycję Adam Glapiński pożegna się ze stanowiskiem, jest właściwe. - Sama procedura może trwać znacznie dłużej niż miesiąc. Jeżeli będzie dokładna podstawa prawna, żeby to zrobić, to z całą pewnością to zrobimy - zapewniał Domański. Jak jednak zauważył Jacek Gądek, Donald Tusk przekonywał, że do odwołania prezesa NBP nie będzie potrzebna żadna ustawa. - Chcemy żyć w kraju, w którym procedury i prawo obowiązuje. Dlatego, wyprowadzimy Glapińskiego z NBP na bazie procedur i prawa - odpowiedział kandydat KO.