Biden leci do Izraela, by rozmawiać o wojnie z Hamasem. W tle rocznica, która pogrążyła w kryzysie cały świat

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden udaje się w środę do Izraela, gdzie trwa wojna rozpoczęta po ataku bojowników Hamasu. Wizyta odbędzie się dzień po 50. rocznicy embarga na ropę, które zapoczątkowało światowy kryzys. Wówczas był to odwet, za pomoc Izraelowi.
Joe Biden, zdjęcie ilustracyjne
Fot. Susan Walsh / AP Photo

Amerykański prezydent podczas swojej wizyty na Bliskim Wschodzie będzie rozmawiał o pomocy militarnej dla Izraela, sytuacji humanitarnej i losie zakładników, wśród których znajdują się Amerykanie. Podczas tej samej podróży Joe Biden ma także odwiedzić Jordanię.

Zobacz wideo Palestyńczycy uciekają ze Strefy Gazy w kierunku Egiptu [Źródło: Reuters]

Joe Biden jedzie na Bliski Wschód. Najpierw do Tel Awiwu, potem do Jordanii

Pierwszym etapem podróży Joe Bidena na Bliski Wschód będzie Tel Awiw. Tam prezydent USA spotka się z premierem Benjaminem Netanjahu i innymi izraelskimi urzędnikami.

Prezydent Joe Biden podkreśli naszą solidarność z i niezachwiane oddanie dla bezpieczeństwa Izraela

- mówił przebywający w Jerozolimie sekretarz stanu USA Antony Blinken.

Szef amerykańskiej dyplomacji dodał, że prezydent USA wyśle sygnał do wszystkich państw i organizacji, by nie ważyły się wykorzystać sytuacji w Izraelu, oraz że chce się zapoznać z planami władz tego kraju. - Prezydent chce usłyszeć od Izraela, w jaki sposób będzie on prowadził operacje militarne, minimalizując ofiary cywilne i zapewniając pomoc humanitarną dla Gazy - dodał Bliken.

"Wall Street Journal" w poniedziałek przekazał, że armia USA wytypowała już 2 tys. żołnierzy, którzy mają wesprzeć Izrael. Wojskowi mają jednak pełnić wsparcie medyczne i doradcze, nie będą zaangażowani w walki - mówi dzeinnikowi anonimowo urzędnik Pentagonu. Amerykanie w ostatnich dniach wielokrotnie podkreślali, że nie mają zamiaru angażować swoich żołnierzy w konflikt Izraela z Hamasem. 

Po wizycie w Tel Awiwie Joe Biden poleci do Ammanu w Jordanii, gdzie spotka się z królem Abdullahem II, prezydentem Egiptu Abdelem Fattahem El-Sisim i prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem.

Joe Biden leci wesprzeć Izrael. Pół wieku po rocznicy, która wywołała światowy kryzys

17 października 1973 roku OPEC ogłosiło embargo na dostawę ropy do USA oraz Holandii, Portugalii, Rodezji oraz RPA. Był to odwet za wsparcie Izraela w wojnie Jom Kipur z Egiptem oraz Syrią. Joe Biden leci więc do Izraela jeden dzień po 50. rocznicy tych wydarzeń. I choć nie da się porównać obecnej sytuacji z tragediami wojny - zarówno tymi sprzed 50 lat, jak i tymi, po wybuchu wojny między Hamasem a Izraelem - to embargo zamieszało w wojnę i pogrążyło w kryzysie cały świat.

"6 października 1973 r. wspierane przez świat arabski i uzbrojone przez ZSRR wojska Egiptu i Syrii zaatakowały Izrael, gdy jego mieszkańcy obchodzili jedno z najważniejszych żydowskich świąt - Jom Kipur (Dzień Pojednania). Po chwilowych porażkach oddziały armii izraelskiej przeszły do kontrataku. Historycy podają, że w trakcie konfliktu kluczowe znaczenie miała pomoc wojskowa USA o wartości 2,2 miliarda dolarów. (...). Dostawy połączone z pełną mobilizacją rezerwistów zmieniły bieg konfliktu. Izraelskie oddziały pancerne przekroczyły Kanał Sueski i dotarły na teren Egiptu. Po 19 dniach walk podpisano zawieszenie broni" - podsumowuje te wydarzenia PAP, cytowany przez portal wnp.pl.

W odpowiedzi na wsparcie USA, bez konsultacji z koncernami paliwowymi, OPEC - oprócz embarga - zapowiedział, że będzie co miesiąc ograniczał wydobycie ropy o 5 proc. Podniesiono też jej ceny i to aż o 400 proc.  

Choć embargo objęło USA, Holandię, Portugalię, Rodezję i RPA - kraje, które pośrednio lub bezpośrednio wspierały Izrael podczas wojny Jom Kippur, to jego skutki na wielu płaszczyznach odczuł cały zachodni świat, którym wstrząsnął pierwszy wielki kryzys energetyczny

- powiedział historyk z SGH oraz Instytutu Pileckiego prof. Andrzej Zawistowski.

Bezpośrednio objęci embargiem amerykanie musieli przerzucić się na mniej paliwożerne samochody. Wówczas standardem było zużycie 20 l na 100 km. Obywatele USA mieli ograniczenia w tankowaniu, a po benzynę musieli stać w wielokilometrowych kolejkach. W Holandii z kolei w niedziele zupełnie zakazano poruszania się samochodami.

Obywatele krajów Zachodu, których embargo nie dotknęło i tak musieli nauczać się inaczej zarządzać energią, m.in. ograniczyć podróże samochodem oraz zużycie prądu w domach. W Niemczech wprowadzono ograniczenia prędkości niższe niż zazwyczaj. W Danii ponad 20 proc. kierowców przesiadło się na rowery, choć im należy się pochwała, bo rozwiązane to przyjęło się na stałe. Wielka Brytania wprowadziła bony na benzynę. 

"Właścicielom domów jednorodzinnych ogrzewanych olejem opałowym zalecano ustawienie temperatury na 19 stopni. Skrócono godziny emisji programu telewizyjnego. Ograniczano oświetlenie sklepowych witryn w godzinach nocnych" - wyjaśnił wykładowca SGH. Brytyjskie władze rozważały nawet opodatkowanie niektórych urządzeń AGD oraz elektronarzędzi, jednak parlamentarzyści Izby Gmin odrzucili projekt.

Embargo trwało przez kolejne pół roku, aż do 18 marca 1973 roku. Nie cofnęło to jednak skoku ceny benzyny, która od tego momentu stale już rosła na całym świecie. 

Średniookresowym skutkiem była stagflacja gospodarki USA i krajów zachodnich - inflacji połączonej ze stagnacją i pojawieniem się największego od Wielkiego Kryzysu (1929) bezrobocia w wielu branżach gospodarki. W Wielkiej Brytanii bezrobocie przekroczyło 10 proc. Zachodnie gospodarki dostały 'zadyszki' i zakończyła się epoka 'keynesizmu' - przekonania, że można 'kupować' mniejsze bezrobocie za cenę zwiększonej 'inflacji'. Tak narodził się monetaryzm

- podkreślił prof. Zawistowski, dodając, że w USA kryzys odbił się także na dużym spadku cen nieruchomości poza centrami miast.

Trzeba jednak znów podkreślić, że choć była to trudna sytuacja dla całego świata, to nie równa się ona z tragedią żadnej wojny. 

Więcej o: